Wyprawa po Polsce Południowej i wschodniej 2018.
. Fajnie się siedzialo, lubię tu przyjeżdżać , nad Odrę nie zajezdzalem bo byłem miliony razy tu nad Odrą, po 20 minutach jadę dalej, wbijam się na główną i za miastem czekał mnie .....7% podjazd, no toż to szok ha ha, podjechał ja oczywiście i w Drogomilu musiałem stanąć na sik stop a właściwie za Drogomilem. Szybka pauza i jadę dalej w kierunku na Głogów tu teren urozmaicony bo akurat miałem zjazdy i później trochę prostego i 2 lekkie hopki koło Głogowa do którego się dokulałem po jakimś czasie , przed Głogowem była słynna Huta Głogów, nie jechałem bardzo szybko no bo gdzie mi się spieszyło? Głogów też ładne miasto, zanim dojechałem na rynek to kawałek zajęło bo pokrecilem się tu i tu i dopiero zajechałem na ładny rynek i tu pauza prawda że piknie a ostatnia fota to dopiero byłem w trakcie dojazdu do rynku, tak a propos kto nie zna miasta takie info. Posiedziałem tu troche bo zbierałem siły na etap górski😃 tak tak za Głogowem jechałem na Szczyglice i Turów i tam było 10%😱 normalnie Alpy, dobrze że były to krótkie hopki, miasto opuściłem no i dojechałem do tych Szczyglice dużym podjazdem, były też zjazdy a później do Turowa, szukałem Turów ale były puste butelki.....żartuje🙂 następnie jechałem w kierunku Rudnej gdzie po drodze minąłem spory zbiornik do odpadów po kopalnianych. jak widzicie wiało w plecy i tak było cały dzień. Super się jechalo i dość szybko dojechałem do Rudnej Tu foty były w locie tak zwanym bo z siodełka , tak też można bo nam szybka rękę, czasem opierałem się o coś trzymając aparat i robiłem foty. Szybko opuściłem miasto.
. Dalsza droga to raj bo wiało w plecy bardzo, tak mi się marzyło do Zamościa. Minąłem wioski także Stara Rudną nawet dobrymi asfaltami, rower szedł jak dzida i dojechałem do Ścinawy i tu postój koło Biedronki bo zrobiłem Einkaufen i trza było picia kupić bo już było gorąco. A ponoć niedaleko były tu bagna ło ho Ho. Po przerwie ruszyłem dalej mijając most na Odrze , tu musiałem się posiłkować mapa z tel czyli niezawodną Mapy.cz. Za mostem skręciłem w prawo na Masłowice i tu już jechałem na Wołów, za Boraszynem jakiś kawałek później było trochę lasów, trochę było ochłody , bo byłem w Parku Dolina Jezierzycy czy jakoś tak no one połowie tego parku mała pauza, oczywiście jechałem asfaltem i po pauzie dojechałem do wsi Rudno tu nie stawalem i dopiero stanąłem przed tablicą Wołów
A w samym mieście był samolot Hermaszewskiego ....a ja nimam biletu, ale spokojnie ten samolot już nie poleci nigdzie. Ale odlot ha ha , fajny eksponat, po pauzie już nie stawalem dopiero jak minąłem Brzeg Dolny to dojechałem do mostu na Odrze i tu fota Widać że było gorąco, bo temperatura odpowuednia była, za mostem skręciłem w lewo na Głoskę i Księginice
Dalsza droga też bez historii takie żmudne pedalowanie, dopiero w Brzezince Średzkiej źle pojechałem bo był jakiś remont i zamiast pojechać w prawo to pojechałem prosto i potem dopiero już właściwą drogą gdzie na chwilę stanąłem w cieniu a później już bez postoju do Wilkoszyna. Tu też nie stawalem bo po co, do Wrocka blisko i po około 10km dojechałem do Wrocka Oczywiście to były przedmieścia i pojechałem dalej by stanąć przy jakimś
Tu tylko chwilą pauzy i pojechałem dalej i następny postój koło stadionu. Nastepnie stąd ul Pilczycka ruszyłem w kierunku centrum, fajnie tu i dużo ścieżek mieli co mi się podobało.
Gdzieś w połowie ulicy zajechałem do Biedronki niedaleko takiego kosciola
. Po zakupach ulicami Popowicka , Starogroblowa jechałem w kierunku Rynku Wroclawskiego
. Dojechać tam to trochę to trwało bo była droga remontowana w jednym miejscu, mogłem pojechać inaczej ale wtedy o tym nie myślałem , kiedy uporałem się z utrudnieniami już byłem blisko centrum Już było widać Sky Tower, po drodze przejechałem po bulwarze radiowej Trójki A następnie już ruchliwymi arteriami na Rynek a tam jakieś imprezy, niżej na fotkach akurat ruchu nie było takiego, jednak zapewniam że ruch był. Wracając do Rynku to wrzucę kilka zdjęć bo co będę opowiadał , zrobiłem 2 rundki dookoła o to wsio🙂 Zawsze mi się to miasto.podobalo i mógłbym tu zamieszkać bo i w góry blisko też. Fajnie tu było no ale czas było jechać dalej teraz kierowałem się w kierunku ładnego dworca i po kilku chwilach tam dotarłem, pikny budyneczek Oczywiście nie jechałem na pociąg tylko chciałem fotkę zrobić i pojechałem dalej ul Gajową na razie na południe a później skręciłem na Kamienna i już leciałem na południowy wschód a na niebie sporo samolotów latało Takie i owakie do wyboru , ulicami Kamienna i Bardzką powoli opuszczałem Później jeszcze rzut oka na samoloty i Sky Towera Minąłem Żerniki Wrocławskie i Święta Katarzynę tubwidok znów na penysa i później bylem w innej gminie a za miejscowością trochę było popsutej drogi, dobrze że tylko kawałek. Jednak widok na Ślężę zrekompensował dziury ha ha. i tak mijałem wioski Okrzeszyce, Jarosławiec i Sobociński i byłem w Gminie Oława. Następnie w Wierzbnie przeciąłem główna drogę i dojechałem do wsi Polowica, później na Pełczyce, Mówił, Osiek no i powoli szukałem spania już, bo miły ciepły wieczór jednak trza było gdzieś się rozbic. Dojechałem do Chwalibożyc i tam we wiosce skręciłem w lewo w polna drogę no i widoki cudne były A poniżej mój obóz na takiej łączce na skraju lasku. Jak widzicie zero zabudowań i mogłem spokojnie tu leżakować, rozbilem namiocik i nawet komarów nie było aż tyle , a tu fota z domkuwięc umyłem się i mogłem coś zjeść a później sprawdziłem fejsa i po 22 zasnąłem bo trzeba było się wyspać ,to był fajny długi etap i z wiatrem, normalnie jak słodko pierdzący głos lektora reklamy z Lidla. 2 etap. Jankowice Małe-Gliwice. 155km. Noooooo tak to mogę się wysypiać, spokój i cisza a wstałem jakoś po 5 już bo jasno i było slonko, ja to mam fart do pogody, mogłem się przemyć bo zawsze tak robię z rana i oczywiście śniadanko było a później inwentura🙂 czy wszystko mam, dałem majdan na zewnątrz i składałem obóz, oczywiście ładnie posprzątałem żeby nie było że ja brudas
A tak obóz wyglądał z rańca, z góry miejsce gdzie nocowałem
słoneczko ładnie przygrzewało a taka ciekawostka zawsze stawiam namiot żeby wejście było od wschodu żeby słonko oświetlało. Ruszyłem o 6.35, niespiesznie się wygramoliłem i wyjechałem do Jankowic , następnie minąłem Łukowice Brzeskie i dojechałem do Psarskiego potoku i była fajna woda czysta i rwąca to sobie myślę, zrobie sobie Jacuzzi dla nóg no i tak było
Superancko było, chyba z pół godz tu siedziałem, niestety trzeba było jechać i dojechałem do tablicy a niedaleko latały.... to znacy biegały sarenki, nawet łodważne
Postanowiłem odwiedzić miasto Brzeg, odbijając nieco od traski, niedaleczko, więc jak minąłem Skarbimierz Osiedle to odbiłem w lewo
Tu trochę szosą a trochę ścieżkami dojechałem do miasta
Przejechałem pod takim tunelem pod torami i już byłem w mieście tu pauza mała koło kościoła Św Mikołaja, zajechałem też do pobliskiej Biedronki.
Powiem że warto było tu przyjechać, ładne nieduże miasto, a z rynku pojechałem w stronę Odry do takiego parku tu przejazd alejką tylko był i nie stawałem.Przy Odrze na chwilę stanałem i pojechałem Jagiełly, Staromiejską i ul Rynek
do następnego parku i tu dopiero pauza byłaFajnie tu było spokój w miarę ludzi mało, żal było jechać dalej, ruszyłem więc cofałem się jak przyjechałem czyli do drogi 94, choć mogłem miastem skrócić, jednak wtedy o tym nie myślałem. Wbiłem się więc na 94kę by w Żlobiznie na jakiś czas opuścić tą drogę bo pojechałem wioskami np by zobaczyć w Olszance to Dalsza droga to dojazdówka przez wioski do drogi 94 znów, chyba trochę skróciłem, sami zobaczcieMoże ciut bliżej, dalsza droga po trasie wyglądała tak i ciężko mi sie tu jakoś jechało.Nie stawałem jednak nigdzie dopiero w Skorogoszczy widziałem most a pod nim płynęła Nysa Kłodzka i było miejsce żęby się wbić z rowerem no to Huziu Józiu i wbiłem się, tu zrobiłem godzinną przerwe na leżakowanie na śpiworze, pomogło bo zawiewał wiaterek teżPo dłuższej przerwie z początku jechałem ociężale, jednak pózniej już coraz lepiej i jakoś dojechałem pod Opole a tu widok na jakąś Elektrownie Pózniej z 94ki wbiłem się w drogę 46, tylko na chwilę bo skręciłem na wioski Wrzoski i Bierkowice i juz byłem na przedmieściach Opola, tu wjechałem na ścieżkę i wyjechałem koło centrum handlowego, no ładne mi Opole sobie wtedy myślałem, jednak spojrzenie na Mapy.cz i już wszystko wiedziałem, jednak małe koło zrobiłem
Po drodze minąłem kanał Odry Następnie ul Wrocławska i był most na Odrze a po lewej stała sobie leniwie barka
Dalej pojechałem ulicami Nysy Łużyckiej i Orląt Opolskich i znów minąłem kanał Odry, ładnie tu było.
