Wyprawa do Przemyśla i nawrót.
Wyprawa do Przemyśla i powrót 5- 16czerwca 2023 Witam wszystkich czytających i zapraszam do poczytania mojej kolejnej Baśni, tym razem postanowiłem pojechać do Przemyśla i nawrót do domku, tylko teraz byłem wygodny i do Wrocławia podjechałem pociągiem, gdyż znam trasę do Wrocka i nie chciało mi sie telepać po znanych dziurach. 1dzien wyprawy 5.06.2023 Wstałem juz o 4, dobrze że dzień wcześniej sobie spakowałem rzeczy itd, tym razem byłem lepiej przyszykowany bo miałem 3 powerbanki i nawet pompke do materaca! Pociag miałem 0 5. 28 jakos, wstałem więc odpowiednio wcześniej i mogłem zjeść śniadanko i ruszyłem na pkp a odprowadzała mnie mama bo mówi a przejadę się, więc pojechali my. Na peronie pustawo, tu fota jak jeszcze pociąg nie podjechał
Po paru minutach tgv podjechało, ale drzwi były zamknięte, dopiero po 10 minutach można było wsiąść Tradycyjnie na Wrocek jezdzi Polregio taką stodołą, ale miałem gdzie usiąść na szczęście a czemu jechałem pociągiem? bo trase rowerem juz jechałem i nie chciało mi się drałować znów. Trochę dłużyła się podróż, ludzi mało, dopiero w Brzegu Dolnym ludzi przybywało, tyłek troche bolał od tego fotela ajć ajć, około 8.50 dojechałem do Wrocka, wreszcie mogłem usiąść na rower z pod dworca
Pogoda elegancka jak widać na fotkach, tylko jak na złość pod wiatr będzie, ale to nic, pewnie myślicie że pojadę na rynek? a tu zonk bo z pod dworca kierowałem się już na trase czyli w kierunku na Bienkowo i Zacharzyce, jednak najpierw mijałem ulice Wrocka, trochę dziur było, jednak najgorsze było potem! Bo był straszny bruk.
A ten bruk był jeszcze gorszy niż u nas w Niegosławicach, na szczęscie długo nim nie jechałem i zrobiłem sobie pauze na filmik i trza było galoty długie ściągnąć bo było za ciepło a jak wiecie nie należe do Syberyjczyków co łażą w czapkach przy plus 17 stopniach. Tutaj nakręciłem też krótki filmik. Jak widzicie trochę szpeju wiozłem, po 20 minutach pojechałem dalej w stronę wsi Św Katarzyna czyli bocznymi drogami w stronę Oławy Minąłem Sulimów i Zębice i dojechałem do głównej drogi na Oławę a tu ruch spory a do Oławy około 30km, masakra i do tego pod wiatr. Masakrycznie sie jechało, tiry jadące z przeciwka nie ułatwiały zadania, jednak jakoś dojechałem do tej Oławy W miescie pojechałem w kierunku centrum, lekko naokoło bo nie miałem mapy na tel przy kierownicy, jednak drogowskazy mnie pokierowały, pokręciłem sie koło rynku, macie kilka fotek
Pustawo jakos było na tym rynku, więc nie siedziałem tu długo i ruszyłem dalej na miejscowość Gać a ja jechałem na krótkie gacie więc było w sam raz, jakoś siły odzyskałem więc zle się nie jechało i w sumie z Wrocka mogłem jechać lewą stroną Odry, byłoby spokojniej od aut, ale pewnie drogi dziurawsze, wybrałem tak, trudno. Za miastem znów wbiłem się na tą główną drogę i tym razem na Brzeg jechałem
i przed Zielęcicami juz skręciłem w lewo z głównej drogi i........ dziurawa droga się zaczęła , jednak potem już była ścieżka rowerowa, byłem też w gminie Skalbimierz
Po scieżce już sie jechało cycuś glancuś i tak dojechałem do miasta a tu już byłem na innej wyprawie i postanowiłem pojechać do parku, odpocząć i tel naładować, powerbankiem, robiło się gorąco
Fajno sie siedziało i między drzewami fajny chłodek, tylko dzieciaki hałasowały niedaleko, posiedziałem tu z godzinke, następnie zajechałem na chwilę na rynek
Następnie ruszyłem w kierunku zabytkowego mostu na Odrze, sami zobaczcieZatrzymałem się na chwilkę by zrobić focisze, było gorąco, do tego nieznośny wiatr pod który będę jechał a w parku długo myślałem czy jechać prawym brzegiem Odry czy z lewej i wybrałem boczniejsze drogi po lewej stronie i dalej jechałem na Kościerzyce, Nowe Kolnie, Stobrawe, Stare Kolnie
W miarę spokojnymi drogami i asfaltowymi ścieżkami o dziwo! Ruch nie był duży o dziwo i tirów nie było co mnie cieszyło, jechałem wzdłuż Stobrawy, tylko rzeki nie widziałem bo była oddalona z prawej strony od drogi z 2 lub 3km a w Starych Kolniach był stawek, ale go tylko minąłem bo nie było gdzie usiąść i dalej jechałem ścieżkami no Opolskie mi się spodobało pod tym względem
Piekna scieżka.
