Wyprawa po Polsce Do Kampinosu i nawrót.
Witam wszystkich czytających, w tym roku czyli w 2021 roku a dokładnie 21 czerwca, postanowiłem pojechać do Kampinosu i nawrót przez Gniezno i Poznań. Miłego czytania życzę.
Dzień 1 Zielona Góra- Bogusławice 217km 21 czerwca 2021 . Wstałem już o 5 rano, aby na spokojnie się poszykować, choć większość rzeczy spakowałem dzień wcześniej, pogoda za oknem rewelacja, wiatr? niby będzie lekko pod wiatr, pożegnałem sie z mamą i o 5.57 wystartowałem. Przez miasto to szybko przejechałem no i tu już mi coś zaczęło skrzypieć w rowerku, myślałem że to pedała no i jechałem dalej a było to wkurzające, za miastem wjechałem na trasę do Niedoradza obok drogi S.3, tamta zapełniona a moja droga pusta, jakoś leniwie mi się jechało, ale ja tak mam do 50go kilometra ciężko mi się jezdzie a pózniej już git, no chyba że mocno wieje w facjatę😂 Minąłem Niedoradz i dojechałem do Otynia, tu pauza pod sklepem z kilka minut i ruszyłem dalij, przed Kościołem skręciłem w lewo w boczną uliczkę i kierowałem się w stronę ścieżki Kolej na rower, nie jechałem ani na Bobrowniki ani na Modrzycę, choć na tą drugą mogłem, ale ,ale, tu było bliżej, no i po 2km byłem już na ścieżce i dokulałem się do byłego mostu kolejowego który jeszcze 2 lata temu patrząc od daty 2021 był w ruinie a teraz? łapcie fotę.Nówka funkiel, można śmigać, pamiętam jak po tym moście.................. przechodziłem z rowerem na ramieniu, tak, tak! o tym też pod koniec bloga ale to było przed Wojną.😄 Minąłem most, podziwiając wolno płynącą Odrę i znó był asfalcik i tak sobie jechałem do wsi Lubięcin w spokoju i ciszy, wiatr nawet nie przeszkadzał, tylko gpsa mi nie łapało od mostu do Lubięcina bo.....zapomniałem włączyć, ech cuda techniki, dojechałem do Lubięcina i tu opuściłem ścieżkę i wszedłem po takich schódkach i pojechałem wsią do takiej krzyżóki gdzie była droga na Nową Sól, Konotop i Radzyń, to ja na Radzyń, ale zanim tam ruszyłem to pauza nad jeziorkiem przy drodze, odnowiono tu i jest git, był mały amfiteatr no i taki tarasik jak na fotce.
Tutaj posiedziałem z pół godzinki i ruszyłem dalej, cały czas mi pykało w rowerze jak mocniej cisłem, trudno już się nie wycofam, teraz jechałem w kierunku Tarnowa Jeziernego, gdzie też jest jezioro, ale tylko widziałem je z.....drogi, bo nie stawałem, więc minąłem miejscowość, był tu remont drogi i była tak zwana tarka, że ja tu kapcia nie złapałem? co do kapci to o tym pózniej. Dojechałem do Radzynia, gdzie jest Lubuskie morze, czyli Jezioro Sławskie z lewej strony drogi,
tam też nie zajeżdżałem tylko jechałem na Sławę i następnie w Sławie odbiłem na obwodnice tak zwaną by jechać na Stare Strącze a tu droga fatalna, dziury, muldy, masakra. Minąłem tą miejscowośc i jadę sobie, minąłem stary wiadukt kolejowy i za nim coś mi się miękko jedzie, patrze....kapeć, niech to szlag, no to zmieniam a tu pełno komarów i muszek, chyba pobiłem rekord w zmianie dętki ha ha, mogłem ruszyć dalej na wieś Wygnańcze i Tylewice, nigdzie nie stawałem, tu mi się cięzko jechało bo zaczęło dmuchać bo i pola były, ale doczłapałem się do Wschowy. Tu pauza przy sklepie i zakupy, mogłem sie schłodzić w sklepie bo na dworze był upał, po zakupach pojechałem do parku, niedaleko od sklepu by odpocząć i coś zjeść a pilnował mnie jakiś gościu.Trochę za dużo nakupiłem jedzenia i musiałem wyjeść co nieco, akurat nie chciało mi się tak duzo jeść, no ale jak mus to mus, tu w cieniu też trochu posiedziałem a tak mi sie nie chciało ruszyć, bo fajnie być wysoko i za nic nie odpowiadać ha ha, wreszcie ryuszyłem zwłoki i zrobiłem fotę na tle Wschowskiego Ratusza, fajna budowlaSuper budynek, chciałem się polać wodą ze studni, ale woda nie leciała, pojechałem więc dalej, teraz kierunek Leszno, za miastem było kawałek ścieżki rowerowej, ale z polbrukuA za miastem droga monotonna bo pola, chwile lasu i tak dojechałem na przedmieścia Leszna i przed Strzyżewicami trochę się zamotałem, bo szła ścieżka , nawet tunel był i się skończyła ta ścieżka i musiałem wjechac na ulice, a tu mi ciule trąbiliNa szczęście długo to nie trwało i dojechałem do Strzyżewic i po chwili do Leszna a tu remont na całej długości drogi, popatrzyłem na mapę i patrze że można przejechać takim osiedlem i ominąć remont no i udało się, jechałem przez tereny działkowe omijając ruchliwe centrum, gdzie już byłem ale rowerem szosowym
Długo tu nie zabalowałem, gdyż też tu już byłem, pojechałem wjęc dalej i wyjechałem przy głównej drodzePostanowiłem zajechać do markietu kupić jakieś picie bo grzało jak diabli, po wyjściu ze sklepu aż musiałem się wodą oblać, po przerwie ruszyłem dalej w kierunku na Rydzyne i to super asfaltową ścieżką, cud miódFajno się jechało nią i po kilku chwilach dojechałem do Rydzyny, tu kilka fotek, między innymi w centrum
podjechałem jeszcze zobaczyć niby pałacyk, ale nic ciekawego więc, pojechałem dalej i teraz kierunek na Poniec, nigdzie nie stawałem, centrum Pońca ominąłem, we wsi Karzec nawet scieżka byłaA za wioska krajobrz Wielkopolski, pola i pola, minałem nawet wieś Ketchupową czyli Pudliszki ha ha, tu nie stawałem, dopiero stanąłem w Krobii, najpierw zajechałem pod sklep, zrobić zapasy no i gdy wyszedłem to niespodzianka...............................kapeć nr 2! Dobrze że miałem 5 zapasówek, w sumie nie pomyślałem w Lesznie mogłem kupić oponęTo była szybka robota, dłużej rzeczy wykładałem i wkładałem niż sama wymiana dętki, a gorąco było że szok, po zmianie chwilę posiedziałem i ruszyłem dalej jak na szpilkach, na szczęscie już bez awarii i tak dojechałem do Pępowa i tu pauza na fotkęPo przerwie jechałem dalej na Kobylin, tu nie stawałem, dopiero stanąłem w Kuklinowie na Cpnie, poszedłem się przemyć wodąNa fotce widać że mocno się chmurzyło i burza mnie goniła a w Zielonej Górze lało w tym czasie, miałem fart. Po przerwie ruszyłem dalej żeby nie kusić losu, tu dzwonił do mnie Roman z Kalisza, wyborny Obieżyświat rowerowy, ja przy nim to malutki, mówił że ma dla mnie nocleg koło Kalisza, no to oczywiście zgodziłem się, w pierwszej kolejności miałem jechać na Ostrów i Kalisz a tak to jadę na Pleszew no i git. Do Lutogniewa pola i pola nic ciekawego, no i tak dotarłem do Krotoszyna przy bocznym wietrze z prwej strony, miasto nawet ładne i centrum fajne przypominające Czeskie miasta
W centrum szukałem sklepu rowerowego, bo wedlug mapy.cz był no i tak 2 razy objechałem i dupa, pusto, bo myslałem ze tu kupie oponę, no trudno, zawiedziony jak kot nie jedzący Whiskasa pojechałem dalej, to tu to tam i powoli opuszczałem miasto, dojechałem do przejazdu no i akurat zamykali, co ja sie tu nastałem łola BogaChyba z pół godziny stałem a korek był niezły, jak otworzyli, to auta jechały i jechały, opuściłem miasto a tu niespodzianka bo wiało w plecy, i co na plus zdarzały się asfaltowe ścieżki
nigdzie nie stawałem, po drodze asfalt niezbyt ciekawy, no i te przerwy między wioskami, masakra a jakby mi tu było pod wiatr? dopiero stanąłem w Dobrzycy przy takim stawie, tu pauza tylko na fotęW Kowalewie na chwile stanąłem bo nie wiedziałem któredy jechac, były jakieś tory,
ale od czego są Mapy.cz? No i do Pleszewa dojechałem elegancko, bez zmęczenia, bo tylko 9km byłoPózniej zauważyłem że od Dobrzycy do Pleszewa nie łapało mi gpsa znów, trudno ,przeżyje ha ha, a co do burzy, to poszło na Ostrów Wlkp i dobrze, dojechałem do miasta i tu sobie myśle któredy jechac, pojechałem prosto, pózniej się cofnąłem i zrobiłem fotę.Pojechałem tam prosto, chwilę pojezdziłem po mieście i następnie wbiłem się w drogę nr 12, ale nie jechałem drogą, tylko po ścieżce, najpierw z prawej strony drogi a pózniej z lewej
No i tak po kilku km dojechałem do wioski Brzezie i tu już spokojną drogą ,ale niezbyt równą dojechałem do Pleszówka tu asfalt juz git i pózniej już jechałem na Bogusławice, w Bogusławiu pytałem gdzie daczę ma Roman, ale nie wiedzieli to pojechałem do Bogusławic i tam podjeżdżam i była znajoma Romana, no i trafiłem, jeszcze Romek dzwonił, coś tam rozmawiał z tą znajomą żeby mi otworzyła drzwi na daczy no i wreszcie koniec rajzy na dziś było, a zrobiłem 217km.
Rozpakowałem się, uszykowałem sobie jedzenia i mogłem odpocząc, można było posiedzieć od wejścia i z tyłu na takim parterowym tarasie.
A cisza tu jaka była, czasem było tylko słychać psy i ludzi z pobliskich domostw a tak to git. A gdzie leżą Bogusławice? o tu.