A dalej był widok na Wiadomo tu był Festiwal Piosenki, stąd pojechałem do centrum, przed nim trochę była droga rozkopana
Opuściłem rynek udając się w kierunku na południowy wschód ulicami Fabryczna , Armii Krajowej i ul Kowalczyków opuszczałem Opole
A później długo nie stawałem bo dopiero stanąłem w Izbicku przy tablicy
Jak widać atrakcji multum, jednak tam na południe nie jechałem tylko na Gliwice, po krótkiej pauzie jechałem dalej ruch umiarkowany był, do tego jeszcze gorąco było i jakoś ociężale mi się jechało, nigdzie nie stawałem znów bo nie było potrzeby, dopiero zatrzymałem się w takim lasku przy drodze bo był zjazd, tu postój na papieżaka i na przemycie się a stanałem koło wioski Szymiszów Osiedle. Potrzebowałem tego prysznica bo po przerwie fajno mi sie jechało i tak sobie dojechałem do Strzelec Opolskich tylko kółko małe zrobiłem w mieście, no to już moja tradycja, na chwilę zajechałem do takiego parku i pózniej 2 foty w locie w mieścieLipa że nie pojechałem na Rezerwat Góra Św Anny, a to dlatego bo już Antoni mówił że ma dla mnie nocleg w Gliwicach no i tam postanowiłem jechać, choć w sumie ogarnąłbym temat z tą górą, trudno, wrócę tu jeszcze. Szybko opuściłem Strzelce i pózniej skręciłem w drogę nr 88 normalnie jak w Ameryce ha ha tylko tam Route 66, tą drogą dojechałem do Sieroniowic , mijam wioskę i jadę prosto, zjeżdżam pod autostradą zadowolony i patrze jakieś bramki a to Autostrada, no to tył wzrot do wioski i pojechałem na Nogowczyce i Jaryszów, tu asfalt fatalny do tego pagórkowaty i podziwiałem jak kombajnista dawał tu radę i bocian nawet był a w Jaryszowie fajny drogowskaz
Lubię takie pagórki, tylko gdyby nie ten asfalt, jakoś dojechałem do Ujazdu i tu pauza przy sklepie na schodach.Tu miałem z 15 minut pauzy, bo nie było co przedłużać i potem już jechałem i minąłem rzeczkę Kłodnice i na chwile przerwa przy drodze na Pławniowice, patrzyłem na mapie że jest tam zameczek i też bym wyjechał gdzie chce, jednak wybrałem tą drogę i dojechałem do Rudzińca i już byłem na Śląsku.Droga dalsza bez historii minałem Rudno i Kleszów i pisałem koledze że jestem blisko i po kilku km dotarłem do tablicy, tylko gdzie budynki?Zabudowania pojawiły się tam dalej hen, a były to Gliwice Brzezinka a kolega mieszkał w domku jednorodzinnym, to mi się trafiło, mogłem rozbić namiocik na trawniku, no i wreszcie mogłem odpocząć, najpierw poszedłem wziąć prysznic i mogłem rozłożyć namiot, pózniej poszliśmy usiąść na taras, przyszli jego znajomi, prawdziwi Ślązacy, miło było poznać, po odpoczynku postanowiłem pojechać na lekko do Biedronki 2 km stąd, w jedną stronę super się jechało, tylko trafiłem na remont drogi i trza było jechać chodnikiem, po zakupach z torbą na kierze jechałem z powrotem, trochę nakupiłem tych rzeczy i było cięzko, jednak udało się. Jak wróciłem to akurat na kolacje, posiedzieliśmy na tarasie, normalnie żyć nie umierac i wieczór był cudny i kolacja pyszniasta.
Tak minął 2 dzień wyprawy na szczęscie bez awarii, etap też ciekawy, trochę monotonny też był, szczególnie do Opola, zasnąłem po 22ej. 3 dzień Gliwice- Kraków- Zakrzówek 153km Wstałem już po 5tej, poszedłem się przemyć po cichu do domu a pózniej popakowałem swoje rzeczy do sakwy żeby pózniej nie pakować i sobie leżałem jeszcze, pogoda zapowiadała się extra
Fajnie się leżało aż nie chciało się wstawać, jednak trza się było ruszyć, zwinąłem więc namiot i poszedłem do kuchnii zjeść śniadanko z Antonim, przy okazji sprzęty odłączyłem z kontaktów no i po najedzeniu się mogliśmy ruszyć, najpierw pojechaliśmy przez strefę przemysłową by pózniej wbić sie na asfalt w mieście, wjechaliśmy do Starych Gliwic
Kolega sprawnie i szybko jechał więc do centrum czyli na rynek szybko my dojechaliTu mieliśmy pauze na foty następnie pojechaliśmy w kierunku słynnej Radiostacji a to ulicami Gruszczyńskiego potem kawałek wzdłuż rzeczki Kłodnicy by przejechać pod Trasą ŚrednicowąPózniej ulicami Śliwki, Bernardyńską, patrzyłem że mogliśmy jechać ul Polną, szybciej by było. jednak to nic, jeszcze wczesna pora była i tak my dojechali do tej Radiostacji
Tutaj mała przerwa na foty i mały odpoczynek i jadymy dalij, bocznymi osiedlowymi uliczkami by wbić się na szutrową droge
Wjechaliśmy do lasu na szlak Husarii Polskiej, szlak może miał 2,5km, szkoda bo przyjemnie się jechało, po tych przyjemnościach wbilismy się na ul Chorzowska i już tak cieliśmy do Zabrza
Dobrze że jechaliśmy ulicą to jakoś sprawnie poszło a w Zabrzu, tory tramwajowe i asfalty niezbyt dobre, miasto typowo jak na Śląsku, dużo familioków i stare tramwaje jezdziły a kolega jechał ze mną prawie do Rudy Śląskiej i pojechł w prawo, dzięki jeszcze raz za oprowadzenie mnie a sam na chwilę zjechałem na chodnik i patrzyłem jak tu najlepiej pojechać
Pojechałem na Rudę Śląską a jechałem najpierw ul Wolności która się ciąąąąągła aż do Rudej i tak dojechałem A było tych Rud od zarypania.... nie wierzycie? to patrzcieI co niedowiarki, sam nie wiedziałem którą wybrać, to zostawiłem wybór jakiemus Pierońskiemu Gizdowi do wyboru a ja poleciałem dalej na Chorzów ul Zabrzańska tu po ścieżce a pózniej ulicąDobrze że jechaliśmy ulicą to jakoś sprawnie poszło a w Zabrzu, tory tramwajowe i asfalty niezbyt dobre, miasto typowo jak na Śląsku, dużo familioków i stare tramwaje jezdziły a kolega jechał ze mną prawie do Rudy Śląskiej i pojechł w prawo, dzięki jeszcze raz za oprowadzenie mnie a sam na chwilę zjechałem na chodnik i patrzyłem jak tu najlepiej pojechać
Typowe familoki po prawej u góry.
Pózniej pojechałem takim wiaduktem nad torami i zjechałem takim zjazdem do centrum Gliwic na starówkę chyba
A tutaj były tory tramwajowe w centrum 1 raz tak widziałem
Taki był mural fajny jak powyżej.
Ładnie to wyglądało, ja jednak nie przedpadam jezdzić przez tory tramwajowe. Pokrecilem się tu trochę i po jakimś czasie ruszyłem dalej, ulicą Kościuszki po ścieżce z napisami
jechałem jeszcze dalej i dopiero na takim rondzie niepotrzebnie pojechałem niedaleko Lidla tu był fajny szyb taki czyli Szyb Prezydent, nazwę taką miał.
Potem się musiałem cofnąć do ronda by wjechać w ul Parkową
i tu już po chwili wjechałem do Parku Śląskiego gdzie znajdował się stadion Narodowy, znów mam trochę spokoju od zgiełku, fajno tu było, kilka fot poniżej
Duży staw
Powyżej Lunapark
Nie byłem tylko koło Planetarium i koło Zoo, kto wie może jeszcze tu wrócę a tak to sobie usiadłem na ławce niedaleko dużego stawu i obserwowałem ludzi, była taka młodzież może z 12 osób i wszyscy na komórkach, normalnie kaleki będą z nich. Gdy już sobie posiedziałem ruszyłem dalej kierując się juz do wyjazdu z parku i po chwili byłem już w KatowicachPo jakimś czasie wbiłem się na główną arterie czyli Chorzowską a tu już miasto pełną gębą z resztą zobaczcie
Szyb Jerzy
Super się tu jechało, kierowałem się do słynnego Spodka
do którego dojechałem szybciusio, tylko musiałem przejść tunelem po schodach a rower trochu ważył, udało sie.