Powyżej szutrowa scieżka, potem była asfaltowa
Na fotce wyżej ten staw gdzie nie było miejsca do siedzenia , po kilku km po scieżkach dojechałem do Dobrzenia Wielkiego
A z Dobrzenia poleciałem na Brzezie i tu trochę boczyłem bo zastanawiałem sie któredy lepiej poleciec i poleciałem przez Elektrownie Opole
i w sumie Opole też omijałem a z Brzezia poleciałem na Borki , tu dojechałem do wiaduktu koło Czarnowąsów po minięciu Elektrowni
Byłem na jakiejs głównej drodze, jednak nie na długo bo zjechałem do Czarnowąsów i potem już była lokalna droga i ruch mały był a w Czrnowąsach płynęła Mała Panew która się ciagnie i ciągnie i kajakami tam pływają, kierowałem sie dalej na Luboszyce i w tej miejscowości akurat płynęła mała Panew Wkurzał mnie trochę wiatr, nie był mocny, ale upierdliwy do tego stan dróg lekko się popsuł, mijałem wioski Kolanowice i dojechałem do.................Węgier i sobie mówie o cho Madziary
Niedaleko tych Węgier mieszka moja znajoma, też rowerzystka i na pieszo chodzi, pozdro dla ciebie, jeszcze zawitam do was. A pózniej minąlem Kotórz Mały i Wielki i byłem nad Jeziorem Turawskim a żeby je zobaczyć to trzeba było się wspiąć po schodach i gdy nimi szedłem to tak słońce dawało jak w piekle!
Długo tu nie zabawiłem bo gorąco było i zszedłem na dół i dalsza trasa bez historii asfalt słaby, ale jakoś się jechało, nawet kawałek sciezki było Długo jednak ta ścieżka się nie ciągnęła bo do najbliższej wioski i potem był dylemat w Krasjejowie czy skręcić w lewo i do głównej polecieć na Zawadzkie czy dalej wioskami a kawałek było polnej drogi przy torach..................... to wybrałem polną drogę, długo taka droga nie prowadziła
Miasteczko na mapie miało atrakcje czyli Jurapark, jednak nie chciało mi się tam zajeżdżać i poleciałem szutrem. potem patrzyłem na mapie ze wyżej był asfalt i też bym wyjechał tam gdzie chce, trudno. Za Krasiejowem już był trochę lepszy asfalt i widoczki sielskie
Na fotce kościół w Staniszczach Małych, fajne małe miasteczko tu nie stawałem tylko rura dalej jechałem ul 1 Maja kierowałem się do wsi Kowalowskie i tu szukałem szlaku który zaprowadzi mnie do Zawadzkiego i omijając miejscowość Kolonkowskie, po jakimś czasie trafiłem na szlak a tu cud miód malina!! Aut zero, sporo rowerów, biegaczy i cudny las, tylko jeden fehler tego szlaku, nie było wiat w razie deszczu i ciągło się to długo chyba z 8 lub 10km z lewej w oddali płynęła Mała Panew
Extra się jechało, takimi drogami to mogę smigać, przed Zawadzkimi wjechałem w szuter i już byłem w mieście a tu............................... zero asfaltu bo drogę remontowali i musiałem jechać kawałek chodnikiem i ścieżka jak na fotce a potem piachami Nie zabawiłem tu długo bo robiło się też pózno i dałem znać koleżance że jestem niedaleko bo miałem z 8km do Krupskiego Młyna gdzie nocowałem i tu mi się dłużyła droga nie wiem czemu, jechało się i jechało a okolica piękna i torowiska mijałem Jak widać asfalt też nie był prima sort, lekko byłem wymęczony już i marzyłem o kąpieli, wreszcie po około 20 minutach z czymś, dojechałem wreszcie Akurat koleżanka wyszła przed blok z dziecmi i z 2 pieskami i jeszcze sie przeszliśmy kawałek na spacer,to tak na dobicie he he, okolica piękna, po 15 minutach wróciliśmy ja się przebrałem w cywilniaki i poszliśmy na pizze plus piwko, ale smakowało po takiej jezdzie, trochę się naczekaliśmy na tą pizze. Po kolacji wróciliśmy do domu, nic juz nie jadłem później, tutaj mogłem odpocząc i tak zleciał wieczór i poszliśmy nyny.