Po około godzinie przyjechał Roman z żoną, sympatyczny gość naprawdę, i żona także a nawiózł jedzenia, nie spodziewał się ja tego. Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam was z tego miejsca, pogadali my z 2 godz, aha były też duuuuży psiak, ale nie grozny, czarny, i chciał żeby go głaskać a z Romkiem gadaliśmy o tematach rowerowych i żebym odwiedził Gołuchów. Jednak to jutro, teraz się relaksowałem, na bank jeszcze tu wrócę, po odjezdzie Romana, poleżałem sobie, a potem posiedziałem z tyłu na leżaku, życ nie umierać i tak zleciało do póznego wieczora i była kolacjaFajnie świerszcze grały obok na polu, tak zleciał wieczór i mogłem się legnąć, tylko że było gorąco i postanowiłem......rozbić namiot na tarasie i było przyjemnie, komary latały,ale jak zamknałem namiot to juz nie, to był w miarę fajny dzień..... bo 2 kapcie były. 2 dzien- Bogusławice- Kalisz- Bogusławice 64km Wstałem około 6tej, chyba z przyzwyczajenia, fajnie się spało no ale trza było zwinąć namiocik, a potem śniadanko, aha pogoda cacy, świeciło słonko,
wiatr na razie był słaby, po śniadanku, zdjałem sakwy bo dziś jadę na lekko, bo wrócę tu z powrotem, ruszyłem o 8.56, super się jechało na lekko, ruszyłem na Tursko, na drodze ruch znikomy
Przed Turskiem był jakiś stawik, ale zarośniętyPo przerwie jadę dalej i dojechałem do Turska
I tu też pustawo, mimo że była 9 godzina, szukałem wjazdu na szlak do Gołuchowa i po chwili znalazłem ścieżkę z polbruku, jechało się dobrze
Słoneczko ładnie przypiekało, te jezioro było za ulicą Jana Pawła 2, więc już za parkiem, po krótkim postoju ruszyłem dalej i znów wróciłem na wyżej wymienioną ulicę i tu wbiłem się na można powiedzieć ścieżkęJechałem nią może 2 lub 3km i postanowiłem jechać bocznymi drogami i skręciłem na Popówek i Dojutrów a tu było nawet kilka hopków i widoki fajne i rzeczka płynęła czyli Prosna, dalej jechałem bez przerw.Minałem Piotrów i Pawłówek i byłem w Kaliszu, na przedmieściach właściwie
Pojechałem do centrum pozwiedzać, nawet bardzo ładnego podobnie jak w Słupsku tu było
Po zwiedzaniu postanowiłem rozejrzeć się za rowerowym a byłem na Pułaskiego, żeby mi sprawdzili co mam z tym trzeszczeniem, też myśleli że to pedało, pytałem też o oponę ale nie mieli takiej, to pojechałem dalej do innego rowerowego na ul Legionów, tam były takie ceny że zrobiłem tył wzrot dziewczyna mówiła żebym podjechał do Decathlona zanim tam pojechałem to pojechałem na zakupy do Biedry która była niedaleko, po zakupach ,kierunek Decathlon
Jedna ze ścieżek przypominała tą ze Szczawna Zdrój, tylko że tam było widać zamek Książ, po poszukiwaniach znalazłem Decathlona, zakupiłem opone, choć miałem dylemat którą oponę wybrać, zabrałem się za montowanie, chmurzyło się coraz bardziej i to nie było dobre bo chciałem jeszcze pozwiedzać, a tu miało lać bo patrzyłem na radar deszczowy i burza szła.Szybko zwinąłem manatki i ruszyłem bo zaczynało kropić, kierunek do centrum, najpierw się schowałem koło rzeczki pod...................drzewem, wiem głupi ruch, ale burzy jeszcze nie było, tylko zaczęło lać i było tu niewygodnie
A stałem tu gdzie te barierki na fotkach, długo tu jednak nie postałem, bo i niewygodnie i chłodno,pojechałem dalej zahaczając o.............sklep jeszcze na Al. Woj Polskiego ....a jak ha ha a pózniej postanowiłem poszukać innego miejsca pod dachem, cięzko szukać w pośpiechu gdy leje, więc schowałem się w niezbyt ciekawym miejscu, wjazd do kamienicy
Trochę tu byłem prawie 2 godz, bo lało i nie chciało przestać, a zmarzłem tu trochę, po takim czekaniu, gdy trochę mniej lało postanowiłem ruszyć dalej, choć nigdzie mi się nie spieszyło, no ale ile można kwitnąć, więc ruszyłem przy lżej padającym deszczu, powoli opuszczając miastoDobrze że miałem błotniki, no i ścieżka fajna była,tu na fotce już nie padało, przez Zlotą i Bażancią , wszędzie kałuże wody, opuściłem miasto, teraz jechałem na Warszówkę i Pruszków, no ciekawe nazwy, po kilku minutach tam byłemDopiero stanąłem w Zagórzynie przy sklepie bo coś zaczęło znów padać, schowałem się pod parasolami i sobie myślę.... o nie, deszcz nie wkurw... mnie, na szczęscie długo nie padało i można było jechać, był jakiś remont drogi, pytam się czy mozna rowerem a robotnik.... da mużete, no to rura i dojechałem do odcinka gdzie jechałem do Kalisza czyli do wioski Dojutrów i Popówek jednak tu nie pojechałem prosto a w prawo, a za mną mruczały burze i mnie goniły skubane te burze, dojechałem do Macewa i tu pauza bo nie wiedziałem jak jechac, skręciłem na Jedlec i tu znów pauza przy sklepie, kupiłem coś na kolacje i lokalną prasę do czytania i była fajna ławkaOryginalna ławka, grzmiało więc ruszyłem szybko i dojechałem migiem do Turska, tu mi sie troche droga porypała, ale wróciłem w to miejsce gdzie miałem jechać i już był git, dalsza droga jak rano zyli na Bogusławice i dacza, teraz mogłem odpocząć. A gdy juz byłem pod dachem to lunęło, ale miałem farta uff, zrobiłem sobie kawki i mogłem się przemyć i coś zjeść z przodu na werandzie a pózniej z tyłu a tu kilka fot z ogrodu i pola obok
Super miejscówka, dziś też Romek będzie, za nim on przyjechaał to trochę relaksu było z tyłu też posiedziałem i jak widać po deszczu zero śladu.Tak zleciało i Roman przyjechał, coś tam jeszcze przywiózł, nawet piwo, i to nie jedno ,to jest gość, szacun! Pogadali my jak wczoraj, opowiadał np jak był w Anglii do której dotarł rowerem oczywiście jako kurier pocztowy i promował Kalisz, fajno się rozmawiało i warto słuchać takich ludzi, oczywiście pies też był , zleciała nam rozmowa szybko i Romek z żoną pojechali, mówiłem że jeszcze tu wrócę, bo warto. Znów zostałem sam to wziąlem leżak i się opalałem bo słonko ładnie przygrzewało.
Pózniej naszło trochę chmur i dupa blada, koniec opalania, i było więcej czytania, no i tak zleciało do wieczora póznego bo do 23 posiedziałem na dworze z kawą i przy radiu
i pózniej zadecydowałem że tym razem śpie w środku, bo mogło znów lać, więc nie ryzykowałem mokrym namiotem. A zasnąłem w ciszy, normalnie raj, żadnych wentylatorów i aut. Dzień 3 Bogusławice- Łódz 177km. Wstałem koło 5mej rano, dość szybko, ale to dlatego żeby mieć więcej czasu na jazdę, wypiłem kawę, zjadłem coś, zwinąłem manatki i byłem gotowy do odjazdu, aha pogoda ok tu była, bo słonko się przebijało i było dość ciepło, posprzątałem ładnie i jeszcze fotka pożegnalna była.
i tym razem nie na Tursko a na Blizanówek, miałem mapy.cz i odkryłem fajne skróty przez wioski, choć z Jankowa Trzeciego na Piątek Mały mogłem pojechać prosto
Trudno, nie zgubiłem się, im dalej jechałem na wschód tym bardziej mgliściej jakoś
, jakby jesień nastała, masakra, ominąłem Stawiszyn bo nie po drodze, podobały mi się te skróty a znalazłem je przybliżajac mapę w telefonie a przerwe dopiero zrobiłem we wsi Nowa Plewnia a właściwie za, na takim przystanku, napiłem się zjadłem cos, podobało mi się tu, asfalt rowny, aut zero i cisza, no może poza ujadającym psem co jakis czas i postanowiłem jechać na krótko też
Posiedziałem tu troszkę i ruszyłem dalej, na wieś Pyczek i Madalin
pózniej zatrzymałem się koło Annopola i tu fota
droga spoko, dużo pól mało lasów, dopiero za Będziechowem było trochę lasów, no prawie jak w Lubuskiem ha ha, cud, minąłem Żdżary, cóż za nazwa śmieszna, teraz jechałem na Gozdów i Głuchów i tu już była główna droga nr 471 i po jakimś czasie byłem koło Głuchowa a tu fajna ścieżka była i tu postanowiłem na chwilę stanąć
Szkoda że nie była dłuższa ta ścieżka i trochę kilometrażu już ujechałemByłem blisko zbiornika Jeziorsko i do księdzaAle nie po drodze mi było do księdza a do miejscowości dojechałem ha ha, od Głuchowa do zbiornika droga równa i zaczęło coś mżyć, chyba ta mgła opadała i tak dojechałem do tego zbiornika i byłem już w Województwie ŁódzkimA niżej kilka fot, niestety zamglonego akwenu