A na placu oczywiscie fota obowiązkowa była
Fajnie tu było być i że dojechałem rowerkiem, jak widać pogoda była extra, pojezdziłem jeszcze tu po placu i znów tunelem udałem się na 2 stronę ulicyByłem na rondzie Sztuki, teraz ścieżką jechałem wzdłuż ul Korfantego
i po chwili byłem w Śródmieściu
Podobało mi się tu mimo że nie lubie takich molochów, stąd ruszyłem dalej , trochę się zakręciłem bo nie wiedziałem którędy na Mysłowice i musiałem znaleźć miejsce żeby usiąść i spokojnie zobaczyć na mapie i znalazłem koło Biblioteki Śląskiej , była ławka i.....gołębie. Po pauzie gdy wiedziałem jak jechać ruszyłem z werwą 🙂 na te Mysłowice Opuszczałem miasto i już byłem na rondzie jednym potem minąłem Zawodzie i tu rondo było i się lekko pogubiłem, dopiero pozniej wyjechałem na właściwą drogę. Do Mysłowic dojechałem w miarę szybko Tu była fotka w locie bo nie stawałem, minąłem miasto i byłem w Brzezince Tam wyżej minąłem rondo i później następny wiadukt i już było widać komin w Jaworznie
No i po zjeździe z wiaduktu już był znak Szybko jakoś, dalsza droga po ścieżce , trochę koło tu robiłem , bo wjechałem na ścieżkę rowerową a potem była droga w prawo, wtedy myślałem że prowadzi do tej elektrowni i pojechałem Dojechałem do głównej arterii w mieście, ruch tu jak w Rzymie, dobrze że jechałem ścieżka i dojechałem do miejsca gdzie było takie przejście pod droga ale tu jeszcze nie przechodziłem. Pojechałem prosto a tam jakiś remont był innego przejścia czy przejazdu i jeździłem tu i tam, dopiero po jakimś czasie się cofnałem do przejścia pod droga czyli ul Grunwaldzką i przeszedłem i pojechałem pod Żabkę kupić sobie wodę i posiedziałem z 15 minut, napisałem do kolegi Krzyśka że już jestem w Jaworznie a on że już jest w drodze bo kawałek mnie oprowadzi po okolicy, to miło z jego strony. Miasto ładne, nie powiem, dużo zieleni, podobało mi się to, z pod sklepu pojechałem dalej tym razem prawą stroną głównej szosy czyli Grunwaldzką a pózniej znów tunelikiem na 2 strony szosy i tu wzdłuz ul Jana Pawła 2 a tak niedaleko szła Velostrada, tylko że chyba wtedy ją budowaliNajpierw jechałem ul Ławczaną a pózniej Towarową a jeszcze pózniej w Kolejową i tu znów przez szosę a raczej podZa wiaduktem na rondo i przy Carefourze się zatrzymałem i tu czekałem na KrzyśkaKolega przyjechał po około 10 minutach w sumie Chrzanów nie tak daleko był, przywitali my się a jeszcze dzwonił kolega Roman który z żoną nawet mi proponowali nocleg i też po mnie chcieli wyjechać no i uzgadnialiśmy gdzie można się zgadać no i dałem Krzyśkowi telefon i on uzgadniał bo znał terenPo kilku minutach ruszyliśmy i od razu hopek w mieście, no ale co to dla nasPózniej było trochę płaściejA jeszcze pózniej dotarliśmy do Chrzanowa, tylko miasta omineliśmy, czyli centrumWidoczki już konkretniejsze bo wysokość tu 300mnpm, więc nie ma to tamto, a z miasta pojechaliśmy na jezioro Chechelskie bo tu też miał podjechać Roman, jednak nie było go i komary trochę gryzły to po 20 minutowym czekaniu ruszyliśmy dalej a cel to taki bar na powietrzu w Bolęcinie a do wioski prowadziła o taka ścieżka, nietypowa, pierwszy raz widzę taką.Gdy już dotarliśmy to powitały nas psy.....ale nie te co myślicie a takie Krzysiek zamówił jedzenie, nooo opylić taką zapiekankę co miałem to trochę trwałoPogoda jednak pozwalała na siedzenie i mogłem trochę odpocząć. Zapiekankę spałaszowałem, trochę mi się kiszki ułożyły i mogliśmy ruszać, teraz na Rudno i zamek Tenczyn, za Bolimowem jeszcze płasko ,jednak gdy przejechaliśmy za Nieporazem pod autostradą i tu była dziwna budowlaA za tą budowlą już zmarszczka była, Krzysiek na stojąco podjeżdżał a ja na siodełku bo bagaże miałem a widoki na razie za nami co były extra
Na samej górze przed Rudnem też piknie
Dojechaliśmy do Rudna, tu musieliśmy odbić na zameczekA przy samym zameczku też było piknie i o dziwo ludzi niet
POd sama zamek nie zajeżdżaliśmy tylko cofneliśmy się do drogi i Huziu Józiu w dół
Byliśmy też w Gminie AlwerniaA po asfaltach wjechaliśmy do Puszczy Dulowskiej a tu zajebiście miejsce zacienione i fajny chłodek był, długo to nie trwało może z 5km a na końcu pod autostradą A4 i wyjechaliśmy na drogę na MnikówJakiś czas jechaliśmy asfaltem
nawet skała byłaByliśmy w Tenczynskim Parku Krajobrazowym , dalej w miejscowości Skałki skręciliśmy na szlak niebieski, tu że Krzysiek nie złapał kapcia to cud, staneliśmy koło figury Matki Boskiej na skale
Superanckie miejsce i tu ludzi nie było, gdzie ich wywiało to nie wiem a po drodze Kazia z Jaworzna nie widziałem, facet w sile wieku, ale znany jest ze potrafi np 8 dni pod rząd zrobić po 100km, pozdrawiam go serdecznie, gdy już wyjechaliśmy ze szlaku i dojechaliśmy do Mnikowa to tu Krzysiek odbił w prawo a ja poleciałem prosto na Kraków, miałem jechać prosto na Cholerzyn, nie wiem czemu skręciłem w prawo, może fajny teren mnie podkusił.Tak to poleciałem na Liszki i drogę 780 i to ruchliwą, no niech to szlag, aż musiałem zrobić pauze na przystanku przed Liszkami i tu pauza z pół godziny a potem szybko do Kryspinowa by uciec od tego ruchu i wyjechałem przy Zalewie a do niego cofnałem się z Kryspinowa i po fotce pojechałem z powrotem i później pod autostrada i już byłem w Krakowie na ulicy Księcia Józefa
A później wjechałem sobie na asfaltową ścieżkę na wale i tu się jechało superancko i tak kilkanaście km.
Jak widać pustki były co dziwne bo był fajny letni wieczór, dla mnie lepiej, dopiero ze ścieżki zjechałem na moście Zwierzynieckim i tu pojechałem w prawo w kierunku Kamieniołomów na Zakrzówku tu fotki i tam szukałem noclegu i po niecałej godzince znalazłem nocleg na takiej łączce za pagórkami, tylko czasem ktoś chciał iść i szedł to udawałem że z kimś rozmawiam w namiocie gdy ja byłem na zewnątrz lub jak słyszałem głosy to siedziałem cicho a tu fotka noclegu Trochę był bałagan, ale w Hotelu 5 gwiazdkowym nie byłem a poniżej miejsce noclegu na mapie Mogłem też szukać noclegu np w Lasku Wolskim, jednak tam by było za dużo turystów bo tam Kopiec Kościuszki itd, mógłbym też szukać noclegu pod dachem, jednak po co brałem namiot i dlatego nocowałem tu, spało się całkiem miło i później nikt mi się nie kręcił i słyszałem tylko odgłosy miasta, jak nie było późno to sobie polaziłem po okolicy najbliższej a potem myć kolacja i lulu po 22. 4etap Kraków- Szczebrzusz 170km Wstałem i przeżyłem jednaj, coś lekko kropiło jednak, nie chciało mi się szybko wstawać a wstałem jakoś przed 7, na dworze ponuro i nieciekawie i sobie myślałem oby nie lało, sprawdziłem radary to pózniej miało się już wypogadzać na szczęscie, uporządkowałem rzeczy i włożyłem do sakw a pózniej coś czego nie lubie czyli składanie namiotu i pakowanie go, gdy już to zrobiłem i wyjechałem to cofnałem się do Kanionu i pojechałem do Skałek Twardowskiego i tu takim szlakiem i wyjechałem na ul Tynieckiej. Tu już ulicą w kierunku Centrum i Wisły, trochę nie popatrzyłem na mapę bo mogłem jechać do ul Praskiej, ale ciekawiły mnie te skałki Twardowskiego i sobie myśle jeszcze nie widzieli moich skałek jak bym zjadł Czeskie bułki ha ha, wracając do Tynieckiej, dojechałem do mostu Zwierzynieckiego a było też widac Kopiec Kościuszki
Tutaj pojechałem przez niego i ulicą Księcia józefa sobie popyrkałem dalej, tym razem lewą stroną Wisły, dojechałem koło rzeczki Rudawa, koło kościoła Augustyna i na Flisackiej
skręciłem na Bulwary Wiślane i tu już spokojnie sobie jechałem, ludzi mało
Bulwarami dojechałem do mostu Dębnickiego i tu nie jechałem od razu na Wawel a pośmigałem jeszcze po miescie czyli odbiłem w lewo na Aleje Krasinskiego i tu nawet kupiłem sobie słynny obwarzanek czy jak tu na niego mówią, następnie pokręciłem się tam trochę
Pózniej wróciłem w stronę Wisły
a tu ochroniarz gada że z rowerem nie wolno, przecież i tak bym nie jezdził tam tylko prowadził, zostawiłem więc na chwilę kobyłkę koło wejścia i poszedłem porobić fotki
Dobre i to, po fotkach wziąłem rower i pojechałem dalej już na Stare miasto
A tu wiadomo ludzi dużo
Tylko konie biedne stały tyle godzin wożąc dupe leniuchów! Gdy już objechałem cały Rynek to mogłem powoli opuszczać to miejsce jadąc ul Krakowską
A pózniej skręciłem na Podgórską a tu w lewo na fotcePózniej wjechałem na most Powstańców Śląskich, choć wcześniej była kładka żeby przejechać, jednak chciałem sobie wydłużyć traskę mostem tym dalej
Wreszcie był spokój od hałasu i tu sobie odpocząłem na ławce, przy osiedlu takim robiło się też coraz goręcej i mogłem ściagnąć długie łachy, mogłem te coś zjeść i po pauzie jadę dalej, ciesząc sie spokojem jeszcze bo pózniej znó wjechałem na jakiś czas do ruchliwego miejsca koło stadionu Tauron Arena Podjechałem tam kawałek w kierunku parku i cofnąłem się z powrotem ulicami Lema i pózniej Aleją Pokoju, prawą stroną Alei jechałem by skręcić pózniej do Centrum Handlowego, tu małe zakupy bo pózniej już nie będzie takich sklepów i mogłem ruszyć dalej, powoli opuszczając Kraków, przejechałem takim tunelem a przed tunelem samolocik sobie lądował no nie na mnie tylko na Balice.
Dalej kierowałem się w stronę Niepołomic , przekroczyłem znów most na Wiśle, patrzyłem na mapie że od tej galerii handlowej niedaleko była Wiślana trasa rowerowa , tylko wtedy w 2018 w tym miejscu jeszcze ja remontowali, opuściłem po jakichś paru km miastoZa mostem już jechałem wioskami i tu już skończył się wielkomiejski gwar a za to zaczęło wiać w twarz. Asfalty najpierw slabe a później oki, po niedługim czasie dojechałem do Niepołomic mimo że wcześniej był wjazd na Wiślana trasę to zarośnięty wtedy jeszcze i do centrum Niepołomic nie wjechałem sam nie wiem czemu, tylko minąłem miasteczko
Po zjedzeniu loda niestety musiałem się cofnąć tam i gdy dojechałem to nie pojechałem wałami tylko droga nr 964 w kierunku na Szczurową
Nie było tak daleko i ruch nie duży był a po drodze takie widoczkiByło widać góry i tak lajtowo dojechałem sobie do Szczurowej a tu nawet ładnie było
Nie stawałem tu dłużej, tylko na fotki i poleciałem dalej, ładnymi drogami na Zaborów a pózniej na Jadowniki, gdzie przed wioską mała pauza była, jakbym jechał wałami to pewno bym był wykńczony a tak nie było zle.Szybka przerwa była i teraz do promu w Wietrzychowicach,a po drodze takie budynki były
tutaj zawsze jadą uczestnicy Ultramaratonu Wisła 1200 też na ten prom jadą a czasem śpią koło niego, tak więc sam dojechałem do niego i pierwszy raz byłem nad Dunajcem, kurna myślałem ze ta rzeczka jest większa
Oddaje jej jednak honor za malowniczość i promem szybko się przeprawilem, nawet krówka byla, ale spokojnie nie sprzedawała mleka, tylko pasła się. Pięknie tu było, ruszyłem więc dalej i po kilkunastu km dojechałem do znanego Zalipia a czemu? Odp na fotach Prawda że pięknie? Nie wchodziłem do środka a foty zza płota robione, troszke tu postalem i następnie poleciałem dalej a obok były łany zbóż, do tego piękna letnia i wieczorną pogoda , nie było jeszcze tak pózno, więc był jeszcze czas na kręcenie. Do następnie miejscowości nie było daleko. A z góry spoglądały na mnie lub nie spoglądały Bociany.