2 dzien wyprawy 6.06.2023 W tym dniu nie jechałem dalej bo gdzie mi się spieszyło? więc na spokojnie, wstałem chyba po 8 jakoś, zjedliśmy śniadanko no i potem na spacerek, pogoda była super, okolica fajna, podobalo mi sie tu, macie kilka fotek
Widok z okna, gdzie się zatrzymałem, na spacer poszliśmy najpierw do parku na plac zabaw a potem kawałek dalej, koło parku były boiska, korty tenisowe itd.Jakbym tu mieszkał i byłoby z kim grac to bym okupował codziennie.
Nie mogło zabraknąć też przejścia przez fajny most nad Mała Panwią
Za mostem szliśmy dalej przez miejscowość , spokój tu był jak na letnisku
Pieski się wyszalały jak nigdy, bardzo sympatyczne psiaki.
Zrobiliśmy duże koło i wróciliśmy do domku a tu relaks a potem ja poszedłem do sklepu około 2km
Naprawdę miejsce super, podobało mi się tu, jak wróciłem to Ewa smażyła placki ziemniaczane, wiedziała co lubia he he. Zjadłem z apetytem a pózniej leżakowanie, córki Ewy się bawiły psy szalały aż do póznego popołudnia bo wtedy poszliśmy do Ewy sąsiadki tu posiedzieliśmy i po godz poszliśmy na spacerek do lasu, fajnie było, oj miałbym gdzie chodzić tu i jezdzić i pływać kajakiem bo Mała Panew się ciąąąąągnie!.
Tereny poprostu rewelacyjne były i tak minął dzionek i później wieczór. 3 dzień wyprawy. 7.06.2023 Krupski Młyn- Byczyna koło Jaworzna 106km Dzis już wlasciwy dalszy ciąg wyprawy czyli lecę w kierunku Aglomeracji Śląskiej, wstałem jakoś o 6. Zajrzałem przez okno a tam pochmurno, na szczescie jeszcze nie padało, akurat Ewa była już w pracy. Spakowałem sie i mogłem wyjść na zewnątrz, bagaż już miałem nałożony, nic tylko ruszyć.
Na dworze przyjemny chłodek, mogłem więc ruszyć , czyli przez Potępe i Koty, wyjeżdżając z Krupskiego Młyna jechałem po ciulowej ścieżce, chropowata miejscami dziurawa ścieżka była, potem jednak zjechałem na asfalt, który też nie był najlepszy i tak dojechałem do Tworógu
Był trochę ruch, jednak do wytrzymania, minąłem miasteczko i po 5 km dojechałem do Tarnowskich Gór i tutaj fotka, 19km było za mną.
Postanowiłem podjechać do sklepu na małe zakupy i potem poszukać miejsca by sobie zrobić kawe na powietrzu, tak dobrze słyszycie bo dorobiłem się kuchenki turystycznej a co, kto bogatemu zabroni ha ha a miejsce znalazłem na ul Opatowickiej w takim mini parku
Jak zwykle zrobiłem zakupów za dużo i musiałem trochę wyjeść no i wypiłem tą kawuchę, oczywiście bez pośpiechu i po godzince ruszyłem dalej do centrum by porobić fotki i potem w kierunku na Radzionków i Bytom
Po pauzie na fote, pojechałem w kierunku parku i wyjechałem przy Stadionie Ślaskim, tu oczywiście focisza z moja klisza ha ha
Fajnie tu mieli, ścieżki rowerowe i w miarę spokój, postanowiłem podjechać gdzieś na ławeczke, zjeść coś i podładować tel powerbankiem i znalazłem po kilku chwilach, przed podjazdem do Planetarium Śląskiego w którym nie byłem bo.......mi się nie chciało😂
Posiedziałem tu z 40minut, może więcej, aż nie chciało mi się stąd ruszać tak fajnie było, no ale wkońcu trza było ruszyć zwłoki i ruszyłem na Katowice
A że to blisko i przez Park przejechałem elegansio i już.