Słabo było widać więc długo tu nie zabalowałem i pojechałem dalej, robotnicy też tu coś robili, dojechałem do wsi Siedlątków i tu pauza na przystanku, posiedziałem tu z 20 parę minut w ciszyO tu na fotce, a brudno było na tym przystanku, mżyło jeszcze troszkę, ale nie tak żeby nie dało się jechać wieć ruszyłem w kierunku Niemysłowa, a po drodze znów było trochę lasu, skończyły się Wielkopolskie pola, w Niemysłowie, chwilę się zamotałem i zle pojechałem ,ale po chwili już było oki i było tu duuuuuże rondoA z Niemysłowa do Porczyna pojechałem skrótem po szutrzeCalkiem fajno się jechało, wśród lasów i ciszy i to był dobry pomysł bo nie musiałem robić koła przez miejscowość KrępaZ Porczyn pojechałem na rozwidleniu w prawo i po około 2km skręciłem w lewo w boczną drogę, opuszczając główną drogę, no podoba mi się te Łódzkie, dużo lasów, kawałek dalej przystanąłem na papierzakaPo przymusowej przerwie na posiedzenie ruszyłem dalej o tam w prawo na fotce widać, było jeszcze trochę lasów i dojechałem do Bądrzychowa, przejechałem przejazd kolejowy, teren malowniczy, chyba jeszcze wróce w Łódzkie, naprawdę jest tu super, minąłem miejscowość i po chwili rzekę Ner, całkiem spora rzeka i po jakimś czasie znów pauza na przystanku bo jeść mi się zachciało, pogoda po woli się poprawiała, mgła zeszłą, teren dalej pikny, łąki, pola, trochę lasów, następny postój był koło wsi Góra Bałdrzychowska na przystankuA stanałem tu bo zgłodniałem i wciągnąłem 5 bułek, po przerwie jadę dalej, fajnym zjazdem, dojechałem do Góry Bałdrzychowskiej, tu asfalt taki sobie, minąłem wioskęA w miejscowości.....................Kałów był fajny kościół i tu na chwilę stanąłem pod sklepem.Po zakupach jadę dalej, asfalt dalej taki sobie, tu też dużo pól i nawet krowy były, z Kałowa mogłem pojechać inaczej bo mogłem skręcić na Wilków i Jeziorko a tak pojechałem prostoW domu patrzyłem na street view że tu było więcej lasó i teren osłoniety, no cóż, innym razem tak pojadę. Do Łodzi coraz bliżej, jednak nie jechałem od razu tam tylko w stronę Tuszyna do którego jeszcze kawał drogi, no i znajoma z Facebooka tam pracowała i były fajne stawy. Wymęczył mnie ten asfalt przez te wioski, dobrze że się wypogadzało to był plus, w niektórych wioskach naprawdę bieda piszczała, szkoda tych ludzi, mijałem wioski Wilczyca Zdrzychów i Oleśnica, faktycznie lekkie koło zrobiłem patrząc na mapę no ale wtedy się nie zastanawiałem, dojechałem do wsi Madaje Stare i tu dopiero patrzyłem na mapę czy nie ma skrótów no i był , trochę piaszczysty i była tarka od aut https://www.google.pl/maps/@51.8313772,19.1579391,3a,75y,266.61h,82.19t/data=!3m7!1e1!3m5!1s7hIVlAcHeuHopN7wPY-VLA!2e0!6shttps:%2F%2Fstreetviewpixels-pa.googleapis.com%2Fv1%2Fthumbnail%3Fpanoid%3D7hIVlAcHeuHopN7wPY-VLA%26cb_client%3Dmaps_sv.tactile.gps%26w%3D203%26h%3D100%26yaw%3D218.07693%26pitch%3D0%26thumbfov%3D100!7i13312!8i6656Tam dalej jezdziły jakieś ciężarówki i było trochę kurzu i cud że kapcia tu nie złapałem, tu też nie spojrzałem na mapę by skrócić drogęBo kierowałem się pózniej na Lutomiersk, który i tak ominąłem, dojechałem do Bełdowa jak na szpilkach i tu asfalt, ale marny i były jakieś stawy
i tak sobie jadę tylko że wiało trochę, ale dojechałem do Kazimierza i mój tato miał na imie Kazimierz i dojechałem tu w dniu Ojca akurat
Tu mała pauza i spojrzenie na mapę i teraz na Lutomiersk a że daleko nie było to szybko dojechałem, tylko nie do miasta a obok bo ominałem miasto, też koło jakiegoś stawu
Pojechałem tam do końca i zawróciłem bo były jakieś piachy i dojazd do jakiejś posesji a z prawej były działki, więc tył wzrot i do ulicy się cofnąłem
Wyjechałem na główną i teraz kierunek Pabianice, jechałem fajnymi równymi asfaltami wsród lasówI tak dojechałem sobie do wsi Szynkielew i tu szła autostrada S14 i tu zamiast jechać prosto to pojechałem boczną drogą i też wyjechałem w Pabianicach, choć dużo wcześniej mogłem skręcić do miasta bo we wiosce Porszewice na Konin i Piątkowisko. A wracając do miasta to tu nie chce nikogo obrażać, ale miasto było brzydkie i dołujące, aż nie chce sobie wyobrażać jak tu jest gdy leje lub zimą jak jest ponuro, brr, a w mieście drogi nierówne, choć nie wszedzie, pokręciłem się tu trochę szukając drogi na Tuszyn, do samego centrum Pabianic nie dojechałem bo myślałem że tu gdzie jadę to tam jest centrum ha ha, bo nie patrzyłem na mapę. Zajechałem do sklepu po jakies zakupy na ulicy Grota Roweckiego, przekąsiłem coś i ruszyłem dalej, tu akurat przy sklepie było osiedle mieszkaniowe i nie było tak ponuro jak przy wjezdzie do miasta i było cacy tu. Było fajnie ciepło, ruszyłem dalej więc ,obżarty i opity,przeszedłem przez pasy i wyjechałem na ulicy Siennej niepotrzebnie jechałem wgłąb osiedla bo i tak po chwili się cofnąłem i wyjechałem znów koło Biedronki i tym razem w prawo, chodnikami i dalej na Pabianice Ruda ul 20 Stycznia, tu już spokojniejsza droga i mniejszy ruch był i tu był lasy i tak dojechałem do Sereczyna tu pod wiaduktem gdzie znów szła autostrada S8 o dziwo asfalty były równe i tak dojechałem do miejscowości Prawda! Fajna nazwa nawet. W miejscowości Rydzynki, zobaczyłem że jest skrót do Tuszyna i też miałem dylemat czy jechać skrótem czy asfaltem, mogłem wybrać asfalt jednak, dlaczego? odpowiedz trochę dalej, a więc zrezygnowałem z asfaltu i jadę do końca wioski i myślę że będzie tu ubita leśna droga a tu To był ryzyk fizyk, pisała też koleżanka która ma pseudo Stalowa Foka i że pracuje w aptece w Tuszynie do 15tej, mysle sobie zdąże, na początku było ok i tak jechałem jak na szpilach bo były kamyki no i po 1.5km buum no i kapeć, a nie zmieniałem tu bo czas naglił to na pieszo 3km do miasta a właściwie przedmieść, ale byłem wkurw..ny, jak nigdy, doszedłem do Tuszyna a własciwie do Tuszyn Las a ten właściwy był trochę dalej, no to łatam dętke gzdzieś na chodniku na osiedlowej drodze, przy płocie. Pech to pech sobie myśle i że juz tak dziadowskiej opony nie kupie! a była to ta z Decathlona, mogłem kupić z lepszym bieżnikiem. Była 14.41 więc już nie zdąże na 15tą, a gnałem szybko, no trudno, też tu zrobiłem koło. Mogłem np jechać ul Narutowicza, bo w stresie i zdenerwowaniu nie patrzyłem na mapę, być może bym zdążył wtedy, a do właściwego Tuszyna dojechałem o 15.11, napisałem koleżance że nie dałem rady. Trudno, jeszcze odwiedze te rejony, pojechałem do centrum i tu posiedziałem w parku i musiałem umyć ręce bo brudne miałem po wymianie dętki.
Tu posiedziałem z godzinkę, i dalej żałowałem że się nie spotkałem z kolezanki z Facebooka. Po odpoczynku ruszyłem dalej juz na Łódz, miałem zahaczyć jeszcze na stawy 3 Młyny, ale chyba przegapiłem drogę he he, w sumie minałem drogę czyli ul. Bazarową, ale nie patrzyłem wtedy na mapę, trudno z resztą w Sereczynie minałem podobny staw Opuściłem okolice Tuszyna i jechałem na wioski Modlica i Kalinko Morgi i tu kolejny kapeć! A czemu? bo urwał się wentyl i dętka kaputt no niech to szlag, zszedłem z drogi,na jakąś łączkę i wymieniłem i jade i znów powietrze zleciało, to naprawa i jadę dalej i już było ok, sporo tu było rozjazdów i zero lasów, szukałem tu skrótu do Łodzi, żeby nie jechać wśród spalin i dużego ruchu dlatego odpuściłem jazdę przez Rzgów. Jak już naprawiłem to ruszyłem dalej przez miejscowości Grodzisko i Konstantyna a tu mało lasów, duuuużo zabudowań, w Konstantynie, miałem jechać na Starową Górę, jedna zobaczyłem że można jechać przez jakieś osiedle domków do miasta i też tak pojechałem, aż asfalt się prawie skończył, ale ,ale już była Łódz No i pózniej faktycznie asfalt się skończył i była szutrówka a pózniej....sami zobaczcie
Tu mała pauza na foto i pózniej pauza w sklepie tu zakupy i jadę dalej ul Paradną to chyba na moją cześć że tyle kapci złapałem, dobrze że były ścieżki, super się jechało, pózniej skręciłem w prawo w Bartoszewskiego
Sam nie wiedziałem gdzie jadę, ale jadę, nie widziałem nigdzie Jadzi, która codziennie śmiga rowerem i łoi kilosy, no szkoda, następnie opuściłem Aleje Bartoszewskiego i za torami skręciłem w prawo ,ale tylko na chwile opuściłem bo pózniej znów jechałem Aleja, jak sie fajnie jedzie to trza jechać, tu szła też ścieżka rowerowa za ekranami dzwiękkochłonnymi i git, a za skrzyżowaniem Aleja zmieniła się w Aleje Jana Pawła 2 też fajno, za jakiś czas odbiłem w ulice Braterską i tu pózniej musiałem wchodzić po schodach nad torami i było widać jakąś byłą fabrykę, widok jak z lat 80 czy 90tych, nędza i rozpacz, bloki niedaleko również, w sumie to przejście było bez sensu bo mogłem jechać ulicą pod Aleją, no ale gdyby dziadek był mądry i znał miasto, a tak to przeszedłem nad torami.