Kawałek za Zalipiem był drogowskaz do Bolka, tam dojadę pózniej.Teraz jednak ja wolałem jechać do innej miejscowości następnej która nazywała się..... Świebodzin, tylko czegoś brakowało......czyli figury Chrystusa he he.A przed tą miejscowością był domek a tam takie cosik
Pięknie tu było aż żal było opuszczać to miejsce,po opuszczeniu Świebodzina, dojechałem do BolkaTu nie stawałem tylko prułem dalej, bo nie wiało i można było już normalnie jechać bez siłowania się z zefirem, opuściłem Bolesław i po niedługim czasie byłem innej gminieNiedaleko już było do Szczucina, warto było tedy jechac, chociążby dla krajobrazów i Zalipia w sumie to jechałem niedaleko Wiślanej trasy też, więc tragedii nie było że musiałbym nadrabiać np tuO nieee żadnych Skrzynek, prułem więc na Szczucin i po kilku kilosach już byłem jedną nogąDojeżdżałem malowniczym dojazdem bo po drodze fajnie zielono do wsi Lubasz a tam sobie Motolotnia latała
A pózniej już był Szczucin i dziwna tablica jakby 2 Szczuciny były a może to na Szczecin ha ha do Wisły i na północ?Jeszcze się nie spotkałem z taką sytuacją jak tu, minąłem SzczucinA po chwili dojechałem do Wisły i już byłem w Województwie Świętokrzyskim, pierwszy raz na rowerku
A pamiętacie znak Szczucin 90km? to teraz jest w 2 strone tyle, ot taka ciekawiostkaPózniej zjechałem z mostu i skręciłem w prawo, byłem blisko Pacanowa, jednak tam nie jechałem .Na chwilę tylko stanąłem przy takiej firmie bo pytałem się czy nie mają jakiegos dużego worka na namiot żeby przykryć, dał mi łepek jakiś szajs to oddałem a potem jechałem ta droga ponizej
Pózniej jakiś czas nie stawałem dopiero w jednej z wiosek były jabłka to nazrywałem, aha muszę pochwalić tutejsze asfalty, równiuśkie i ruch znikomy, trasy w sam raz dla rodzin z dziećmi i wioski klimatyczne były, coś superanckiego
Dojechałem do Gac Słupieckich
i tu szukałem noclegu, był taki sad jednak zabudowania były niedaleko i psy mnie czuły też że jestem bo ujadały to pojechałem na wał i tam się zadekowałem, nie było to wymarzone miejsce, trudno, ważne ż mogłem się rozbić.
O tam poniżej na fotkach miejsce rozbicia obozu a nachodziła też mgła i było brr, nawet zachód słonka zgniły był, oj Tatko gdzie ja trafił
,
Tak więc tu się rozbiłem, plus że nikt się tu nie kręcił, szkoda że lasów tu było mało, szybko się umyłem bo było tu chłodno, pózniej coś zjadłem i po 22 już zasnąłem 5 dzień wyprawy- Szczebrzusz- Biłgoraj. 167km Wstałem wcześnie rano a po wyjściu z namiotu a właściwie po zaglądnięciu zobaczyłem że jest słonecznie no i git, z resztą czułem w namoiocie że jakoś ciepło się zrobiło.
Po ogarnięciu się i umyciu, mogłem coś zjeść i o 7.17 mogłem ruszyć, zawsze rano ociężale mi się jedzie, tym razem nie cofałem się do Gac Słupieckich i do Szczebrzusza a pojechałem na Słupiec i kierunek północny wschód, czyli na Sandomierz, wiatr na razie lekki, lekko w buzie, czy facjate, jak kto woli. Zacząłem wolniej jazdę no bo gdzie mi się spieszyło i znów mijałem te malownicze wioski i tu jeszcze znikomy ruch samochodów co mnie cieszyło niezmiernie, jednak to do czasu było. Dojechałem do miejscowosci Nowa Wieś i tu też spokój, ech gdyby do Sandomierza tak bylo... Po około 10km musiałem już opuścić malownicze wioski koło Wisły bo dojechałem do Połańca tu mała pauza i pokrecilem się po mieście. Tu też nie spojrzałem na mapę bo dalej można było jechać bocznymi drogami, bo dość sporo ich było i to niedaleko Wisły, ech tak to jest po fakcie a tak to wjechałem na główną trasę , tu ruch jeszcze nie tak duży był na szczęście
Nigdzie nie stawałem bo w miarę fajnie się jechało , dopiero w Osieku stanąłem przed Lewiatanem, tu małe zakupy i jadę dalej
Dalej jechałem 79tką i po jakimś czasie byłem już koło ŁoniowaA pózniej minąłem tą miejscowość jednak nie stawałem, robiło się coraz goręcej a do tego jeszcze ten ruch tu, jakoś dawałem radę , dopiero stanąłem w Koprywnicy koło jakiegoś kąpieliska czy cosik
Mogłem się w sumie ochłodzić, ale pewno bym się tak po kąpieli rozleniwił że nie chciałoby mi się dalej jechać a tak to trochę tu odsapnąłem i ruszyłem dalej i dopiero musiałem stanąć na przystanku w miejscowości Samborzec i tu też dłuższa przerwa bo dziwnie mi się robiło od tego gorąca a tak to posiedziałem w cieniu i trochę pomogłoDobrze że do Sandomierza już blisko, po pauzie ruszyłem mijając grupy motocyklistów
A po chwili zaczęły się Sandomierskie sady i takie góreczki
Przed Strochcicami skręciłem w lewo i tu lekki podjazd a skręciłem bo miałem dość tej patelnii a tu było trochu cienia
Trochu tu robiłem kołoDo miasta jednak dojechałem z d.... strony jak to się mówi i po 2km byłem u Ojca MateuszaNiedaleko tablicy był nawet czołgPo obejrzeniu cacka ul Mickiewicza kierowałem się do centrum
, zahaczyłem o park w którym jeszcze będe siedział,
jednak o tym pózniej, minąłem go, niedaleko tego parku, przebrałem się w normalny podkoszulek i spodenki bo pózniej do banku muszę iść bo kasa wpłynęła z wypłaty, jednak bank otwierali pózniej, a przebrałem się na ul Reformackiej, po przebraniu się pojechałem w kierunku Starówki, mogłem pojechać w dół tą ulicą a tak pojechałem do głównej drogi do Mickiewicza i Zawichojskiej
i nastęnie tam dalej i niżej w prawo i już byłem na starówce przy wjezdzie
Na zamku kupiłem pamiątkę i pocztówkę i udałem się dalej. Z zameczku jechałem brukowaną droga koło parku z lewej i tam jeszcze sobie usiadłem Po przerwie powrót na Rynek. Długo tu nie siedziałem bo trzeba było do banku jechać, trochę ludzi było i trwało to, po odebraniu kasy, wróciłem dobrego parku wcześniejszego na chwilę . Posiedziałem, zjadłem coś i pojechałem dalej do takiego jakby baru ulicznego i tu zamówiłem sobie frytki , na fotce już po fakcie bo były zjedzone.
Opuściłem miasto ul Lwowską i wjechałem na Trześniowską i potem zaczęly sie lokalne wioski , przed miejscowością Trześń trochę zle pojechałem bo prosto zamiast w lewo, zorientowałem się jednak po kilkunastu metrach i pózniej już było oki. Pózniej droga spoko, tylko między wioskami Poręby Furmańskie a Grębowem, nocno wiało w twaarz , tu myślałem że chyba zrobie tu obóz gdzieś, jednak zobaczyłem taki tunel pod drogą między Grębowem a wsią Jamnicą i tam trochę odpocząłem i siły jakby wróciły, a pózniej trochę lasy osłoniły i do Stalowej Woli, fajno się już jechało i po około 8km dojechałem do Stalowej. Wjechałem na ul Komisji Edukacji Narodowej, cóż za nazwa osobliwa, tu szeroką aleją jadąc sciezka dojechałem pod duży market, gdzie poszedłem się przemyć, szybko to zrobiłem bo musiałem wrócić do rowera , bo miałem bagaże tam bez nadzoru, po pauzie ruszyłem dalej w kierunku centrum, dużo tu było ścieżek, głównie z polbruku, ale dobrze sfrezowanegoA ten polbruk wyglądał takW innych częściach miasta też było podobnie, po drodze minąłem fajny park
ładna nawet ta Stalowa, pokręciłem się chwilę i opuszczałem miasto, przy wyjezdzie z miasta była wyznaczona ścieżka rowerowa na drodze
a pózniej minąłem rzekę San
i byłem za miastem, było też kawałek polbruku
Dobrze że do Biłgoraja już niedaleko i dalszą droga bez historii, choć dłużyła mi się rlts drogą i najpierw jechdkem jeszcze boczna droga a później trochę głośniejsza np przez miejscowość ....Sól, długa to była miejscowość, po kilku km dojechałem do miasta i teraz szukałem noclegu, jadę sobie i jest jakiś hotel, pytam się takich dziadków po ile tu noc a oni że niby 70zl to idę do recepcji a pani mówi że 100zl! Drogo było, jednak było późno i nie chciało mi się szukac po mieście noclegu, choć pewno bym coś znalazł, poszedłem się rozpakować i mogłem podłączyć tel , jeszcze czajnik elektryczny sobie.....pożyczyłem z korytarza bo w pokoju nie było,a sam pokój wyglądał tak i był też telewizor.potem przebrałem się w ciuchy cywilne i poszedłem na zakupy, kawałek było od hotelu, ale trafiłem no i gdy wróciłem , chce włączyć telefon to wpisuje kod, myślałem że jest ok a tu błąd kodu pin i to 2 razy , a przecież niby pamiętałem, lub pisałem i przypadkowo cyfre inna dałem no i potem trzeba było podać kod puk, tu już byłem mega wkurzony bo nie znałem i co tu robić.
Popatrzyłem czy wszystko mam, związałem bagaż i mogłem ruszyć w kierunku na Zwierzyniec, po drodze przejechałem przez centrum Biłgoraja, kilka fot poniżej.
Fajne miłe miasteczko, nie chciało się jechać z rana, zawsze tak mam , dopiero później moce przerobowe u mnie działają Szybko opuściłem miasto ścieżka A za miastem jechałem trochę ruchliwą droga na Hedwiżyn, choć mogłem też jechać bocznymi drogami i wioskami, no trudno , dobrze że nie było daleko do Hedwizyna i do Zwierzyńca bo tam się udawałem też. Po kilkunastu km dotarłem do....
Nie stawałem w tej miejscowości tylko jechałem na Zwierzyniec. Mimo sporego ruchu źle się nie jechało, byłem na terenie Roztoczańskiego Parku Narodowego. i tak po kilku km dojechałem do ZwierzyńcaNiedaleko zrobiłem sobie jeszcze fotkę Po fotce udałem się do centrum miasteczka, tu akurat był dzień targowy i spory ruch, tylko w jednym miejscu było pusto. Do Zamościa stąd było 25km, szukałem jakiegoś skrótu do wsi Obrocz , bo tak to bym robił koło asfaltem nimi spojrzałem na Mapy.cz i znalazłem a skrót miał około 5km Droga nie była zła, nawet z sakwami przejechałem a w Obroczu były i Bociany i lato pełną gębą, teren cudny, tu mi coś do oka wpadło i wkurzało mnie to niesamowicie aż musiałem stanąć na przystanku za jedną z miejscowości i tu próbowałem wyjąć ciało obce.