to po chwili byłem, przeciąłem Gliwicką i potem ul Chorzowską dotarłem do centrum, i znów ruch jak w Rzymie i mnie to spowalniało a tu postanowiłem poszukac jakiegos magnesu na lodówke i znalazłem na dworcu pkp a drogi był. Drugi raz tu byłem w tym mieście, oczywiście przy spodku byłem, pózniej się pokręciłem po okolicy i już wiedziałem jak jechać bo na poprzedniej wyprawie jak jechałem na Zamość to tu się zamotałem koło biblioteki a teraz luzik, kilka fot z Katowic poniżej
Po tym zwiedzanku teraz kierowałem sie na Mysłowice i Jaworzno bo już w Byczynie Janusz z grochówką czekał, więc trza było dać gaz tam😁 ale nie do zupy tylko rowerem tempo A w Mysłowicach czekał też Krzysiek Świtek i też go odwiedze, ulicą 1 Maja która ciągnęła się masakrycznie
dojechałem do ścieżki rowerowej asfaltowej, chyba niedawno zrobionej, bo poprzednio tu jechałem i jej nie widziałem a teraz elegancko, w sumie szybciej bym miał przez Nikiszowiec, ale nie popatrzyłem na mapę
Dojechałem do Mysłowic i szukałem gdzie mieszka Krzysiek i udało się a on ugoscił mnie kawą i pizzą potem, miło się rozmawiało, żona i syn też bardzo sympatyczni , ostatnio byli na Winobraniu a kolegę znam z Facebooka no i teraz na żywo. Szkoda że nie spotkałem sie z Markiem Toszą też z Mysłowic ktory akurat wyjechał też rowerkowo, może innym razem się uda a u Krzyśka posiedziałem z godzinę i czas było ruszyć do Janusza, więc pożegnałem się z kolegą i teraz na Jaworzno ulicami Janowską i Obrzeżna Zachodnia, tu dojechałem jakimiś skrótami obok garaży, oczywiście jechałem chodnikiem bo szła tu 2 pasmówka a ja nie lubie jezdzić w dużym ruchu, dalej było dosyć ciepło i słonecznie, dojechałem do takiego wiaduktu i9 następonie w lewo i opuściłem głowną arterie i skręciłem na ścieżke z....polbruku
Był zjazd więc szybciusio się jechało i dojechałem do Słupnej i następnie przez Brzęczkowice i Brzezinke dojechałem do Jaworzna, ale do centrum nie wjeżdżałem bo juz tam byłem , tylko teraz jechałem przez teren Elektrowni Jaworzno i tu znów nie popatrzyłem na mapę bo mogłem polecieć na Dziećkowice i Jeleń i byłbym w Byczynie, teraz będe lepiej patrzył!
Szybko minąłem elektrownie i minąłem dzielnice Nową Hutę i dojechałem do ul Krakowskiej, dużej arteriiBył trochę ruch, jednak do wytrzymania, minąłem miasteczko i po 5 km dojechałem do Tarnowskich Gór i tutaj fotka, 19km było za mną.
Postanowiłem podjechać do sklepu na małe zakupy i potem poszukać miejsca by sobie zrobić kawe na powietrzu, tak dobrze słyszycie bo dorobiłem się kuchenki turystycznej a co, kto bogatemu zabroni ha ha a miejsce znalazłem na ul Opatowickiej w takim mini parku
Jak zwykle zrobiłem zakupów za dużo i musiałem trochę wyjeść no i wypiłem tą kawuchę, oczywiście bez pośpiechu i po godzince ruszyłem dalej do centrum by porobić fotki i potem w kierunku na Radzionków i Bytom
Ładne miasto i spodobało mi się tu, szkoda że znajomej z tego miasta nie było akurat w domu to bym zajechał na kawuchę.