Opuściłem to miejsce, jadąc jeszcze do Decathlona, bo musiałem kupić zapas dętek w razie W, szybko znalazlem sklep, zakupiłem co trza i kierowałem się do centrum miasta
Tu już szukałem jakiegoś noclegu w telefonie w międzyczasie, szybko pojechałem do centrum na Piotrkowską, no długaśna to była ulica
Dzień 4. Łódź-Sochaczew. Od razu jak wstałem to sprawdziłem pogodę, za oknem było w miarę bo nie padało i czasem słonko się przebijalo, a wstałem koło 5.30 , natomiast na radarach, pokazywało że jakieś burze idą i deszcze, niech to szlag, mają nadejść po 8 rano, no zajebiście, nie mogły wieczorem😭🌧️ trudno, zjadłem sobie śniadanko , później przebrałem się w rowerowe ciuchy, posprzątałem majdan, chwile jeszcze podladowalem telefon bo jeszcze jadłem w międzyczasie i później zaniosłem najpierw rower a później bagaże na podwórko i tam się spakowałem, na dworze na szczęście pusto i miałem spokój , po zapakowaniu mogłem ruszyć w trasę. Ruszyłem o 6.15. Myślałem gdzie tu jechać, w centrum byłem wczoraj, to teraz byle gdzie, czyli na zachód, pokręciłem się troche po okolicy
Nastepnie ulicami Lutomierską, Ogrodową i Zachodnią
jechałem na Łódz Kaliską i dojechałem do słynnej Manufaktury
Tu pauza na fotki i tyłami Manufaktury i trochę z boku, objeżdżam ją, fajna budowla,o i dalej jechałem ulicą Ogrodową, koło Cmentarza i następnie nad Aleją Włókniarzy wszedłem na mostek nad torami
Za mostem dojechałem do parku na Konstantynowskiej, coraz bardziej się chmurzyło i było w tym parku ciemno jakby wieczór był, no i zaczęło najpierw kropić, więc jeszcze do przeżycia
Pośmigałem tu chwilę po tym parku i nie ryzykując kapcia, nawrót w kierunku centrum, byłem też niedaleko Zoo, no i też za dworcem byłstadion żużlowyByłem na Alei Włókniarzy, na niebie dużo chmurek było, kropiło dalej,
Z dobrą godzinę z czymś tu byłem, nie powiem trochę chłodno było, ludzi dużo łaziło, wiadomo metropolia, po takim tam czekaniu, jakby trochę deszcz zelżał i mogłem opuścić ten przybytek rozkoszy, dobrze zę w tym parku mnie nie złapało, ulicą Kopernikaa dojechałem do centrum, łapcie kilka fot, między innymi z Piotrkowskiej, łądnie wygladała po deszczu
Fajnie tu było i tak pokrążyłem troszkę po centrum, zajechałem też na inny dworzec ten główniejszy, czyli tak zwane Nowe Centrum Łodzi,zwany też Łódz Fabryczna, łapcie foty
Ładnie odnowili nie powiem, połaziłem tu i uwdzie i wychodząc zaczęło trochę kropić, więc jadę najpierw Aleją rodziny Scheiberów a pózniej Narutowicza,koło Tramwajowej skręciłem w lewo do parku, tu mała pauza i myślałem gdzie jechac, gdzie się schować w razie ulewy,Po pauzie opuściłem park i byłem na Wierzbowej i zaczęło padać, to zobaczyłem blok 4 piętrowy i zajechałem pod klatkę i się schowałem w środku, tu przerwa z godzinę prawie. Tu chociaż było trochę cieplej, zjadłem sobie 2 bułki i po wymuszonej przerwie jadę dalej, z resztą na razie sam nie wiedziałem gdzie najpierw jechac, mogłem pojechać prosto Jaracza a pojechałem dalej Wierzbową do Uniwersyteckiej
Tu koło kościoła skręciłem w PomorskąNastępnie dojechałem na róg ulic Pomorskiej i KonstytucyjnejDojechałem do ulicy Stanisława Małachowskiego a co śmieszne mam kolegę co nosi takie imię i nazwisko! to dobre, kontynuując, minąłem Centrum Rekreacji i wjechałem do parku Badena Powella, tu pusto i fajnie było, można było odpocząć od zgiełkuA przy wyjezdzie z parku trochę się zamotałem, bo nie mogłem znalezć wyjazdu, wyjechałem na ul Józefa i Niciarnianej, po jakimś czasie znalazłemwyjazd z tej ścieżki i już było ok i co ważne zaczynało się przejaśniać,Tu byłem blisko stadionu Widzewa Łódz, po motaniu się ulicami Nowogrodzką i Edwarda, droga taka sobie, znów wyjechałem na Pomorską i tu skręciłem w prawo i zobaczyłem market to do niego wstąpiłem, nakupiłem spożywki i sobie trochę zjadłem pod sklepem, ładnie już świeciło słonko
Trochę miałem rower obładowany, nie powiem, po pauzie jadę dalej, trochę zle pojechałem bo mogłem pojechać przez Osiedle Widzew i pózniej pezez Las Wiączyński, no trudno, a tak to jechałem takim asfaltem zę pożal się Boże, była istna masakra, takie dziury, cud że koła nie scentrowałem!! A na końcu była fajna krzyżówka, bez gps ani rusz
Katorga trwała do drogi na Brzeziny, ale tu coś za coś, asfalt git, tylko ruch masakryczny, jednak tą drogą jechałem do skrętu na Moskwę, tak tak, to nie pomyłka, do wsi Moskwa.Po zjechaniu z głównej drogi ulga, bo ruch znikomy i oto mi chodziło, po chwili dojechałem do MoskwyMiejscowość chyba letniska i kawałek za nią zaczął się Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich, fakt, było kilka hopków, ale nie groznych, pięknie tu było i wrezcie mozna było odpocząć od zgiełku miasta, asfacik równy, chyba dużo Łodzian ma tu swoje domy, nie dziwie się, ogólnie miałem jechać na Brzeziny, no ale na mapie zobaczyłem ten park i nie odpuściłem bo tłuc się do Brzezin z tirami? no thanks. Mijałem kolejne wioski ciesząc oko widoczkami, do tego pogoda piękna, żyć nie umierać, mijałem kolejne wioski Jaroszki, Buczek, tu asfalt się popsuł i tak dojechałem do Grmiącej, za Grzmiącą stanąłem bo chyba zgubiłem Imbusa zjechałem więc na polną ścieżkę i wszystko przetrzepałem i nie było go, no same straty, na fotce poniżej, stanąłem tam z lewej.
a za Tadzinem był fajny znakW sumie mogłem jechać przez tą Syberię i też bym wyjechał gdzie chce, ech trudno i ominłąłem fajny młyn w Kołacinie, w samym Kołacinie na chwilę stanąłem bo patrzyłem jak jechać, ale o młynie zapomniałem i tu dzwonił Tadziu z Żyradowa że wyjedzie mi naprzeciw, ruszyłem więc dalej przez wioski, szukając skrótów, ruszyłem na Kołacinek i Kotulin do którego odbiłem z głównej drogi i tu zaczęło wiać trochę, no bo były tu pola,i byłem też już poza Parkiem, dopiero stanąłem w Lipcach Reymontowskich tu mały postój i patrzyłem czy Tadziu nie pisał, nie pisał więc jadę dalej i znów trochę skrótów przegapiłem, no ale też mogły mnie te skróty zaprowadzić w maliny bo mogły być piachy. Tak pojechałem prosto aż dojechałem do fajnej miejscowości, tylko gdyby nie te asfalty
Bo asfalt to tu był tragedia, dobrze że kapcia nie złapałem, cud,
po kilku km szajsu,opuściłem dziury i wyjechałem w Makowie i stąd do Skierniewic już blisko, tu już asfalcik git, przed samymi Skierniewicami była nawet ścieżka i jakiś stawik
A tutaj założyłem nową oponę, trochę grubszy bieżnik niż ta co miałem, ale trudno innych nie mieli tu, mogłem ją nadymać do oporu, trochę tu posiedziałem w cieniu, bo słonko grzało mocno, młodzież się kąpała, mogłem też coś zjeść.
A ja byłem tylko w części tego ZalewuNawet spory zalewik, nie objezdzałem go, bo czasu mało i mi się nie chciało a przy końcu wygląda tak, w sumie jakbym tu mieszkał to bym tu trenował dookołaPo przerwie ulicami Kilińskiego i Rawską wróciłem do miasta,Zajechałem na Rynek a tu rynek jak rynek, pokręciłem się trochu
i pojechałem dalej ul Gałeckiego i Konstytucji 3 maja, dojechałem do Wita Stwosza, nawet fajne miasto, podobało mi się tu i na Wita był fajny budynek
Stąd pojechałem dalej, ulicą Reymonta i dojechałem do kolejnej arterii, tu zobaczyłem Lidla no i taam zajechałem, po wodę, a ludzi tam było, trochę się nastałem przy kasiePod sklepem oblałem się wodą bo było gorąco, następnie po kąpieli pojechałem ul Wyszyńskiego w kierunku na SochaczewWe wcześniejszych planach miałem jechać na Łowicz, ale tam nic ciekawego, wolałem jechać na Sochaczew i przez Puszczę Bolimowską, patrzyłem na Street View to łowicz podobny do Skierniewic, więc jechałem na Sochaczew, po opuszczeniu Skierniewic, zaczęła się PuszczaA taka była nawierzchnia i co kilkanaście metrów były takie lekkie krawężniki, ale mi się tu droga dłużyła, masakra była, dokulałem się do Bolimowa i tu przez Bolimowską Wieś na Sochaczew, tu też mi się droga dłużyła, bo jechało się i jechało a Krajobraz? trochę lasów trochę pól, sielsko i anielsko, jakoś dojechałem do Sochaczewa, minąłem jakiś Elewator, nawet nie wiedziałem że tu wrócę na nocleg, ale o tym pózniej. W Sochaczewie miałem kolegę też z Facebooka, pracował w rowerowym, jutro do niego zajadę, bo teraz muszę sobie nocleg załatwić, pojechałem w kierunku Centrum, tu jechałem koło stacyjki i jedzie jakiś młody facet rowerem i pyta gdzie jadę i czy mam gdzie spać i mówi żebym dał mu nr tel i jak zapyta żony to mogę spać u nich, pożegnaliśmy się i pojechałem koło tej stacyjkiTu niedaleko był jakiś nocleg, ale to była speluna w jakimś bare a własciwie nad i ta cena....100zł to podziękowałem i pojechałem dalej, Towarową i odbiłem z bocznej drogi w Licealną i znów byłem na głównej,drodze czyli na Traugutta niedaleko muzeum kolejki, minałem ją i już jestem na ścieżce zrobionej na jezdniO tak wyglądała no i tak jadę i niedaleko Lidla ktoś mnie woła a na murku siedzi jakiś chłopak i tez pyta gdzie jadę i skąd to mu mówie i że szukam noclegu a on mówi że tu jest niedaleko, naprzeciwko Lidla i że może moi dać 30zł do noclegu, za kasę podziekowałem bo nie lubię żebrać, ale podjechałem tam i zobaczyłem numer telefonu na drzwiach i dzwoie i pytam po ile noc a facet że 70zł, do tego głos nieprzyjemny to zrezygnowałem, trochę szkoda, ale trudno.