Jednak nie dało rady i sobie myślę ,może wyjdzie ze łzami, mijały kolejne kilosy, po drodze mijałem sporo motorów, między innymi koło miejscowości Lipsko Super okolica było, extra zielono i jakieś bajorko było. Stanąłem 5km przed Zamościem, chciałem kupić chusteczki żeby wyjąć to z oka no i wchodzę do sklepu i była taka dmuchawa chłodząca włączona i jak z bicza strzelił, cholerstwo wyleciało mi z oka!! Uff jaka ulga🙂. Po wyjściu podjechała jakas starsza para na rowerach, okazało się że są z Niderlandów, nie miecz Holandii bo teraz mówimy i piszemy Niderlandy! A para wyglądała tak. Sympatyczni a rozmawialiśmy po Niemiecku, pytali się gdzie jadę i ja ich pytałem , chwilę pogadaliśmy i ruszyłem do Zamościa i po chwili już byłem
Przy wjeździe do miasta szału nie było, nierówne chodniki i typowy Polbruk szajsowaty, dość szybko zauważyłem taki park i już niedaleko było do Zamojskiego rynku ,więc tam się udawałem. Po dojechaniu do centrum kilka fot Zamojski rynek jak zwykle robi wrażenie, kolorowe kamienice, poprostu cud miód! Objechałem rynek i postanowiłem poszukać.....kafejki internetowej i znalazłem o tu na fotce po lewej stronie, to chyba nie była kafejka ,jednak mogłem działać.
Od razu wszedłem na Facebooka i napisałem do brata żeby mi podał mój kod Puk do telefonu no i po kilku minutach już mogłem odpalić telefon....uff byłem uratowany ha ha. Dałem jeszcze notkę na Fejsie że jestem w Zamościu i po takiej pauzie ruszyłem dalej , chwilę jeszcze zajrzałem na rynek i powoli jechałem już ma zachód w kierunku jeziora Nielisz, jechałem przez centrum miasta minąłem samolot i mamuta
Ruchliwe centrum minąłem, potem wjechałem na szeroką ścieżkę rowerową A pózniej już kawałek chodnikami i opuściłem Zamosć i teraz jechałem przez wsie Sitaniec, Boratycze, tutaj bez przygód było, do tego fajna pogoda bo wielkiego upału nie było i tak dotoczylem się do zalewu Nielisz, tam sobie stanąłem przy barierkach i miałem gościa odważnego , sami zobaczcie Bardzo odważny był ten Gołąb, nie odlatywał, nawet jak byłem blisko.
Postalem tu z 20 minut no i trza było ruszyć, teraz kierowałem się na miejscowość Krzczonów , gdzie mieszkała moja znajoma z Facebooka Ula, która pozdrawiam. Jechałem główna drogą, był tu szlak Green Velo a za wsią staje i przecieram oczy , tutaj ten region🙂 Okolica ładna tu jeszcze było trochę lasów, dojechałem do wsi Żółkiewka tu pauza przy sklepie , kupiłem wodę i coś do jedzenia i tak siedzę i jem , później odjeżdżam i patrzę że coś mi brakuje , 2 minuty minęły , patrzę nie mam aparatu, to tył zwrot pod sklep i był. Aparat leżał na takiej bocznej półce jakby i mało kto go widział , na fotce tam gdzie był kask. Uradowany mogłem jechać dalej podziwiając widoczki
Po około 4km skręciłem w boczną drogę w kierunku wsi Tokarówka a tu jakies podjazdy były i teren otwarty oraz wiatraki, do tego jakby pod wiatr było😲 aż Bocian się z tego śmiał
A okolica była taka
Powoli zacząłem się rozglądać za noclegiem, jeszcze za widnioka i na dziko a rozbiłem się za miejscowością Bochotnica na ul Puławskiej skręciłem w lewo w kierunku drogi po płytach na prom do Janowca i były krzaczory duże po prawej no i tam się wbiłem i mogłem rozłożyć namiot.
Wiadomo że w takich miejscach to trochę strach, dodam że np w Dreznie nocowałem pod filarami autostrady a w Warszawie pod mostem Siekierkowskim a tu nawet było cacy, gorzej miałem np miedzy Wiedniem a Tulln, gdzie ledwo co znalazłem nocleg na czyjejś posesji, oczywiście nie pytałem czy mogę, no ale ciemno było. Po rozbiciu się zrobiłem inwenteryzacje rzeczy i mogłem coś zjeść, dobrze że miałem lampke to widziałem co jem ha ha, a potem około 23 zaczeło grzmieć w oddali no i to był początek nawałki z nieba, bo około północy lało i pioruny waliły i grzmoty były niezłe. Około 1 w nocy wszystko poszło dalej m namiot wytrzymał i nie przeciekał, uff dzieki Bogu bo by było bagno, postanowiłem zrobić krótki spacerek no i po 2 zasnałem i tak skończył się dzionek. 7 Dzień- Bochotnica- Warszawa 183km Wstałem około 6 na szczęscie nie padało i nawet się przejaśniało, choć ciepło nie było a miejsce gdzie nocowałem wyglądało tak, oczywiście po złożeniu namiotu posprzątałem.
Najgorzej zmókł rower, chociaż się umył, ciężko było złożyć namiot bo był lekko mokrawy, jednak mus to mus, zjadłem też coś zanim złożyłem i potem musiałem ruszać, cofnąłem się tam gdzie jechałem wczoraj, jednak nie do szosy a do ścieżki polbrukowej na Puławy, widok na wzgórza po prawej był super
A sama scieżka wyglądała tak
Jak widać też bym znalazł tu miejsce na nocleg, choć tam było więcej krzaczorów, nie jechało się zle po tym polbruku, miejscowi coś uprawiali
Cisza spokój z dala od ulicy, czegóż chcieć więcej, szybko minęły te 7km i dojechałem do mostu w Puławach
A centrum Puław ominałem, jednak nie że specjalnie, bo zobaczyłem Biedronkę i od razu podjechałem kupić coś na ząb, aha sytuacja z wiatrem? no good była bo pod wiatr.
Taka okazała budowla była, po zakupach w Biedrze mogłem ruszyć dalej, tym razem w kierunku Pionek i Czarnej wsi gdzie zaprasza mnie super gość Romek , minąłem most na Wiśle i czekała mnie krótka wspinaczka na góre Puławską
Wiadomo ułomkiem nie jestem, nie chodzi tu o moją muskulaturę ha ha a o kondycje a lubie podjazdy to podjechałem sobie lajtowo no a pózniej była masakra bo do Zwolenia wiatr w mordę do tego ruch na Radom, po co ja się tu pchałem a mogłem polecieć na Helenów i Czarnolas
Miejscami jechałem siła woli, po drodze pożegnałem Województwo
Do Zwolenia miałem jeszcze 15km, a jest takie powiedzenie poszły kunie do Zwolenia, po drodze zrobiłem sobie przerwe na przystanku
Tutaj podjadłem trochę, rozmasowałem uda i po 15 minutach ruszyłem, trochę lepiej sie jechało i na szczęście przed Zwoleniem we wsi chyba Ługi
była ścieżka, oczywiście z polbruku, jednak to jakiś odpoczynek od tirów, no i tak dokulałem się do miasta
A w mieście jak ręką odjął już tak mocno nie wiało i jakby siły odzyskałem, pokręciłem się po mieście tu i tam i szukałem drogi w stronę na Pionki
Na chwilę stanąłem po wyjezdzie z miasta jeszcze raz
Jak widzicie nie miałem aż tak dużo bagaży, tyle co widać to mi starczyło, ruszyłem więc w kierunku na Pionki i za miejscowością Niwki już była strefa leśna i fajne asfalciki też miejscami
A pózniej mijałem wioski co sie nazywają jak u nas i widoczki też fajne były a byłem w Puszczy Kozienieckiej
Dojechałem do wsi Czarna Kolonia i tu niepotrzebnie się cofnałem do Helenowa
, pózniej Romek po mnie wyjechał no i już trafiło się do jego hacjendy, tu też mogłem się wykąpać, potem pogadaliśmy jakbyśmy się znali kupę lat, lubie takich ludzi, był obiadek, pózniej pyszna kawka i z 3 godz zleciały, fajnie się siedziało ,Romek to taki swój chłop, odpocząłem sobie i mogłem ruszyć dalej, jeszcze była fota przed domem
Romek akurat jechał do Pionek to jechaliśmy tam razem, pogoda się wyklarowała i robiło się nawet gorąco miejscami
Romek jechał do lekarza a ja dalej, pokierował mnie gdzie miałem jechać i po krótkiej rozmowie ruszyłem dalej i po wyjechaniu z miasta, kawałek jechałem główną drogą na Kozienice a potem skręciłem w lewo, gdzie dalej były lasy, super sprawa, czułem się jak u siebie w Lubuskim.
A poniżej te lasy i równe asfalty , minąłem Cecylówke, ruch malutki co mnie cieszyło bardzo
Jechałem bez postoju, dopiero zrobiłem postój po minięciu wsi Ursynów
Kawałek za wsią skończyły sie na jakiś czas lasy i było widać nawet Hutę Kozienice
A w jednym miejscu było pełno ptaków
Nie wiem skąd ich tam było aż tyle, fajne sielskie widoczki i ten spokój jeszcze tu był, po paru kilosach dojechałem do wsi Brzóza a tu był fajny kościół
A miałem też ryczeć jak Wół, jednak za daleko było
Dalsza trasa bez historii, spokojne pokonywanie kilometrów, minąłem rzeczkę Strugę Bobrownicka
i wjechałem do Głowaczowa, tu nie stawałem, tylko fotkę zrobiłem w locie i przejechałem przez taki Park w centrum
Typowe Mazowieckie miasteczko, opuściłem je szybko, dalej było bardzo ciepło co mnie cieszyło, dalsza droga to w kierunku Warki a jechałem drogą 730, było trochę ruchu, ale do przeżycia, w pewnym miejscu do miasta miałem 20km
Tu jeszcze trochę pól, jednak pózniej już znów były lasy i jechało się fajno, choć monotonnie, po około 8km zobaczyłem parking leśny i postanowiłem zrobić.........papierzaka ha ha, oczywiście nie na ławkę a dalej.
Posiedziałem tu z 20 minut, bo gdzie mi sie spieszyło, ruszyłem więc po przerwie dalej i trafiłem na znak
Boże tylko 8km a ja zrobiłem już więcej i co teraz, a nic zrobiłem fotkę i ruszyłem dalej w trasę, minąłem Zwierzyniec
okolica dalej ładna, dłużyła się ta droga do Warki, jednak udalo sie dojechać
Do samego centrum było jeszcze kawałeczek
Gdy dojechałem do miasta to była rundka po centrum, całkiem ładne to miasteczko.