Po zwiedzeniu centrum opuszczałem miasto w kierunku Radzionkowa, fajnie się jechało, wiatr nie odczuwalny więc luzik, po paru km dojechałem do Radzionkowa i potem po ścieżkach do Bytomia jo zajechoł
Długo tu nie zabalowałem i ruszyłem w kierunku Chorzowa w którym raz już byłem a że z Bytomia daleko nie było to szybko dojechalem
Wyżej na fotce ścieżka w kierunku Bytomia, nawet zjazdy były w sumie w Radzionkowie się zastanawiałem czy nie skręcić na Piekary Śląskie, ale zrezygnowałem, może następnym razem tam zawitam, dojechałem więc do Bytomia i pośmigałem tu i tam i na rynek też zajechałem
Koło Górnych Łagiewników trochę sie zamotałem bo się....cofałem na północ bo na mapę nie spojrzałem , dopiero po paru chwilach zajarzyłem i było cacy i dojechałem do wiaduktu, przy którym z kolei rok temu sie motałem ha ha jak szukałem drogi do Parku Ślaskiego a tym razem najpierw jechałem do centrum i dojechoł ja
Tu bylem juz wczesniej na tym wiadukcie, czyli na poprzedniej wyprawie.
Tu bylem juz wczesniej na tym wiadukcie, czyli na poprzedniej wyprawie.
Podobał mi sie tu ten deptak i do tego środkiem jeżdżą tramwaje, tu zrobiłem fotke i następnie pojechałem dalej i w lewo pod tym wiaduktem i wyjechałem koło tego, sami zobaczcie
Taaak można się inhalować do woli, ale ja wole jechać do Parku Śląskiego, robiło się po woli gorąco, dobrze że nie jestem Syberyjczykiem🙉 i wczesniej ściągłem łachy.
Fajnie tu mieli, ścieżki rowerowe i w miarę spokój, postanowiłem podjechać gdzieś na ławeczke, zjeść coś i podładować tel powerbankiem i znalazłem po kilku chwilach, przed podjazdem do Planetarium Śląskiego w którym nie byłem bo.......mi się nie chciało😂
Posiedziałem tu z 40minut, może więcej, aż nie chciało mi się stąd ruszać tak fajnie było, no ale wkońcu trza było ruszyć zwłoki i ruszyłem na Katowice
A że to blisko i przez Park przejechałem elegansio i już.
to po chwili byłem, przeciąłem Gliwicką i potem ul Chorzowską dotarłem do centrum, i znów ruch jak w Rzymie i mnie to spowalniało a tu postanowiłem poszukac jakiegos magnesu na lodówke i znalazłem na dworcu pkp a drogi był. Drugi raz tu byłem w tym mieście, oczywiście przy spodku byłem, pózniej się pokręciłem po okolicy i już wiedziałem jak jechać bo na poprzedniej wyprawie jak jechałem na Zamość to tu się zamotałem koło biblioteki a teraz luzik, kilka fot z Katowic poniżej
Po tym zwiedzanku teraz kierowałem sie na Mysłowice i Jaworzno bo już w Byczynie Janusz z grochówką czekał, więc trza było dać gaz tam😁 ale nie do zupy tylko rowerem tempo A w Mysłowicach czekał też Krzysiek Świtek i też go odwiedze, ulicą 1 Maja która ciągnęła się masakrycznie
dojechałem do ścieżki rowerowej asfaltowej, chyba niedawno zrobionej, bo poprzednio tu jechałem i jej nie widziałem a teraz elegancko, w sumie szybciej bym miał przez Nikiszowiec, ale nie popatrzyłem na mapę
Dojechałem do Mysłowic i szukałem gdzie mieszka Krzysiek i udało się a on ugoscił mnie kawą i pizzą potem, miło się rozmawiało, żona i syn też bardzo sympatyczni , ostatnio byli na Winobraniu a kolegę znam z Facebooka no i teraz na żywo. Szkoda że nie spotkałem sie z Markiem Toszą też z Mysłowic ktory akurat wyjechał też rowerkowo, może innym razem się uda a u Krzyśka posiedziałem z godzinę i czas było ruszyć do Janusza, więc pożegnałem się z kolegą i teraz na Jaworzno ulicami Janowską i Obrzeżna Zachodnia, tu dojechałem jakimiś skrótami obok garaży, oczywiście jechałem chodnikiem bo szła tu 2 pasmówka a ja nie lubie jezdzić w dużym ruchu, dalej było dosyć ciepło i słonecznie, dojechałem do takiego wiaduktu i9 następonie w lewo i opuściłem głowną arterie i skręciłem na ścieżke z....polbruku
Był zjazd więc szybciusio się jechało i dojechałem do Słupnej i następnie przez Brzęczkowice i Brzezinke dojechałem do Jaworzna, ale do centrum nie wjeżdżałem bo juz tam byłem , tylko teraz jechałem przez teren Elektrowni Jaworzno i tu znów nie popatrzyłem na mapę bo mogłem polecieć na Dziećkowice i Jeleń i byłbym w Byczynie, teraz będe lepiej patrzył!