A było to tu na fotce, no cóz pojechałem do centrum na Plac Tadeusza Kościuszki, tu trochę posiedziałem a nawet loda zjadłem, zadzwoniłem do innego znajomka, bo on miał nocleg darmowy w domku Holenderskim, tylko że bez prądu, trochę lipa bo musiałem naładować tel itd i też mówił że pózno będzie po mnie i że to za Sochaczewem, to podziekowałem, kilka fot z rynku, przed rynkiem były jakieś ruiny zamku czy czegos, tam zajechałem nazajutrz
Super tu było, przy okazji sprawdziłem na necie noclegi i był jakiś obiekt na Kochanowskiego, pojechałem tam i dupa nie znalazłem, wróciłem z powrotem na Plac na rynku i znalazłem na Fabrycznej a to jest tam koło tego Elewatora więc muszę się cofnąć , nie było czasu na szukanie innego noclegu, choć teraz wiem że był też nocleg na Piłsudzkiego koło Olimpijskiej,a byłem blisko tej Olimpijskiej, tylko że wtedy nie wiedziałem o tym noclegu, dopiero teraz pisząc znalazłem, ale na przyszłość jak tam będe to zapamiętam, sam Sochaczew ładny, nawet ładniejszy niż Skierniewice, cofnąłem się tam koło Elewatora i zajeżdżam a to kwatera pracownicza która prowadził jakiś Cygan
Pytam się go czy są noclegi a on myśli i mówi że...nie ma, to ja tył wzrot a on pyta na ile nocy, a ja że jedną to mnie woła i mówi że jest pokój, uff, trochę trwało zanim mu zapłaciłem, ale wreszcie mogłem się rozpakować, pokój trochę ciemny, były łózka piętrowe, szukałem gniazdka elektrycznego, trochę się naszukałem, okna miałem od strony elewatora no i trochę hałasił, mogłem się umyć i coś zjeść, a po jakimś czasie poszedłem do Biedry na zakupy, a ludzi tu było, obładowany zakupami wróciłem do daczy, rower musiałem zostawić przypięty do stojaka na zewnątrz, w Biedrze byłem na pieszo bo blisko, wieczór minął spokojnie, na przeglądaniu Fejsa, patrzenie pogody i na noc zapowiaali ulewy i dobrze że na noc, choć z rana też mogło padać, z trudem zasnąłem przez ten elewator, ale udało się i po 23 już lulałem w tym dniu wyszło mi 138km, mało jak dla mnie, ale spoko. 5 dzień wyprawy. Sochaczew- Sowia Wola Folwarczna- 88km Wstałem około 6tej, to już z przyzwyczajenia tak wstaje, za oknem oczywiście deszcz, no to mi się nie spieszy, jak następny nocleg u Krzyśka w Kampinosie czyli w Sowiej Woli Folwarcznej, a to aż tak daleko nie było, więc nie musiałem szybko wyjeżdżać, zrobiłem sobie śniadanie i kawkę
i o 8.23 ruszyłem, na szczęscie już nie padało i niedobra chmura odeszła a w nocy burza była, tak więc wytarłem siodełko z wody, założyłem bagaże i ruszyłem do miasta, tak jak jechałem wczoraj, zatrzymałem się przy Lidlu, tu drobne zakupy, a pózniej na bulwary pojechałem
, bo miałem w planach odwiedzić kolegę Roberta co pracuje w rowerowym, ale ma czynne o 11tej, więc jeszcze miałem full czasu, a na bulwarach pusto, tylko facio jezdził i kosił trawę
Z godzinę tu posiedziałem, najpierw było pochmurno, ale bliżej 9tej przedzierało się słonko i mogłęm zdjąć długie galoty, po dł€giej przerwie podjechałem na Plac na mieście tu też mała pauzaTu posiedziałem do 11tej, następnie zajechałem koło bloków takich i tam sobie zmieniłem skarpety na nowe a stare wywaliłem i podjechałem do rowerowego, przywitali my się z Robertem, był też bardzo sympatyczny Pan z nim też się fajnie rozmawiało, około 11.30 pojechałem w drogę, Robert mówił żebym pojechał za Wisłę, przez Czerwińsk i Nowy Dwór Mazowiecki, rozważałem to, ale o tym pózniej, od kolegi pojechałem do Kauflandu bo musiałem kupić nowy kabel Usb, trochę się naszukałem no ale dostałem, następnie ul Trojanowską jechałem w kierunku wsi Orły CesinTam dalej już był asfalt, jednak cały czas tą głowną drogą nie prułem, bo odkryłem skrót we wsi Trojanów w lewo, bo kierowałem się na Żelazową Wolę, najpierw był polbruk a pózniej trochę drogi gruntowej i tak dojechałem do Orły Cesin, śmieszna nazwa, w miejscowości skończyła się gruntówka i był asfalt aż do Żelazowej Woli, fajnie tu było, sielsko
tak, dojechałem do Żelazowej i tu foto i pózniej przy muzeum Fryderyka Chopina gdzie mieszkał, było pozamykane więc nie właziłem
Pięknie tu było, tylko że pusto a to dziwne, ta rzeczka nazywała się Utrata, po małej pauzie patrzyłem jak jechać w stonę Wisły, znalazłem skrót przez Towiany, tylko że za Żelazową było pózniej znów trochę grntowej drogi i typowe drzewa dla Mazowsza, dokulałem się do wioski, tu też piknie było i za wioską wyjechałem na główiejsza drogę na Plecewice i Konary, tu pola i pola, za Konarami skręciłem w lewo na Malanowo, pózniej na Brochów, lekko wiało w twarz, ale do przeżycia,w Brochowie była fajna budowla
byłem blisko Bzury, która przekroczyłem a jakże, od wsi Janowo do mostku prowadziła droga takimi płytami betonowymi, była jednak równa no i dojechałem do mostu i tu przejeżdżam z prawej strony a dziadzio mi się napatoczył, to się cofnałem i przejechałem środkiem mostku
Tak oto wyglądał mostek, tu mała pauza i pojechałem dalej, w prawo na Witkowice a w Witkowicach Małych pauza na przystankuPo około półgodzinnej pauzie, pojechałemdalej i dojechałem do głównej drogi, na szczęscie był pas awaryjny do Wyszogrodu, z tym że kawałek za mostem za Wisłą wszedłem po schodach i już byłem w Wyszogrodzie i nie musiałem robić koła główną drogą
Zajechałem też na punkt widokowy koło ul Wiślanej, tu mały postójPózniej cofnąłem się do miasta i do sklepu, trochę to trwało bo masa ludzi stała przy kasie, masakra jakaś, po zakupach coś tam zjadłem, aha początkowo miałem jechać przez Czerwińsk jak mówił mi Robert, jednak po zobaczeniu na mapę że to główna droga nr 62 to zrezygnowałem i dobrze zrobiłem bo po cofnięciu się za Wisłę skręciłem w lewo na Sladów i Kromnow i tu dużo spokojniej i do tego lekko pomagał wiatr, stąd do Warszawy 70km
To był dobry pomysł, było już ciepło i jechało się fajno, lekko się chmurzyło, nie patrzyłem jeszcze na radar, nie stawałem długo, dopiero koło jakiejś wioski i opuszczonego budynku stanąłem na papieżaka,
a było to przed wsią Gorzewnica, było wiadomo też że blisko Stolica bo były napisy odpowiednie
chmurki były niepewne no i przed Starym Polesiem opady i grzmoty zmusiły mnie do chowania się na przystanku
Najpierw siedziałem sam a potem jakiś pijaczek się napatoczył, ale niegrozny, chwile pogadał i poszedł, ja jeszcze trochę posiedziałem i też ruszyłem bo burza sobie poszła dalej, tu też fajno było sielsko, teraz jechałem na Stare Polesie i Nowy Wilków i za Wilkowem niepotrzebnie jechałem na Leoncin bo mogłem polecieć na Teofile, no trudno, bo gdzie mi się spieszyło, Krzysiek dopiero wieczorem będzie z pracy z resztą miał mi dać znać o której będzie, po dojechaniu do Leoncina, stanąłem przy sklepie, choć miałem nie stawać, tu pauza z 20 minut i jadę dalej, teraz na miejscowość Gać tu było super i ten spokój i równy asfalt o dziwo mimo że taka pipidówa tu była.
Później zrobiłem jeszcze z 4 fotki, słoneczko ładnie swieciło
Naprawdę było tu ładnie, pewnie zapytacie czemu nie wjechałem do samej Puszczy, nie te opony miałem, jeszcze tu wrócę np na 2 dni to wtedy objade, na lekko bez bagaży, a wracając do trasy opuściłem Gać i jechałem na Głusk czyli musiałem dojechać do tej drogi co jechałem wcześniej, za Głuskiem było odbicie w prawo w szutrową drogę, wtedy nie patrzyłem na mapę a wiem żebym wyjechał w Cebulicach czyli duży skrót, ale jak wspominałem gdzie mi się spieszyło, nigdzie nie stawałem, dopiero przy skręcie na Cebulice stanąłem bo był piękny las niczym z Sherwood, można się było zachwycić, szczególnie pod koniec przy skręcie do Cybulic, dojechałem do Głównej drogi Nowy Dwór Mazowiecki i Grodzisk Mazowiecki, tu już ruch większy, tylko kawałeek było ścieżkiByło po 17tej więc czasu jeszcze było do Sowiej Woli Folwarcznej droga bez historii, szkoda że nie było tu pasa awaryjnego, no ale jakoś dojechałem i tu najpierw pośmigałem w Sowiej Woli między domami a pózniej zasiadłem na przystanku koło ulicy, wkurzał mnie ten szum autAut tu multum i tiry też, policja stała niedaleko i oczywiście suszyli, 2 chyba złapali, mieli pecha, na Krzyśka czekałem i czekałem,było koło 19tej i znów pojechałem objechac osiedle domków i tak jeżdże sobie, choć w sumie mogłem się jeszcze bujnąć gdzieś żeby mieć 100 km,np tam na te wioski Truskawka i Wiersze ale skończyłem na 88km, bo wyjezdżam z osiedla i dzwoni Krzysiek że już jest w domu i że wyjdzie po mnie na ulicę no i przyuważyłem dzika i poszliśmy do domu a tu już relaks. Jak się umyłem to mogłem coś zjeść, aha z Krzyśkiem już się widziałem na Rajdzie Charytatywnym w.....Wałbrzychu a dojechał rowerem tam tu z Sowiej Woli, sprzęt ma cacy bo kolarkę no i kondycję też, niejeden młodziak przy nim wysiada, ogólnie super wesoły człowiek i żona też bardzo sympatyczna i córa udana no i piesol który mnie polubił już na starcieFajnie się rozmawiało, jedzonko pyszne, żyć nie umierać, siedzieliśmy w kuchni, piliśmy też..........oranżadę z prądem, aha i zjadłem obiecany makaron z truskawkami, pychota, trochę dużo było, ale gdzieś tam wcisłem w bebechy, czas zleciał szybko do 23ej, pożartowaliśmy sporo, bo lepiej się cieszyć niż smucić wcześniej się wykąpałem w dużej wannie, ja trochę owłosiony to mu trochę włosów zostawiłem ha ha, trochę jeszcze posiedzieliśmy w pokoju na górze gdzie będe spał i około północy się ległem, piesol oczywiście leżał na łózku, pózniej zszedł i sobie chodził to tu to tam, uchyliłem sobie okno, noc była chłodnawa, ale wiadomo Kampinos, super się spało a nazajutrz wczesna pobudka, no ja urlopuje a Krzysiek do robótki wstawał . Dzień 6. Sowia Wola Folwarczna- Sławoszewek. 210km. Obudziłem się już o 5 okno miałem cały czas uchylone, na szczęście pogoda była ok, nie padalo, poszedłem się umyć i spakowałem manatki żeby później nie chować a tak będę miał z glowy, następnie zszedłem na dół na śniadanko na pyszną jajecznicę i truskawki z makaronem🙂 do tego herbatka, fajnie tu sobie Krzysiek mieszka. Jak widać przebijało się słonko i oto chodziło, fajnie się siedziało i nie chciało się ruszać, Krzysiek się przebierał a ja zdążyłem zjesc, zaniosłem bagaż na rower i już byłem gotowy do jazdy, dostałem też licznik , przydał mi się do szosowego, pożegnałem się z jego żona i córą no i ruszyliśmy zrobić małe kółeczko, nie tak jak wczoraj jechalem, tylko przez osiedle i jechaliśmy w kierunku wsi.....Truskawka🙂. Sprzecik Krzyśka 1 klasa, ale mi się tu podobało, równe asfalciki i ta natura, tylko się zachwycałem, coś podobnego jak Niemiecki Spreewald, tylko tu mniej rzek jak tam, jednak też tu było urokliwie, jak pisałem asfalty prima sort i osłonięte od wiatru , to tu Krzysiek może robić średnie, nie dziwię się a asfalty wyglądają jak poniżej Nie prawdaż że pilnie? Kolega dyktował tempo i wolno nie było, po jakimś czasie dojechaliśmy do Truskawki, tu wspólna fota musiała być