Po drodze były jeszcze samoloty
Pośmigałem jeszcze troszkę i ruszyłem w stronę Góry Kalwarii
Byłem w królestwie sadów jabłkowych
i znów sie niebo chmurzyło w oddali co mnie niepokoiło
Właśnie pauze zrobiłem sobie w miejscowości Konary a własciwie za, koło Sadów https://www.google.pl/maps/@51.8790166,21.2191391,3a,75y,161.19h,79.92t/data=!3m6!1e1!3m4!1sX1jhVZtKT5JjvDpsGzeXTg!2e0!7i16384!8i8192
Obserwowałem lecące samoiloty, Warszawa już blisko
Po przerwie ruszyłem dalej, chciałem znalezć jakieś skróty żeby nie jechać główną drogą,więc pojechałem na
Dojeżdżam rolnika i go pytam jak tu na Warszawe dojechać skrótami a on że tu nie wyjade nigdzie , choć mapy cz pokazywały jakieś dróżki, no cóż trza na Kalwarię jechać, choć pewnie przez pipidówy bym wyjechał na Piaseczno, ale trudno cofnąłem sie i poleciałem główną na Kalwarię, ruch był spory, dojechałem jednak wreszcie, choć przed miastem był remont drogi, podjechałem pod sklep, usiadłem na jakichś schodach i odpoczywałem, pózniej zajechałem do innego sklepu, to miłe Panie sie pytały skąd jadę itd, chwaliły i podziwiały, pożegnałem sie i pośmigałem po mieście
Po opuszczeniu miasta mijałem wioski i byłem już koło Konstancina Jeziornej a tu fajna pogoda
słoneczko powoli się chowało i tak się kulałem do stolicy, tam kolega miał dla mnie niby nocleg, ale się nie odzywał, trudno, dojechałem do Konstancina tu nie stawałem, foty tylko w locie
A za Konstancinem wreszcie przedmieścia Warszawy i Wawa uff
Pałac kultury już był w zasięgu...wzroku
Wjechałem na szeroką ścieżke rowerową i dojechałem do prawie centrum
Pózniej już fociłem co nie co
Miedzy innymi minąłem dzielnice Wilanów, pojechałem dalej i trocchę niebo mnie zaniepokoiło
Tu sobie pomyślałem jak mnie złapie to będzie kaplica, no to jechałem dalej podziwiając miasto wieczorową porą
Super się jechało, dużo ścieżek było, pojezdziłem tu i tam, minąłem Sadybę ,Mokotów i wyjechałem na Grochowie, przez most Łazienkowski, że ja już tu w tel nie szukałem noclegu pod dachem
Tu na fotce wyżej próbowałem w jednym miejscu się rozbić bo była wnęka pod mostem, ale dalej jacyś ludzie się kręcili to ruszyłem dalej.
Pokręciłem się jeszcze do tego pózniej coś zaczeło padać, to nakręciłem na Gocław i most Siekierkowski, zjechałem pod most, popatrzyłem czy jest dobre miejsce i schowałem się za jeden z filarów, trudno ryzyk fizyk, tu już się nie spieszyłem z rozbiciem namiotu a padało już na dobre, miałem fart, namiot lekko wilgotny ale spiwór za to suchy ,materac jeszcze był dobry, nawet hałas samochodów mi nie przeszkadzał a miejsce było tu, fota z Google.
Ciemno było to nikt mnie nie widział na szczęscie, zmęczony byłem to szybko zasnąłem a spało się super i tak minął ostatni dzień wyprawy bo nazajutrz wracam pociągiem. 8 dzień wyprawy- Objazdówka po miescie 64km Wstałem około 6 rano, przebudzam się a tu z materaca powietrze uleciało , nie wiem czemu , może w nocy się rzucałem 🙂 trudno dobrze że to była ostatnia noc to materac zostawiłem, komuś się przyda jak sklei, zjadłem sniadanko szybko, co najważniejsze to rower stał dalej, choć strach był że ktoś zakosi. Zobaczyłem na telefonie że pociąg jest około 7.40. Zwinalem więc Majdan i mogłem ruszać , opuściłem most I już byłem z powrotem w cywilizacji 😲 na razie tu było pusto, wiadomo poranek. W drodze na dworzec zrobiłem kilka fotek fajnie tu mieli , u nas by mogły być takie ścieżki pod droga jak wyżej. A wyżej dzienny widok na Stadion Narodowy🙂 Widzialem też słynna palmę 🔥 Tutaj ruch już był spory. A tu ja, no trochę oczyska zmęczone, ale naprawdę mi się fajnie spało. A kolejka była spora i tak czekam i czekam i nie zdążyłem kupić bilety na ten poranny pociąg, bobsie grzebali ludzie, ech że szybciej nie ruszyłem, następna ciuchcia była dopiero po 18tej więc miałem cały dzień na zwiedzanie , szkoda że nikt ze znajomych z fb mnie nie zaprosił na kawkę. Trudno chociaż sobie zwiedze miasto jak na zawołanie to nawet słońce ☀️ wyszło , extra. Nie miałem pomysłu gdzie jeździć więc smigalem tu i tam, po jakimś czasie pojechałem do parku na Ochocie a później koło lotniska i po nowe skarpety na rynek i do Lidla niedaleko a poniżej kilka fotek W tym parku fajno sobie odpoczalem 2 razy tu byłem. Wróciła cywilizacja , tu jechałem w kierunku lotniska , nie lubię takiego wielkomiejskiego ruchu szczerze powiem.
Tubpowyzej zajechałem na ten ryneczek , potem pojechałem zobaczyć koło lotniska i uchwyciłem Po paru minutach wróciłem na Ochotę a tu był taki bar mleczny więc zaszedłem i zjadłem Po popasie znów pojechałem do tego parku i też sobie posiedziałem , nawet coś zaczęło grzmieć , ale chyba pójdzie bokiem i tak było. Po pół godzinie pojechałem dalej, byłem np w Łazienkach i koło Belwederu a później pojechałem bliżej ścisłego centrum. A powyżej to stadion Legii Warszawa. A po przekroczeniu Wisły byłem przy stadionie Narodowym
a po około 5 minutach później zączeło padać więc szybka zwijka pod dach na szczęście długo nie lało i pojechałem tam prosto i później znów na most i na Warszawską starówkę a tam jacyś wazniacy byli przy Zamku Królewskim. Zanim jednak starówka to jeszcze musiała być Syrenka szkoda że nie model 105🙂. Mokro było, ale miałem błotniki Trochę się nakrążylem zanim dojechałem tam na starówkę , bo był jakiś remont koło starówki. Tu był właśnie remont lub remąt. Jak wspominałem koło Zamku było Ważne że zobaczyłem Zamek i po pauzie nawrót czyli pojechałem między innymi koło grobu Nieznanego Zolnierza i nawet koło Sejmu a później koło Mariottu do jakiegoś parku, jeszcze był czas to trochę posiedziałem tam, następnie już podjechałem na dworzec i tam się kręciłem do 18tej. A tu wyżej jakaś budka z Kebabem. I tak dobiegło moje 8 dni wyprawy , odwiedziłem znajomych z fejsa, oprócz przygody z telefonem i burza nad Wisłą , ogólnie było extra , a co do pociągu tobwagon był nieprzystosowany do przewozu rowerów o byłem w ostatnim wagonie i musiałem stać i kucać przez 6 godzin i około północy byłem w domu . Dziękuję wszystkim za przeczytanie bloga, sorki że nie ładnie stylistycznie czyli nie równo od lewej ale ważne że napisane🙂
Jednak nie dało rady i sobie myślę ,może wyjdzie ze łzami, mijały kolejne kilosy, po drodze mijałem sporo motorów, między innymi koło miejscowości Lipsko Super okolica było, extra zielono i jakieś bajorko było. Stanąłem 5km przed Zamościem, chciałem kupić chusteczki żeby wyjąć to z oka no i wchodzę do sklepu i była taka dmuchawa chłodząca włączona i jak z bicza strzelił, cholerstwo wyleciało mi z oka!! Uff jaka ulga🙂. Po wyjściu podjechała jakas starsza para na rowerach, okazało się że są z Niderlandów, nie miecz Holandii bo teraz mówimy i piszemy Niderlandy! A para wyglądała tak. Sympatyczni a rozmawialiśmy po Niemiecku, pytali się gdzie jadę i ja ich pytałem , chwilę pogadaliśmy i ruszyłem do Zamościa i po chwili już byłem
Przy wjeździe do miasta szału nie było, nierówne chodniki i typowy Polbruk szajsowaty, dość szybko zauważyłem taki park i już niedaleko było do Zamojskiego rynku ,więc tam się udawałem. Po dojechaniu do centrum kilka fot Zamojski rynek jak zwykle robi wrażenie, kolorowe kamienice, poprostu cud miód! Objechałem rynek i postanowiłem poszukać.....kafejki internetowej i znalazłem o tu na fotce po lewej stronie, to chyba nie była kafejka ,jednak mogłem działać.
Od razu wszedłem na Facebooka i napisałem do brata żeby mi podał mój kod Puk do telefonu no i po kilku minutach już mogłem odpalić telefon....uff byłem uratowany ha ha. Dałem jeszcze notkę na Fejsie że jestem w Zamościu i po takiej pauzie ruszyłem dalej , chwilę jeszcze zajrzałem na rynek i powoli jechałem już ma zachód w kierunku jeziora Nielisz, jechałem przez centrum miasta minąłem samolot i mamuta
Ruchliwe centrum minąłem, potem wjechałem na szeroką ścieżkę rowerową A pózniej już kawałek chodnikami i opuściłem Zamosć i teraz jechałem przez wsie Sitaniec, Boratycze, tutaj bez przygód było, do tego fajna pogoda bo wielkiego upału nie było i tak dotoczylem się do zalewu Nielisz, tam sobie stanąłem przy barierkach i miałem gościa odważnego , sami zobaczcie Bardzo odważny był ten Gołąb, nie odlatywał, nawet jak byłem blisko.
Postalem tu z 20 minut no i trza było ruszyć, teraz kierowałem się na miejscowość Krzczonów , gdzie mieszkała moja znajoma z Facebooka Ula, która pozdrawiam. Jechałem główna drogą, był tu szlak Green Velo a za wsią staje i przecieram oczy , tutaj ten region🙂 Okolica ładna tu jeszcze było trochę lasów, dojechałem do wsi Żółkiewka tu pauza przy sklepie , kupiłem wodę i coś do jedzenia i tak siedzę i jem , później odjeżdżam i patrzę że coś mi brakuje , 2 minuty minęły , patrzę nie mam aparatu, to tył zwrot pod sklep i był. Aparat leżał na takiej bocznej półce jakby i mało kto go widział , na fotce tam gdzie był kask. Uradowany mogłem jechać dalej podziwiając widoczki
Po około 4km skręciłem w boczną drogę w kierunku wsi Tokarówka a tu jakies podjazdy były i teren otwarty oraz wiatraki, do tego jakby pod wiatr było😲 aż Bocian się z tego śmiał
A okolica była takaWięc miało prawo wiać, jednak do koleżanki już było blisko ,w sumie były 3 Krzczonowy bo 1, 2 i 3 he he a po drodze był taki budynek i nawet zjazd był , teren extra Wreszcie dojechałem do miejscowości, bardzo ładnej z resztą
Także tu zrobiłem małe koło bo jechałem według drogowskazów zamiast spojrzec w tel
Pierwotnie miałem jechać na Nałęczów, jednak coraz pózniejsza pora zmusiła mnie jechać na Kazimierz Dolny
A po drodze były takie widoczki, ruch samochodowy malutki, tylko wiatr trochę upierdliwy był.