Tu też trochę poboczami dojechałem do ul Podgórskiej i nią jechałem a przy końcu skończył się asfalt i jechałem polno, leśną drogą a nawet pagórkami i o mało co bym zgubił kijek do selfie, ale znalazłem
Po około niecałych 2km dojechałem wreszcie do Byczyny i tu szukałem domu Janka, miejscowość nawet fajna , po kilku chwilach byłem już w chałupie Janusza i na podwórku, przywitali my się, mogłem się rozpakować i umyć a i była grochówka pyszna.
Pojechalismy razem na małą przejachę nad takie stawy i po szutrach koło Chrzanowa, super okolica
My niebiescy, strzeżcie sie😀
Mówił że szkoda że szybciej nie przyjechałem bo by mnie oprowadził tu i tam, jeszcze się spotkamy , mam nadzieje a po przejazdżce, kolacje sobie zrobiłem przy stoliku piwko sie piło i do póznych godzin żesmy gadali, żona Janusza też z nami siedziała jakiś czas i koło 23.40 rozłożyłem materac bo nie spałem na dworzu i sobie leżałem i przeglądałem facezbuka i myślałem jak to jutro jechać no i potem zasnąłem a na zewnątrz było ziiiimno i tak minął kolejny dzionek wyprawy.
3 dzień wyprawy 8.06.2023 Byczyna- Filipowice, koło Dunajca. 145km. Wstałem około 6tej, spokój cisza, zrobiłem sobie kawki bo miałem kuchenke, na zewnątrz rześkawo, ale słońce powoli robiło robotę i było coraz cieplej aaaa nie pisałem Janusz też rusdzał na wyprawe do Niemiec i dalej też podziw dla niego ale to znakomity sakwiarz to co to dla niego. Powoli zacząłem się pakować
Janek akurat też wyszedł i wystawił swój bicykl i bagaż, chyba miał cięższy rower niż mój jak podnosiłem
o 7.15 mogliśmy ruszyć, czyli najpierw do centrum Byczyny bo tu on czekał na kolegów którzy go kawałek odprowadzali po paru chwilach dojechali my tam
Po około 10 minutach nadjechała kawaleria Janusza, pożegnali my się no i ruszyliśmy w swoje strony Ja jechałem jak my wczoraj czyli do tych stawów i potem szuterkiem do Chrzanowa, ale nie wjeżdżałem do miasta
Piękne te lasy tu były, podobały mnie się aha było lekko pod wiatr, czyli na wałach może być nieciekawie, jednak na razie cieszyłem się z osłony lasów i wyjechałem na asfalt i dojechałem do miejscowości Żarki i w miejscowości skręciłem w lewo mijając rzeczkę Chechło.
A po minięciu czyli po przejsciu szosy Żarki Babice miałem kawałek wybornego szutru
Dojechałem do głównej drogi, ale z lewej szła ścieżka i tu nagrałem filmik,
extra sie po tym szutrze jechało, szkoda tylko że tak krótko, dobre i to i tak dojechałem do Mętkowa a za miejscowością polna droga która doprowadziła mnie do wałów na Wiśle, gdyby Janusz mi tej trasy nie powiedział to pewno bym poleciał asfaltami przez Alwernie i Kraków, Zakrzówek a tak to nawet lepiej przynajmiej nowe trasy poznałem, wracajac do trasy to na wale nie było zle, był wiatr, ale zbytnio nie przeszkadzał
Jak widać na fotkach nawierzchnmia rózna była, kamienisty szuter i asfalcik a na 2 brzegu widziałem Lunapark w Zatorzu, kiedyś może odwiedze,, choć tam jest taka główna droga na Spytkowice z Zatoru i byłoby nieciekawie a tu luzik, tu na wałach mało turystów i kolarzy, może z 5 minałem, ciągnęła mi się ta droga trochę i po jakimś czasie dojechałem do promu w Podłężu by przeprawić sie na 2 brzeg by jechać Velo Skawą
Tu za prom 4zł biorą bo to prywatny, zdzierstwo! bo u nas sa darmowe na szczęscie a po przerwie promowej jadę dalej tu już było więcej asfaltów i miejscami widoczki na góry czyli na Beskidy
Naprawdę piękna okolica, tu już było więcej kolarzy bo................................... Kraków blisko ha ha i tak mijałem miejscowości, nie zawsze jechałem wałem i często skracałem np tędy
Superancko się tu jechało i ludzi też tu sporo było, na fotkach może tego nie widać, ale uwierzcie jezdziło sporo ludzi.