A po fotce jadymy jeszcze trochę przez miejscowość Wiersze tu była taka ścieżkatrochę wąska była ta ścieżka, dobrze że jechaliśmy prawą stroną, no ale pózniej ścieżka i tak była z prawej, na szczęście była szersza, potem staneliśmy jeszcze na chwilke
Następnie ruszyliśmy dalej do drogi głównej na Leszno, ale te mniejsze, tu się pożegnaliśmy i pojechałem dalej, tu jakieś turbo włączyłem bo do Leszna 20km i średnią miałem 26 z bagażami
Legancko tego się jechało no i w Lesznie na prawo i znów jechałem na Sochaczew, bo i tak musiałem bo robiłem nawrót już na zachódTylko że tym razem ominąłem Żelazową Wolę i tylko do wsi Kampinos jechałem główną drogą, nie było tragedii, tu tempo lekko spadło, bo gdzie się miałem spieszyć i tak dojechałem do.... Kampinosu tu chciałem pojechać prosto, jednak po chwili jazdy przy prawie końcu miejscowości zobaczyłem że są skróty drogami o mniejszym natężeniu ruchu no i tak pojechał ja, skręciłem w lewo na Podkampinos i do miejscowości Prusy, zanim tam dotarłem to przerwa na przystanku i trochę truskawek z makaronem pojadłem żeby mi nie skiśniały, jak mówił Krzysiek ta mikstura dodaje mocyPyszne było
O tutaj sobie siedziałem, po napasieniu się ruszyłem, ale nie tam prosto jak na fotce, tylko w 2 stronę, spokojnymi drogami na Zawady i Skarbikowo, i koło Żelazowej Woli a koło miejscowości Pasikonie spotkałem jakiegoś turystę, to znaczy ja dogoniłem jego, chwilę porozmawialiśmy o sprawach rowerowych i wyprawach,fajnie tam pogadać z nieznanymi cyklistami, po rozmowie ja cofnalem się kawałek i pojechałem w lewo patrząc od strony wschodniej i minąłem znów urocza rzeczkę Utratę
i przez wioski i Orły Cesin znów dojechałem do SochaczewaNo i tu już znałem jak jechać bo byłem dzień wcześniej, podjechałem do kolegi do rowerowego raz jeszcze a pózniej do Biedronki i po zakupach posiedzieć troche w centrum
Tu powyżej na fotce był rowerowy, mogę szczerze polecić sklep i nie tylko że to mój znajomy z Facezbuka, ale znają się na rzeczy, a niżej fotki z centrum i okolicy
Pogoda jak widać była prima sort, tu z godzinę posiedziałem i nabrałem sił do dalszej jazdy,po około godzinie ruszyłem oi kolejny raz minąłem Bzurę
A po prawej stronie przed rzeką był tak zwany Ogród Różańcowy
O tak wyglądał, opuszczałem ładny Sochaczew, podobało mi się tu też, teraz jechałem na Władysławów, ruch tu był spory zwłaszcza do miasta, był nawet trakt pieszo- rowerowy po którym jechałem, pózniej już szosa była i tak jechałem bez historii mijając pola i pola i skrawki za Wladysławówem, kawałek jechałem obok drogi nr 50 a to ta co dzień wcześniej jechałem na Wyszogród, tylko że tu jechałem o tak jak poniżej i tylko z 400metrów
w sumie w tym dniu mogłem pojechać przez Łowicz, ale bym odbijał na południe za bardzo a tak to tylko był drogowskaz na Łowicz, no i za drogą nr 50 skręciłem na Żdżarów i Rybno i już miałem spokój z ruchliwymi drogami na jakiś czas a za Rybnem odkryłem skrót do wsi Konstantynów bo polnymi drogami, miejscami się zle jechało, jednak nie było tragedii i były tez pola kukurydzy no i ten spokój
Dobrze że nie było błoto to bym się wycofał
Pózniej było Rybno Kamieńszczyzna, droga bez historii i fajno mi się jechało, wiatr nie przeszkadzał jeszcze,ciagnęła mi się tu droga niemiłosiernie,z miejscowości Bargowie do Łowicza było 18km
minałem nawet Brodne Towarzystwo, no toż to szok, ale ale to nazwa miejscowości ha ha, wybierałem trasę bocznymi drogami, podobnie jak z Bogusławic w kierunku Łodzi, droga co jechałem wygladała np tak
większą pauze zrobiłem w miejscowości Kiermozia na ławce w mini parku w centrum
Tak sobie siedze, trochę mnie stopa pobolewała, ale jak zdjąłem buta to przestała po chwili, chyba za mocno miałem buta wpiętego, tak sobie siedze i jem i jakiś miejscowy podchodzi i pyta czy może się przysiąść, widać że trochę lubi wypić a ja że tak to pogadaliśmy trochę, pytał się też gdzie włóczęguje a ja że jadę tu i tam a on takie oczy, Ba nawet loda mi kupił, aż się zdziwiłem, podziękowałem mui po 20 minutach poszedł a ja jeszcze sobie odpoczywałem trochę. Po przerwie trza było ruszyć się dalej, na Wolę Stępowska i Luszyn a tu po drodze nawet kawałek lasu było z prawej strony!
i w tym drugim chwila pauzy bo myślałem gdzie tu jechać i wybrałem drogę na Żychlin, bo prosto to bym dojechał do Gostynina a to mi nie po drodze.
Tak więc po fotce skręciłem w lewo, asfaltem nie pierwszej młodości, ale zjadliwym
Ujechałem sobie z 500 metrów i był most i musiałem iść za potrzebą no i rower sobie stał i czekał
A były tu ruiny mostu Kolei Wąskotorowej no to ciekawe, po przerwie jadę dalej, kiepskim asfaltem i dojeżdżam do rozwidlenia dróg w prosto i w lewo ja pojechałem w prosto , choć w lewo też by się dojechało i po lewej stronie rzeczki o nazwie Słudwia i też mogłem tak pojechać i też bym wyjechał w Żychlinie, wtedy jednak nie kombinowałem, jadąc patrzyłem na drogowskazy, dokulałem się do Żychlina, miasto zadbane nawet, w centrum perełka budowlana była
Czyli ta cukiernia na fotce, jeszcze takiego czegoś nie widziałem, mieli też fajny ryneczek, jednak widziałem go tylko z odległości, nie chciało mi się tam zajeżdżać
, następnie ulicą 1 Maja opuściłem miasto, przez wioski Pasieka i Jurków Pierwszy ,stąd do Kutna 17km , tu jakoś ociężale mi się jechało to chyba z powodu gorąca i ruchu samochodowego, dobrze że asfalt był równy to zle nie było aż tak, pózniej jechałem przez Wolę Owsianą i we wsi Kamienna znów pauza i patrzyłem jak jechać bo były 2 opcje i tu mogłem pojechać przez Szymanówkę a nie główną drogą,bo patrzyłem na Street View że tam ruch znikomy był , no trudno, lubię sobie utrudniać no i gdzie mi się spieszyło? Patrzyłem to zrobiłem małe koło
Pojechałem na Kamienną, dobrze że do Kutna było już blisko, jakoś dałem radę, przeciąłem autostradę E75 i już byłem w mieście, tu pośmigałem trochę zajeżdżając po wodę do sklepu na Oporowskiej , niedaleko był już widok na kościół
Po zakupach zajechałem na betonowy rynek, tu małą rundka była, koło fontann żeby się ochłodzić
Woda mi pomogła trochę bo lepiej mi się jechało, pojezdziłem po mieście, jadać np koło torów kolejowych i dworca pkp trochę się tu zamotałem, jednak od czego są mapy.cz, wjechałem na wiadukt i już byłem po 2 stronie torów i tak pózniej zajechałem do parku Wiosny Ludów, usiadłem na początku parku, dalej nie wjeżdżałem a spory on byłhttps://www.google.pl/maps/@52.2231871,19.3489595,3a,75y,129.68h,73.16t/data=!3m8!1e1!3m6!1sAF1QipOS7NyizK6TCTizhnhWloAkomi7SZfhPNkVcwSY!2e10!3e11!6shttps:%2F%2Flh5.googleusercontent.com%2Fp%2FAF1QipOS7NyizK6TCTizhnhWloAkomi7SZfhPNkVcwSY%3Dw203-h100-k-no-pi-0-ya128.29027-ro-0-fo100!7i10240!8i5120
Mogłem też jechać boczniejszymi drogami, jednak tu się nie opłacało jak była taka super droga, do Krośniewic dojechałem w miarę, przy zjezdzie z głównej lekko się zamotałem ale zjechałem
z niej i tu pauza była
To było takie senne miasteczko przy głównej drodze, nie zabawiłem tu długo i pojechałem znów na tą główną drogę
Za miastem znów małe zamotanie się, ale trafiłem na wjazd i było cacy i znów w mordewind, no cóż to nie Lubuskie że można się osłonić w lesie, a tu pola i pola, dopiero następny postój miałem we wsi Chodów i tu już byłem w Wielkopolsce
Musiałem stanąć w tej miejscowości bo naprawdę ciężko było, zajechałem pod sklepik i kupiłem sobie sok pomidorowy i jagodzianki i podjechałem na przystanek koło drogi i tam sobie pojadłem, trochę mi pomógł ten postój, bo pózniej jechało się ok, na fotce poniżej sklep po lewej i przystanek z prawej gdzie siedziałem, kurna jakby mnie tu wieczór zastał to by nie było gdzie się rozbić.
Po nasiadówce cięzko mi było ruszyć, ale jakoś jechałem i tak dojechałem do Kłodawy, tu zjechałem z głównej, ale po chwili wróciłem bo zle pojechałem i pózniej ulicami Wyszyńskiego i Warszawską wjechałem do miasta, tu nigdzie nie stawałem, dopiero na chwile przy drodze 263 na Bierzwienskiej i nią jechałem, zmieniajac kierunek na północno- zachodni, a czemu? bo jechałem w kierunku na Gniezno, tak to bym pojechał na Konin, wracając do trasy opuściłem Kłodawę i jechałem na miejscowość Bierzwienna Długa, plus za równe asfalciki to mi się podobało, tu mi jakoś siły wróciły. Pogoda zrobiła się mega fajna, typowo letnia, minałem wioski Luboniek i Rysiny, ładne te miejscowości były za Rysinami jak już byłem na takiej górce to gościu latał sobie lotnią, jak się dobrze przypatrzycir to widać.
a pózniej cud... troche lasu było! A jeszcze pózniej więcej niż trochę lasu.
Nie powiem ucieszyło mnie to i było pięknie, piękna natura aż chciało się jechać bo osłonięte było z 2 stron lasem i tak sobie jechałem i po jakimś czasie miękko mi się zrobiło ale nie z powodu kupy, tylko kapcia złapałem, fart że byłem koło jakiegoś przystanku to wyciagnąlem bagaż i szukałem dętek, wkurw... mnie to trochę, ale szybko zrobiłem i było git, okazało się że szkiełko było w oponie.