I jeszcze ciekawostka, byłem w Opolskiem
Do Kazimierza dojechałem już można powiedzieć za ciemniości prawie he he
Fajny był zjazd do centrum,
turystów oczywiście dużo, na noclegi pod dachem sie nie nastawiałem, bo wiedziałem że będzie ciężko coś znalezć, choć mogłem odwiedzić kemping, mogłem w sumie popytać ludzi. Tak to pojechałem do bulwarów Wiślanych, pokręciłem się tu i tam
Teraz szukałem nr domu Uli na Mapy.cz i po chwili dojechałem, poczekałem chwilę na podwórku, też ładnym , długo na Ulę nie czekałem bo po chwili wyszła.
Czekałem na nią na krzesełku a w domku mogłem się odświeżyć, więc się wykąpałem, wstawiam noge do wody a tam jakby mnie prąd kopnął, tak gorąca woda była, to sobie dolałem chłodnej wody i było cacy. Po kąpieli zjedliśmy obiadek, fajny miała widoczek z okna, posiedzielismy jeszcze troszke i 2 godz szybko minęły, trza było ruszac dalej, Ula postanowiła mnie troche odprowadzić.
Ruszyliśmy więc w kierunku na Bychawę, było akurat z wiatrem co mnie ucieszyło.
Fajno się jechało a po drodze myślałem że juz jestem w domu bo była Zielona, jednak nie ta ha ha
Szybko wioskę mineliśmy, dalsza droga bez przygód, dopiero staneliśmy przy takich figurkach, zrobiłem fotę i ruszyliśmy dalej
Okolica fajna, pierwszy raz byłem na Lubelszczyznie, po kilku kilosach dojechalismy do Bychawy, tu przerw nie robiliśmy
Za miastem był nawet fajny zjazd i tu zwiększyliśmy speeeeed
Kawałek za miastem Ula nawróciła do domku, podziękowałem za gościnę i ruszyłem w kierunku na północny zachód, bo jechałem w stronę Kazimierza Dolnego i na Bełżyce, zaczęło się coś chmurzyć na horyzoncie
Po drodzę znów był Zakrzówek, ale tam do niego było 13km, pózniej do wsi Kajetanówka był lekki zjazd a z przeciwka jechała kobieta dośc dziarsko
Dalsza droga też łatwo poszła, dojechałem do krzyżówek dróg czyli musiałem przeciąć drogę S19 i potem znów miałem spokój, dłuższą przerwe zrobiłem dopiero w Niedrzwicy Dużej, cóż za nazwa dla Obcokrajowców idealna do wymowy, stanąłem przy piekarni
Pyszne były drożdżóweczki tylko że drogie! Robiło sie zimniej, więc długo tu nie zabawiłem, kawałek za piekarnią zapraszali na fejsa
Pewno chodziło o coś innego, ale kto wie, zrobiłem focie i jadę dalej i po paru km dojechałem do Bełżyc, jak widac na fotce troche było pochmurno, jednak jeszcze nie padało.
W mieście nie stawałem, tylko ze zrobiłem małe koło, bo zamiast skręcić w lewo w Lubelską to pojechałem prosto ul Wesołą, na szczescie potem znów trafiłem do punktu wyjścia
Tutaj dość szybko wyjechałem z miasta i znów były pola i mało lasówCzekałem na nią na krzesełku a w domku mogłem się odświeżyć, więc się wykąpałem, wstawiam noge do wody a tam jakby mnie prąd kopnął, tak gorąca woda była, to sobie dolałem chłodnej wody i było cacy. Po kąpieli zjedliśmy obiadek, fajny miała widoczek z okna, posiedzielismy jeszcze troszke i 2 godz szybko minęły, trza było ruszac dalej, Ula postanowiła mnie troche odprowadzić.
Ruszyliśmy więc w kierunku na Bychawę, było akurat z wiatrem co mnie ucieszyło.
Fajno się jechało a po drodze myślałem że juz jestem w domu bo była Zielona, jednak nie ta ha ha
Szybko wioskę mineliśmy, dalsza droga bez przygód, dopiero staneliśmy przy takich figurkach, zrobiłem fotę i ruszyliśmy dalej
Okolica fajna, pierwszy raz byłem na Lubelszczyznie, po kilku kilosach dojechalismy do Bychawy, tu przerw nie robiliśmy
Za miastem był nawet fajny zjazd i tu zwiększyliśmy speeeeed
Kawałek za miastem Ula nawróciła do domku, podziękowałem za gościnę i ruszyłem w kierunku na północny zachód, bo jechałem w stronę Kazimierza Dolnego i na Bełżyce, zaczęło się coś chmurzyć na horyzoncie
Po drodzę znów był Zakrzówek, ale tam do niego było 13km, pózniej do wsi Kajetanówka był lekki zjazd a z przeciwka jechała kobieta dośc dziarsko
Dalsza droga też łatwo poszła, dojechałem do krzyżówek dróg czyli musiałem przeciąć drogę S19 i potem znów miałem spokój, dłuższą przerwe zrobiłem dopiero w Niedrzwicy Dużej, cóż za nazwa dla Obcokrajowców idealna do wymowy, stanąłem przy piekarni
Pyszne były drożdżóweczki tylko że drogie! Robiło sie zimniej, więc długo tu nie zabawiłem, kawałek za piekarnią zapraszali na fejsa
Pewno chodziło o coś innego, ale kto wie, zrobiłem focie i jadę dalej i po paru km dojechałem do Bełżyc, jak widac na fotce troche było pochmurno, jednak jeszcze nie padało.
W mieście nie stawałem, tylko ze zrobiłem małe koło, bo zamiast skręcić w lewo w Lubelską to pojechałem prosto ul Wesołą, na szczescie potem znów trafiłem do punktu wyjścia
Także tu zrobiłem małe koło bo jechałem według drogowskazów zamiast spojrzec w tel
Pierwotnie miałem jechać na Nałęczów, jednak coraz pózniejsza pora zmusiła mnie jechać na Kazimierz Dolny
A po drodze były takie widoczki, ruch samochodowy malutki, tylko wiatr trochę upierdliwy był.
I jeszcze ciekawostka, byłem w Opolskiem
Do Kazimierza dojechałem już można powiedzieć za ciemniości prawie he he
Fajny był zjazd do centrum,
turystów oczywiście dużo, na noclegi pod dachem sie nie nastawiałem, bo wiedziałem że będzie ciężko coś znalezć, choć mogłem odwiedzić kemping, mogłem w sumie popytać ludzi. Tak to pojechałem do bulwarów Wiślanych, pokręciłem się tu i tam
Powoli zacząłem się rozglądać za noclegiem, jeszcze za widnioka i na dziko a rozbiłem się za miejscowością Bochotnica na ul Puławskiej skręciłem w lewo w kierunku drogi po płytach na prom do Janowca i były krzaczory duże po prawej no i tam się wbiłem i mogłem rozłożyć namiot.
Wiadomo że w takich miejscach to trochę strach, dodam że np w Dreznie nocowałem pod filarami autostrady a w Warszawie pod mostem Siekierkowskim a tu nawet było cacy, gorzej miałem np miedzy Wiedniem a Tulln, gdzie ledwo co znalazłem nocleg na czyjejś posesji, oczywiście nie pytałem czy mogę, no ale ciemno było. Po rozbiciu się zrobiłem inwenteryzacje rzeczy i mogłem coś zjeść, dobrze że miałem lampke to widziałem co jem ha ha, a potem około 23 zaczeło grzmieć w oddali no i to był początek nawałki z nieba, bo około północy lało i pioruny waliły i grzmoty były niezłe. Około 1 w nocy wszystko poszło dalej m namiot wytrzymał i nie przeciekał, uff dzieki Bogu bo by było bagno, postanowiłem zrobić krótki spacerek no i po 2 zasnałem i tak skończył się dzionek. 7 Dzień- Bochotnica- Warszawa 183km Wstałem około 6 na szczęscie nie padało i nawet się przejaśniało, choć ciepło nie było a miejsce gdzie nocowałem wyglądało tak, oczywiście po złożeniu namiotu posprzątałem.
Najgorzej zmókł rower, chociaż się umył, ciężko było złożyć namiot bo był lekko mokrawy, jednak mus to mus, zjadłem też coś zanim złożyłem i potem musiałem ruszać, cofnąłem się tam gdzie jechałem wczoraj, jednak nie do szosy a do ścieżki polbrukowej na Puławy, widok na wzgórza po prawej był super
A sama scieżka wyglądała tak
Jak widać też bym znalazł tu miejsce na nocleg, choć tam było więcej krzaczorów, nie jechało się zle po tym polbruku, miejscowi coś uprawiali
Cisza spokój z dala od ulicy, czegóż chcieć więcej, szybko minęły te 7km i dojechałem do mostu w Puławach
A centrum Puław ominałem, jednak nie że specjalnie, bo zobaczyłem Biedronkę i od razu podjechałem kupić coś na ząb, aha sytuacja z wiatrem? no good była bo pod wiatr.