W Borku Szlacheckim skończył się szlak i musiałem dojechać do szosy na Skawinę i tak dojechałem do miasta.
Jak dojechałem do miasta to zobaczyłem na mapy.cz że jest duży stawek w Parku Miejskim i tam doń pojechoł ja i pojadł i zrobił sobie kawę, chyba z godzine z czymś tu siedziałem, wiało tu troszkę i musiałem osłonić kuchenke bo płomień był słaby bo nie było Braveranu.Trochę tu zabawiłem no ale trzeba było ruszyć no i powoli konczył sie płaski teren no tu jeszcze było płasko, opuszczałem powoli Skawinę ,poniżej kilka fotek
i kierowałem się na Libertów i Lusinę, opuściłem już......Kraków, nie wierzycie? to patrzcie i tu już było pod górę, miejscami prowadziłem
i kierowałem się na Libertów i Lusinę, opuściłem już......Kraków, nie wierzycie? to patrzcie i tu już było pod górę, miejscami prowadziłem
z bagażami nie jest tak łatwo jak szosunią pizdziunią he he. W Libertowie miałem widok na Kraków Przejechałem Libertów i dojechałem do krajowej 7 i trza było ją przekroczyć i tu kultularni kierowcy mnie puscili.....Brawo oni! a widoczek był taki Jak widać masa aut jechała, udało mi się przekroczyc trasę i już na spokojnie zjechałem w dół do ulicy Świetlistej no i zaczeło się, mozolna wspinaczka do Golkowic
Musiałem w niektórych miejscach prowadzic bo i tak bym jechał w tempie marszu a i łańcuch oszczędze bo to różnie bywa a spiunek nie brałem ani rozkuwacza, na następna wyprawe wezmę no i po około 2km niecałych wspinaczki a może mniej dotarłem do miejscowości i tu pauza na przystanku a robiło się gorąco
Posiedziałem tu z 20minut i ruszyłem dalej, chciałem to mam ,sobie mówię ale co tam ,fajnie jest, był autobus, ale nie jezdził
Tu też było widać Kraków no i przewyższenia już były niezłe
Pierwotnie to miałem leciec przez Kraków koło Zakrzówka i na Tarnów, ale Janusz mi powiedział że można jechać jak ja teraz jadę, ja ci dam hultaju ty ha ha, minąłem te Golkowice i jechałem na Grabóki i tu już było trochę odpoczynku bo było trochę zjazdu a pózniej ,raz podjazd a raz zjazd
Tak więc nudy nie było i tak sobie jechałem minąłem wieś Siercza i tu zamiast prosto na Różnową od razu to poleciałem w prawo i trochę naokoło dojechałem do Rożnowej, chyba mapy nie obserwowałem wtedy, ale za to miałem mega fajny zjazd i dojechałem nim do sklepu gdzie zrobiłem małą pauze na jedzenie. Dalsza trasa bez ekscesów itd, mijałem wioski Mietniów, Chorągwice tu było pod górę a potem, meeega fajny zjazd był a potem znów podjazd aż do rozwidlenia dróg i był przystanek w Raciborsku i tu sobie zrobiłem przerwe troszkę. Po przerwie ruszyłem na miejscowość Dobranowice, nawet nie wiedziałem że po prawej miałem widok na Beskidy a to niespodzianka, tak więc jadę dalej tu było trochę płaskiego, mogłem zregenerować siły, pózniej było nawet trochę zjazdów a za Dobranowicami skręciłem w lewo w boczną drogę koło statku piratów a tu fajna droga zacieniona aż chciało się jechać. Dojechałem do Sławkowic, ale na początku odbiłem w prawo i tu było nawet z górki i z bagażami to się leci, gorzej dla klocków hamulcowych no i tak mijałem miejscowości, minąłem Niżową i dojechałem do Gdowa i tu już sie wypłaszczyło W miescie nie stawałem bo szkoda czasu było więc minąłem bez stawania dopiero stanąłem za miastem na rondzie koło pomnika Papieża i patrzyłem jak jechać Postanowiłem poleciec główną trasa 966, ruchu aż takiego nie było, więc nie było zle, po drodze minąłem most na Rabie😮, mała ta rzeczka jakaś, myślałem🥸 że bedzie szersza, tak sobie dojechałem do Zagorzan i tu opusci