Mogłem jechać dalej i dojechałem do ronda przy drodze 270 przed Grądami Brdowskimi i tu wjechałem na sciezke rowerową asfaltową o dziwo i las się skończył na jakiś czas
Normalnie jak w Niemczech tu było, przestało wiać na szczęście, chyba dlatego że robił się wieczór, ja cisnąłem dalej minałem Bugaj i miejscowość Dunaj, miejscowości chyba sadownicze, bo tu już były wystawione kosze z owocami w prawie kazdej miejscowości,
asfalciki dalej prima sort, dojechałem do miasta Babiak, tu nie stawałem bo nie było potrzeby, jechałem dalej na Ozorczyn, Mostki i Sompolno do którego zostało 11km i szybko mi poszło, przed Łaziskami i kawałek za wlaśnie były jakieś sady i to sporo, już byłem w Gminie Sompolno, a do Mostek był fajny zjezdzik, tu też nie stawałem, dopiero w Sompolnie odwiedziłem Biedronkę żeby kupić coś na kolacje, na ulicy Taczanowskiego Generała, nakupywałem tego tyle że ledwo zmieściłem, musiałem częśc rzeczy wyjeść, po pauzie jadę dalej ulicą Warszawską, popularne mają tu te ulice ha ha, jechałem na Teresewo i Ignacewo, tu robiłem mało fot bo wieczór pózny się robił choć słonko jeszcze świeciło i trza było się rozglądać za noclegiem, za Teresewem już mi wybiło 188km,
to chyba dzięki makaronowi z truskawkami, dały mi mocy, minałem Teresin a pózniej Ignacewo, tu były lasy, ale wjazdów żadnych! to dziwne i postanowiłem się rozbić po 200km
Tak też zrobiłem, nie stając nigdzie jechałem na Ślesin, wokoło były lasy, ale nie stawałem nigdzie i w Ślesinie dopiero na chwilę stanałem i zrobiłem foty, bo było fajne jeziorko
Piknie tu było, lubie takie wieczorki, blisko stąd było do Sanktuarium w Licheniu, po pauzie jadę dalej, były tu nad jeziorem jakieś ośrodki, jednak nie chciało mi się szukać, powerbanki miałem naładowane to mogłem przenocować pod namiotem za darmo, opuściłem Ślesin minąłem wioski Sarnowa i Róznowo a tu dalej nima gdzie się rozbić, bo były pola i tylko niewielkie krzaki że nie było gdzie się rozbić, dojechałem do ronda w Sławoszewku i tu widze taki zagajnik i myślę to jest to, poczekałem aż nic nie będzie jechało i w długąMusiałem sobie trochę ziemię wyrównać i wtedy mogłem rozbić namiot z resztą spałem na materacu, no król musi mieć wygodnie, rozbiłem namiot i wreszcie mogłem odpocząć 210km zrobione, starczy! Niby obok drogi,ale nikt się nie kręcił i tylko auta jeździły, bo to była droga na Kleczew, tak więc trafiłem tu idealnie!
A to białe to jeszcze bez tropiku, gdy już było ok wskoczyłem do namiotu bo na zewnątrz pełno komarów było, jak już zapiąłem było oki, jeszcze tylko pózniej umyłem się szybko i do namiociku, jak to ja wszystkie rzeczy wyciągnąłem z torby i patrzyłem czy wszystko mam, wszystko było, miałem też lampke żeby sobie swiecic.dałem relacje na Fejsie i około 23 zasnąłem i tak minął długi etap i trochę było pod wiatr🙂 aha w nocy nie padało. 7 dzień. Slawoszewek-Luboń. 138km Ranek powitał mnie slonkiem, choć ciepło jeszcze nie było, nie chcialo mi się wstawać wcześnie więc trochu poleżałem,a wstałemm o.....6 , następnie posprzątałem majdan i włożyłem rzeczy do sakwy, najgorsze jest przebieranie się w ciuchy rowerowe no bo śpię w spodenkach zwykłych i innych długich spodniach żeby nie było.....brudasem nie jestem , musiałem też się przemyć bo zawsze tak robię z rana. Mogłem opuścić moje można powiedzieć przytulne lokum, bo nie było zle,a poniżej miejsce gdzie nocowałem i widok z góry, gdzie blisko był jakiś zakład czy kopalnia bo wiadomo to Konińskie.
Po wyjściu z tego miejsca jeszcze na chwile usiadłem na przystanku, bo był niedaleko a właściwie prawie obok, tu dokładnie umocowałem bagaże, pogoda zajebista, ja to mam fart
Po kilku chwilach ruszyłem dalej, tam do ronda i w lewo,
choć w sumie mogłem odwiedzić Kleczew bo też bym wyjechał tam gdzie chce, tylko że lekko naokoło, dziś kierunek na Gniezno na razie, gdzie wyjadą po mnie chłopaki, super znajomi, znaliśmy się z Facezbuka, a tak poznamy się na żywo, wracając do dalszej jazdy to ulice puste, bo ruszyłem o 6.35 i do tego była niedziela, dla mnie to i lepiej że pusto
, minałem Roztokę i następnie pózniej na chwilę w lewo zobaczyc zbiornik wodny Kazimierz po byłej odkrywce
Tu też w sumie mógłbym się zadekować, tylko że mało tu krzaczorów i nie było gdzie się schować,patrzyłem też na street view że za Kleczewem tam za tym bajorem było trochę lasów,nawet sporo było no cóż następnym razem obczaje, po nacieszeniu oka widokami cofam się do drogi i następnie nie jadę w lewo tylko prosto na wioskę Dobromysl i Złotków, pogoda była tak fajna że widziałem swój cień, był też wiatrak
Wioski puste, wokoła pola i jeszcze krajobrazy kopalniane
tylko gdyby nie te moje pykanie i stukanie w rowerze, gospodarzy jednak nie pobudziłem, minąłem je szybko i już byłem prawie w krainie jezior koło Powidza bo minąłem Nieborzyn i Budzisław Kościelny nawet spora miejscowość
i koło Adamowa już krajobraz się zmienił na leśny, dojechałem do głównej drogi nr 262, tu drofga szła na Salamanowo i na Powidz i na Mogilno
asfalcik dalej równy a tu kiedyś była granica Niemiecko Rosyjska, ja zrobiłem fotę... łodzi i replik granicy
Następnie pojechałem jeszcze asfaltem i pózniej pauza na przystanku
Tu się przebrałem i założyłem krótkie łachy, stąd były odnogi do jeziora Powidzkiego, ale nie wiadomo jaka nawierzchnia bo mogły być piachy, mogłem zaryzykować a tak po przerwie ruszyłem jeszcze kawałek główną drogą i po kilkuset metrach w lewo
No i po skręcie się zaczelo, asfalt fatalny! to już tymi lasami może byłoby lepiej jechać, jak widać na mapie były odnogi
Byłem tu pierwszy raz i zapewne nie ostatni, więc trudno jechałem tak, telepiąc się, tu na fotce jeszcze było w miarę, dalej było gorzej
i jechałem jak na szpilkach żeby kapcia nie złapać, na szczęście udało się dojechać tak do Powidza a tutaj nie lepiejJak śpiewał Kazik coście skurw...y {Drogowcy?} uczynili z moja Krainą.... ha ha, dojechałem do Powidza, objechałem miasteczko i tu napisałem do kolegi Marka, który już jechał w moim kierunku z Gniezna że jestem już w Powidzu, mówiłem mu że czekam na początku miejscowości od strony Witkowa
jednak pózniej pojechałem
nad jezioro na plaże a tu istny raj, woda czyściutka, plaża ładna i szeroka, normalnie cud!! Sami zobaczcie, po 20 minutach przyjechał Marek
Prawda że raj? Tu miałbym gdzie nocować jak by mnie wieczór zastał i jakbym mieszkał blisko, lub trochę dalej to bym tu zajeżdżał często jak np Witek do Wierzyc ha ha, co do chłopaków to przyjechali pół godziny pózniej
Tu my trochę pożartowali i pogaworzyli, naprawdę super chłopaki z takimi mógłbym śmigać, po nasiadówce ruszyliśmy w kierunku na Witkowo, po ścieżce na razie wzdłuż jeziora a pózniej już szosą
Teraz prowadzili koledzy bo wiedzieli gdzie, nie powiem tempo było fajne, czasem za mocne, ale nie marudziłem, trochę tez zaczęło wiać, chyba chłopaki specjalnie właczyli wiatr a to łobuzy! żeby nie było też dawałem zmiany, w Witkowie zaczęły się czasami tory od wąskotorówek, ale nie szły prosto tylko pod skosem, dobrze że było sucho
Normalnie masakra jakaś, kolega Piotr Rebe na Facebooku opowiadał że tu miał wypadek i się poobdzierał trochu, tu z kolegami zwalnialiśmy, mineliśmy Witkowo następnie dalej przez wioski bo nie jechaliśmy główną drogą na Gniezno tylko przez lokalne pipidówki.... no chyba się koledzy nie obraża i wiem że chcieli mnie wymęczyć ale ja rolnyk z Lubuskiego i siły miałem, w tych wioskach raz jechaliśmy prosto, pózniej w lewo i prawo i dalej wiało, jednak tempo ok powyżej 26km na godzine, niezle, a jechaliśmy na Witkówko, Folwark, Trzuskołoń Nowa Wieś Niechanowska, Kędzierzyn, mieliśmy tylko jedną pauze na sik stop a krajobraz jaki? pola i pola, czasem kawałek lasku był
A pauza była za miejscowością Szczytniki Duchowne, mogliśmy jechać dalej, a były skróty do miasta np przez Osiniec to chłopaki pojechali troszku inaczej, oczywiście nie gniewałem się, bo gdzie mi się spieszyło, pora jeszcze w miarę w czesna , więc na spokojnie dojechaliśmy do miasta.