Taka okazała budowla była, po zakupach w Biedrze mogłem ruszyć dalej, tym razem w kierunku Pionek i Czarnej wsi gdzie zaprasza mnie super gość Romek , minąłem most na Wiśle i czekała mnie krótka wspinaczka na góre Puławską
Wiadomo ułomkiem nie jestem, nie chodzi tu o moją muskulaturę ha ha a o kondycje a lubie podjazdy to podjechałem sobie lajtowo no a pózniej była masakra bo do Zwolenia wiatr w mordę do tego ruch na Radom, po co ja się tu pchałem a mogłem polecieć na Helenów i Czarnolas
Do Zwolenia miałem jeszcze 15km, a jest takie powiedzenie poszły kunie do Zwolenia, po drodze zrobiłem sobie przerwe na przystanku
Tutaj podjadłem trochę, rozmasowałem uda i po 15 minutach ruszyłem, trochę lepiej sie jechało i na szczęście przed Zwoleniem we wsi chyba Ługi
była ścieżka, oczywiście z polbruku, jednak to jakiś odpoczynek od tirów, no i tak dokulałem się do miasta
A w mieście jak ręką odjął już tak mocno nie wiało i jakby siły odzyskałem, pokręciłem się po mieście tu i tam i szukałem drogi w stronę na Pionki
Na chwilę stanąłem po wyjezdzie z miasta jeszcze raz
Jak widzicie nie miałem aż tak dużo bagaży, tyle co widać to mi starczyło, ruszyłem więc w kierunku na Pionki i za miejscowością Niwki już była strefa leśna i fajne asfalciki też miejscami
A pózniej mijałem wioski co sie nazywają jak u nas i widoczki też fajne były a byłem w Puszczy Kozienieckiej
Dojechałem do wsi Czarna Kolonia i tu niepotrzebnie się cofnałem do Helenowa
, pózniej Romek po mnie wyjechał no i już trafiło się do jego hacjendy, tu też mogłem się wykąpać, potem pogadaliśmy jakbyśmy się znali kupę lat, lubie takich ludzi, był obiadek, pózniej pyszna kawka i z 3 godz zleciały, fajnie się siedziało ,Romek to taki swój chłop, odpocząłem sobie i mogłem ruszyć dalej, jeszcze była fota przed domem
Romek akurat jechał do Pionek to jechaliśmy tam razem, pogoda się wyklarowała i robiło się nawet gorąco miejscami
Romek jechał do lekarza a ja dalej, pokierował mnie gdzie miałem jechać i po krótkiej rozmowie ruszyłem dalej i po wyjechaniu z miasta, kawałek jechałem główną drogą na Kozienice a potem skręciłem w lewo, gdzie dalej były lasy, super sprawa, czułem się jak u siebie w Lubuskim.
A poniżej te lasy i równe asfalty , minąłem Cecylówke, ruch malutki co mnie cieszyło bardzo
Kawałek za wsią skończyły sie na jakiś czas lasy i było widać nawet Hutę Kozienice
A w jednym miejscu było pełno ptaków
A miałem też ryczeć jak Wół, jednak za daleko było
Dalsza trasa bez historii, spokojne pokonywanie kilometrów, minąłem rzeczkę Strugę Bobrownicka
i wjechałem do Głowaczowa, tu nie stawałem, tylko fotkę zrobiłem w locie i przejechałem przez taki Park w centrum
Typowe Mazowieckie miasteczko, opuściłem je szybko, dalej było bardzo ciepło co mnie cieszyło, dalsza droga to w kierunku Warki a jechałem drogą 730, było trochę ruchu, ale do przeżycia, w pewnym miejscu do miasta miałem 20km
Tu jeszcze trochę pól, jednak pózniej już znów były lasy i jechało się fajno, choć monotonnie, po około 8km zobaczyłem parking leśny i postanowiłem zrobić.........papierzaka ha ha, oczywiście nie na ławkę a dalej.
Posiedziałem tu z 20 minut, bo gdzie mi sie spieszyło, ruszyłem więc po przerwie dalej i trafiłem na znak
Boże tylko 8km a ja zrobiłem już więcej i co teraz, a nic zrobiłem fotkę i ruszyłem dalej w trasę, minąłem Zwierzyniec
okolica dalej ładna, dłużyła się ta droga do Warki, jednak udalo sie dojechać
Do samego centrum było jeszcze kawałeczek
Gdy dojechałem do miasta to była rundka po centrum, całkiem ładne to miasteczko.
Po drodze były jeszcze samoloty
Pośmigałem jeszcze troszkę i ruszyłem w stronę Góry Kalwarii
Byłem w królestwie sadów jabłkowych
i znów sie niebo chmurzyło w oddali co mnie niepokoiło
Właśnie pauze zrobiłem sobie w miejscowości Konary a własciwie za, koło Sadów https://www.google.pl/maps/@51.8790166,21.2191391,3a,75y,161.19h,79.92t/data=!3m6!1e1!3m4!1sX1jhVZtKT5JjvDpsGzeXTg!2e0!7i16384!8i8192
Obserwowałem lecące samoiloty, Warszawa już blisko
Po przerwie ruszyłem dalej, chciałem znalezć jakieś skróty żeby nie jechać główną drogą,więc pojechałem na
Dojeżdżam rolnika i go pytam jak tu na Warszawe dojechać skrótami a on że tu nie wyjade nigdzie , choć mapy cz pokazywały jakieś dróżki, no cóż trza na Kalwarię jechać, choć pewnie przez pipidówy bym wyjechał na Piaseczno, ale trudno cofnąłem sie i poleciałem główną na Kalwarię, ruch był spory, dojechałem jednak wreszcie, choć przed miastem był remont drogi, podjechałem pod sklep, usiadłem na jakichś schodach i odpoczywałem, pózniej zajechałem do innego sklepu, to miłe Panie sie pytały skąd jadę itd, chwaliły i podziwiały, pożegnałem sie i pośmigałem po mieście
Po opuszczeniu miasta mijałem wioski i byłem już koło Konstancina Jeziornej a tu fajna pogoda
słoneczko powoli się chowało i tak się kulałem do stolicy, tam kolega miał dla mnie niby nocleg, ale się nie odzywał, trudno, dojechałem do Konstancina tu nie stawałem, foty tylko w locie
A za Konstancinem wreszcie przedmieścia Warszawy i Wawa uff
Pałac kultury już był w zasięgu...wzroku
Wjechałem na szeroką ścieżke rowerową i dojechałem do prawie centrum
Pózniej już fociłem co nie co
Miedzy innymi minąłem dzielnice Wilanów, pojechałem dalej i trocchę niebo mnie zaniepokoiło
Tu sobie pomyślałem jak mnie złapie to będzie kaplica, no to jechałem dalej podziwiając miasto wieczorową porą
Super się jechało, dużo ścieżek było, pojezdziłem tu i tam, minąłem Sadybę ,Mokotów i wyjechałem na Grochowie, przez most Łazienkowski, że ja już tu w tel nie szukałem noclegu pod dachem
Tu na fotce wyżej próbowałem w jednym miejscu się rozbić bo była wnęka pod mostem, ale dalej jacyś ludzie się kręcili to ruszyłem dalej.
Pokręciłem się jeszcze do tego pózniej coś zaczeło padać, to nakręciłem na Gocław i most Siekierkowski, zjechałem pod most, popatrzyłem czy jest dobre miejsce i schowałem się za jeden z filarów, trudno ryzyk fizyk, tu już się nie spieszyłem z rozbiciem namiotu a padało już na dobre, miałem fart, namiot lekko wilgotny ale spiwór za to suchy ,materac jeszcze był dobry, nawet hałas samochodów mi nie przeszkadzał a miejsce było tu, fota z Google.
Ciemno było to nikt mnie nie widział na szczęscie, zmęczony byłem to szybko zasnąłem a spało się super i tak minął ostatni dzień wyprawy bo nazajutrz wracam pociągiem. 8 dzień wyprawy- Objazdówka po miescie 64km Wstałem około 6 rano, przebudzam się a tu z materaca powietrze uleciało , nie wiem czemu , może w nocy się rzucałem 🙂 trudno dobrze że to była ostatnia noc to materac zostawiłem, komuś się przyda jak sklei, zjadłem sniadanko szybko, co najważniejsze to rower stał dalej, choć strach był że ktoś zakosi. Zobaczyłem na telefonie że pociąg jest około 7.40. Zwinalem więc Majdan i mogłem ruszać , opuściłem most I już byłem z powrotem w cywilizacji 😲 na razie tu było pusto, wiadomo poranek. W drodze na dworzec zrobiłem kilka fotek fajnie tu mieli , u nas by mogły być takie ścieżki pod droga jak wyżej. A wyżej dzienny widok na Stadion Narodowy🙂 Widzialem też słynna palmę 🔥 Tutaj ruch już był spory. A tu ja, no trochę oczyska zmęczone, ale naprawdę mi się fajnie spało. A kolejka była spora i tak czekam i czekam i nie zdążyłem kupić bilety na ten poranny pociąg, bobsie grzebali ludzie, ech że szybciej nie ruszyłem, następna ciuchcia była dopiero po 18tej więc miałem cały dzień na zwiedzanie , szkoda że nikt ze znajomych z fb mnie nie zaprosił na kawkę. Trudno chociaż sobie zwiedze miasto jak na zawołanie to nawet słońce ☀️ wyszło , extra. Nie miałem pomysłu gdzie jeździć więc smigalem tu i tam, po jakimś czasie pojechałem do parku na Ochocie a później koło lotniska i po nowe skarpety na rynek i do Lidla niedaleko a poniżej kilka fotek W tym parku fajno sobie odpoczalem 2 razy tu byłem. Wróciła cywilizacja , tu jechałem w kierunku lotniska , nie lubię takiego wielkomiejskiego ruchu szczerze powiem.
Tubpowyzej zajechałem na ten ryneczek , potem pojechałem zobaczyć koło lotniska i uchwyciłem Po paru minutach wróciłem na Ochotę a tu był taki bar mleczny więc zaszedłem i zjadłem Po popasie znów pojechałem do tego parku i też sobie posiedziałem , nawet coś zaczęło grzmieć , ale chyba pójdzie bokiem i tak było. Po pół godzinie pojechałem dalej, byłem np w Łazienkach i koło Belwederu a później pojechałem bliżej ścisłego centrum. A powyżej to stadion Legii Warszawa. A po przekroczeniu Wisły byłem przy stadionie Narodowym
a po około 5 minutach później zączeło padać więc szybka zwijka pod dach na szczęście długo nie lało i pojechałem tam prosto i później znów na most i na Warszawską starówkę a tam jacyś wazniacy byli przy Zamku Królewskim. Zanim jednak starówka to jeszcze musiała być Syrenka szkoda że nie model 105🙂. Mokro było, ale miałem błotniki Trochę się nakrążylem zanim dojechałem tam na starówkę , bo był jakiś remont koło starówki. Tu był właśnie remont lub remąt. Jak wspominałem koło Zamku było Ważne że zobaczyłem Zamek i po pauzie nawrót czyli pojechałem między innymi koło grobu Nieznanego Zolnierza i nawet koło Sejmu a później koło Mariottu do jakiegoś parku, jeszcze był czas to trochę posiedziałem tam, następnie już podjechałem na dworzec i tam się kręciłem do 18tej. A tu wyżej jakaś budka z Kebabem. I tak dobiegło moje 8 dni wyprawy , odwiedziłem znajomych z fejsa, oprócz przygody z telefonem i burza nad Wisłą , ogólnie było extra , a co do pociągu tobwagon był nieprzystosowany do przewozu rowerów o byłem w ostatnim wagonie i musiałem stać i kucać przez 6 godzin i około północy byłem w domu . Dziękuję wszystkim za przeczytanie bloga, sorki że nie ładnie stylistycznie czyli nie równo od lewej ale ważne że napisane🙂.png)















.png)

.png)














.png)



























.png)











































































.png)
Komentarze
Prześlij komentarz