Tutaj już inna jazda bo nie wiało tak, wiadomo teren zabudowany, podjechaliśmy do centrum pod Katedre tu w miarę dłuższy postój, kilka fotek poniżej, zrobiło ię też gorąco bo słonko dawało fest
Po przerwie ruszyliśmy dalej najpierw Jurek był zawiezc jakąs kurtkę na swoje osiedle to my z nim, tu nawet Zółw był
Giezno opuszczalismy droga 194 i pózniej wbiliśmy się na pas awaryjny, trochę tu wiało też a w Pierzyskach staliśmy na przejezdzie
Po pauzie dalej jechalismy pasem awaryjnym wzdłuż Autostrady,
sam pewno też bym tak jechał lub przez Lednogórski Park , tu jakoś ciężko mi się jechało, ale nie dawałem oznak kolegom dopiero na postoju na obiedzie już było ok a obiad był gdzie? a w ulubionej miejscowości Witka czyli w Wierzycach
a pózniej zajechałem na Malte, jednak nie samolotem a rowerem, nie objechałem dookoła tylko do połowy, bo dalej mi się nie chciało jechać
Nawróciłem z powrotem do głównej arterii i pojechałem w kierunku centrum koło wjazdu na Wartostradę tu też mała pauza
Nie wjeżdżałem jednak na nią gdyż pojechałem na rynek, bo nie było daleko i po kilku chwilach byłem a tu ludzi byłoPokrecilem się tu trochę ale nie za dlugo, bo nie lubię tłumów
Po wyjechaniu z centrum posmigałem po okolicy, podobał mi się Poznań, całego miasta nie zwiedzałem, bo już tu byłem, więc teraz tylko tak wyrywkowo ha ha
Pojechałem koło muzeum Armii Poznań, fot nie robiłem i pózniej jeszcze na chwilę do Żabki i nawrót koło Starego Miasta, ale nie wjeżdżałem tam no i pózniej aleją Niepodległości w kierunku Targów Poznańskich i koło Dworca Pkp głównego i ul Roosvelta, tu gdzieś mnie zaczepiały dziewczyny żeby....skorzystać z samoobsługowej Żabki i że to na kartę a ja jej Pani ja w Piotrusia już nie gram czy Wojne i pojechałem dalejpo kilku chwilach skręciłem na most dworcowy i na Nowy Rynek a tu na ulicy Wierzbięcice remont drogi tu zaszedłem do Biedronki, ale śmiesznej bo i musiałem rower zaczepic o płot metalow przy ulicyPo zakupach pojechałem tam prosto jak na fotce,musiałem prowadzić też bo ludzie szli, na szczęscie to tylko chwila i już było oki, przejechałem koło Rynku Wildeckiegi i wbiłem się na ulicę 28 Czerwca i tu prosto przez Dębiec na Luboń, teraz wiem że mogłem też jechać koło Osiedla Zielony Dębiec a jednak pojechałem tak, minąłem Osiedle Piastów Sląskich i Obwodnice i tu mała pauza, patrzyłem ulicę na mapie gdzie mieszka Kasia, fajną okolice tu mieliPo pauzie jadę dalej, niepotrzebnie jechałem tym Wzgórzem Jana Pawła 2 bo mogłem też jechać prosto, no ale chciałem zobaczyć co jest dalej i tak pózniej skręciłem właściwie i ulicą Poniatowskiego, 11 Listopada i Traugutta dojechałem do Kasi, która już czekała przy furtce, fajnie tu miała , fajny tarasik, powitali my się serdecznie i mogłem się rozpłaszczyć, miło się rozmawiało, no a Kasia też usportowiona, jezdzi rowerkiem, chodzi na kijki, na siłownię też , męża i córkę też zabiera i super, posiedzieliśmy na tarasie, aha mieli sympatycznego psiaka, który mnie też polubił bo ja uwielbiam zwierzaki, pózniej cos zjedliśmy np pyszną pizze i inne frykasy, jeszcze raz dzięki Kasiu, było super, niedaleko była baza Myśliwców, ale w tym dniu akurat nie latali, bo była niedziela, do póznego wieczora posiedzieliśmy, pózniej mecz trochę się obejrzalo bo leciały Mistrzostwa no i nyny i tak minął nie za długi bo 137km etap, nieco wietrzny, ale za to rundka z super znajomkami z Gniezna no i miejscówka u Kasi. Fajno się spało, bo cisza i spokój. 8 dzień wyprawy ostatni niestety- Luboń- Zielona Góra 152km Wstałem.....pózniej, bo gdzie mi się spieszyło i domownicy też spali a wstałem po 7mej tym razem, umyłem się i pózniej na tarasik posiedzieć , wszyscy też wstali przed 8 i Kasia robiła śniadanko było pyszniaste
Oczywiście piesek mi towarzyszył podobnie jak było u Krzyśka w Kampinosie tak i tu, a pogoda jaka? no słoneczko było, wprost rewelacja, ja to mam fart, fajno się siedziało i rozmawiało i nie chciało się wstawać, lekki wiaterek był, męża Kasi już nie było bo pojechał do pracy wcześniej no a ja urlopik he he, spakowałem się po śniadanku na spokojnie, podziękowałem też za gościnę i że mogłem przenocować i około 9.35 już byłem gotowy i ruszyłem, tak fajnie było że żal było ruszać, pożegnałem się i Huziu Józiu jadę
Fajnie że nie musiałem tarabanić się przez centrum tylko byłem na wylocie już
, od razu jednak nie jechałem n zachód a ulicą Karola Buczka pojechałem najpierw do ulicy Armii Poznań a następnie do Oazy spokoju czyli na chwilę na jeziorko Kocie Doły
Tutaj długo nie jechałem bo zaczęła się piaszczysta droga i kamyki jakieś to wolałem nie ryzykować i wróciłem do ulicy kawałek jeszczę ulicą Armii Poznań i pózniej Poznańska tam wbiłem się na ścieżkę rowerową
Fajnie się tu jechało a w Łęczycy widziałem na mapie że jest jakiś mini wodospad, kręciłem się tam, jednak dojechałem tylko do stawu a wodospad nie był daleko
wróciłem na ścieżkę rowerową przy drodze na Puszczykowo
A scieżka wyglądała tak jak poniżej, też zle się nią nie jechało, rowerzystów też nie było.
Tak dojechałem do Puszczykowa tu fota przy Pkp
Dalej pojechałem jakimś szajsowatym szlakiem z jeszcze gorsza nawierzchnia
Tu na fotce jeszcze w miarę,pózniej było gorzej, zrobiłem szybko rundkę i do miasteczka pojechałem a miateczko ładne
Zajechałem jeszcze do centrum, tzn mini centrum na zakupy
Super tu było, ładne budynki, robiło się aż za ciepło, musiałem się polać wodą trochę, po przerwie jadę dalej, opuszczając Puszczykowo i robie fotę przy tablicy
Bo byłem w Wielkopolskim parku, mogłem jeszcze wbić gdzieś nad jeziorko, bo było jedno, tylko że trzeba było dojechać tam szlakami a tak to dojechałem sobie do Mosiny i tu pauza w parku, zrobiłem też fotę pomnika
W parku na ławce zjadłem sobie truskawki, ale nie od Krzyśka a od Kasi też pyszne,tu myślałem któredy jechać dalej, bo były 2 opcje, po pauzie z 40 minutowej ruszyłem, nie jechałem na Czempiń a w kierunku na Grodzisk, jechałem drogą 431
, w Dymaczewie Starym był skręt na....Bolesławiec, ale wioskęChciałem tamtędy pojechac, jednak bym wyjechał w ciemnej du.... dojechałem do Dymaczewa Nowego, był blisko dlatego nie było co dymać dużo, widziałem na mapie jezioro i jadę tam, były jakieś piachy, trochę ujechałem a tam jakieś działki i babcie idą i mówią że tam koniec drogi, no faktycznie był, bo też zle skręciłem a prosto był płot jakiś no to ja tył wzrot i pojechałem dalej i zrobiłem pauze w Będlewie a tam był fajny dworek
A w samym Będlewie była bliska Łódz..... tylko że też wioska
No ciekawe co jeszcze mnie zaskoczy, ogólnie ruch tu był mały, za Bydlewem przekroczyłem autostradę i dojechałem do wsi Wronczyn i tu pauza na piwko bezalkoholowe na przystanku
To piwko od Witka, posiedziałem tu troszkę, gorąco już było i ciężko było ruszyć bo dopiero ruszyłem po 40- minutach, mus to mus, dojechałem do wsi Modrze i tu też zastanawiałem się jak jechać, bo w sumie mogłem skręcić w lewo i bym skrócił sobie drogę a tak to pojechałem w kierunku na Granowo, podziwiając morze zbóż
A przy dojezdzie do drogi nr 32 był znak na Kąkolewo... a mój kolega z Sowiej Woli tam gdzie nocowałem nazywa się Kąkol no i dlatego tędy pojechałem żeby fote cyknąćW sumie tam też mogłem skręcić bo niby tylko do Kąkolewa 1 i do Granówka 2km to jakoś bym przekulał się po kocich łbach czy piasku, ech trudno..... napijmy się ha ha, jadę dalej, wjeżdżam na drogę 32 i tu niespodzianka, pas awaryjny z lewej strony jak jechałem z kolegammi z Gniezna, no to korzystam
Wiało tu trochę, do miejscowości jednak było blisko, tu pauza 2 minuty i skręcam w lewo na Konojady i tu mi się jakoś ociężale jechało, nie jechałem dalej 32ką bo po co się męczyć z tirami itd, to by była katorga w tym upale, może jakby było z wiatrem to bym pojechał tak, pojechałem więc na wieś Konojad i w Granówku też był skrót na wioskę Kamieniec przez Jaskółki i Karczewo, będe pamiętał następnym razem, ale nawet stanąłem w tym Granówku bo było tu trochę zamotane z kierunkami
Ta czerwona linia to ja jechałem, jadę więc dalej w Kamieńcu byłem lekko ujechany już, jednak ja twardy chłop to jadę dalej, dalsza droga bez historii i dojechałem do Wielichowa tu czas na fotkę
Miasto fajne, nie stawałem tu jednak na dłużej, za miastem nawet kawałek ścieżki było
Dobre i to a za Wielichowem przed wsią Tarnowo nawet kawałek lasu było, no proszę, stanąłem pod sklepem w tej wiosce na loda no i tu był ciekawy drogowskaz
Po przerwie jadę dalej i resztę drogi już znałem bo byłem już koło Wolsztyna i Starego Widzimia a za Kęłbłowem była fajna ścieżka asfaltowa
Ze Starego Widzimia już na Świętno pojechałem, przed wioską pauza na sikanie
Po pauzie jadę dalej i minąłem Świętno, szkoda że tu nie ma wjazdu na ścieżkę Kolej na rower, byłoby extra a tak to musiałem jechać na Sławocin, może nie było tu dużego ruchu, jednak monotonna ta droga, dobrze że akurat tam już byłem w LubuskiemCieszyłem się bo dom już blisko, dotarłem szybko do Kolska i tu skręt w prawo, pózniej w lewo na upragnioną ścieżkę
Tu przy wjezdzie spotkałem 2 znajomych z Przyborowa, jednego mam na fejsie a drugi chyba się obraził nie wiem na co, trudno nie wnikam, nie chce to nie, wtedy jeszcze normalnie gadalismy i na Yolo 11 listopada również, ja tam do niego nic nie mam, ale pozdrawiam go z tego miejsca, wracając do trasy, to długo nie gadaliśmy i ruszyłem dalej, super tu się jechało i było fajne bo było osłonięte od wiatru, kilka km a pózniej były lasy, wiadomo to moje Lubuskie, aha po drodze spotkałem kobietę nie do zdarcia czyli Bogusię ze Szprotawy, nie obrażając jej to Demon kilometrowy, bo potrafiła 3 razy pod rząd w tygodniu zrobić po 1000 coś kilosów! a to już klasa Światowa, no i to jej flagowa trasa niemal codzienna, na stravie pewnie ma Local Legend tu na ścieżce, jak ma chęci to niech śmiga, nie jednego młodziaka zawstydza.
Tak mi się fajnie jechało że dopiero stanąłem koło mostu na Odrze na miejscu piknikowym, fota robiona wcześniej gdyż na wyprawie tu nie robiłem i to fota poglądowa
a sam most wygląda tak ja poniżej czyli mega fajno
ta fotka też nie jest z tej wyprawy, bo tu akurat nie robiłem wtedy foty a jeszcze 4 lata temu ten most to był ruina, rower przenosiłem na ramieniu, bo były dechy same i betonowe płyty czasami a jak było deszczowo to albo się jechało na Nowa Śol lub przez Przewóz na przeprawę promową a teraz to elegancko, następna przerwa w Otyniu przy Dino, tu się nawodniłem porządnie bo od Świętna jechałem bez wody, taki miałem spust do picia, po zakupach już prosto do domu przez Niedoradz i Racule, przed Racula jeszcze mała prosta i hopek i przed Zieloną Góra hopki chyba na wykończenie mnie to było i wreszcie około 18tej dotarłem pod blok, w domu kąpiel i mogłem się rozpakować
Gdyby nie te pykanie w rowerze to pewnie jeszcze bym przedłużył wyprawę a tak finito, cały i zdrowy dotarłem, podsumowując etapy to wyszło tyle co na fotce
Tak pechowej wyprawy co do flaków to jeszcze nie miałem, następnym razem kupie lepsze oponki, z tego miejsca dziękuje za ugoszczenie i chłopakom za fajny trip Gnieznieńsko- okoliczny, a z tymi co się nie spotkałem to.... jeszcze będzie okazja a w Tuszynie to był po prostu pech. Pozdrawiam wszystkich czytających i do usłyszenia!





















Komentarze
Prześlij komentarz