Musiałem w niektórych miejscach prowadzic bo i tak bym jechał w tempie marszu a i łańcuch oszczędze bo to różnie bywa a spiunek nie brałem ani rozkuwacza, na następna wyprawe wezmę no i po około 2km niecałych wspinaczki a może mniej dotarłem do miejscowości i tu pauza na przystanku a robiło się gorąco
Posiedziałem tu z 20minut i ruszyłem dalej, chciałem to mam ,sobie mówię ale co tam ,fajnie jest, był autobus, ale nie jezdził
Tu też było widać Kraków no i przewyższenia już były niezłe
Pierwotnie to miałem leciec przez Kraków koło Zakrzówka i na Tarnów, ale Janusz mi powiedział że można jechać jak ja teraz jadę, ja ci dam hultaju ty ha ha, minąłem te Golkowice i jechałem na Grabóki i tu już było trochę odpoczynku bo było trochę zjazdu a pózniej ,raz podjazd a raz zjazd
Tak więc nudy nie było i tak sobie jechałem minąłem wieś Siercza i tu zamiast prosto na Różnową od razu to poleciałem w prawo i trochę naokoło dojechałem do Rożnowej, chyba mapy nie obserwowałem wtedy, ale za to miałem mega fajny zjazd i dojechałem nim do sklepu gdzie zrobiłem małą pauze na jedzenie. Dalsza trasa bez ekscesów itd, mijałem wioski Mietniów, Chorągwice tu było pod górę a potem, meeega fajny zjazd był a potem znów podjazd aż do rozwidlenia dróg i był przystanek w Raciborsku i tu sobie zrobiłem przerwe troszkę. Po przerwie ruszyłem na miejscowość Dobranowice, nawet nie wiedziałem że po prawej miałem widok na Beskidy a to niespodzianka, tak więc jadę dalej tu było trochę płaskiego, mogłem zregenerować siły, pózniej było nawet trochę zjazdów a za Dobranowicami skręciłem w lewo w boczną drogę koło statku piratów a tu fajna droga zacieniona aż chciało się jechać. Dojechałem do Sławkowic, ale na początku odbiłem w prawo i tu było nawet z górki i z bagażami to się leci, gorzej dla klocków hamulcowych no i tak mijałem miejscowości, minąłem Niżową i dojechałem do Gdowa i tu już sie wypłaszczyło W miescie nie stawałem bo szkoda czasu było więc minąłem bez stawania dopiero stanąłem za miastem na rondzie koło pomnika Papieża i patrzyłem jak jechać Postanowiłem poleciec główną trasa 966, ruchu aż takiego nie było, więc nie było zle, po drodze minąłem most na Rabie😮, mała ta rzeczka jakaś, myślałem🥸 że bedzie szersza, tak sobie dojechałem do Zagorzan i tu opusci
łem główną i pojechałem boczną drogą, bardziej nierówną a tu jeszcze było w miarę płasko. Dopiero od wsi Lubomierz przez Wolicę powoli było pod górę, ale i też w dół, więc nudy nie było a w Łapanowie znów dojechałem do 966 czyli do głównej i tak dojechałem do Ubrzeża A tu w miejscowości Rogatka podjechałem na cpn na małe zakupy i pojechałem dalej i nie wiedziałem ze mnie potem czeka jebitny podjazd a potem następny, miejscami prowadziłem rower, na samym szczycie 2 podjazdu zrobiłem fote a kawałek dalej usiadłem odpocząć Masakra tu była, ludzie, mówię wam🙂 i było co......prowadzić , ech że nie spojrzałem na mapę to bym pojechał przez Trzcianę tam nie było takiego hardcoru, dobrze że potem miałem zjazdy mega do Muchówki a tu ładna miejscowość nawet i tu skręciłem na Tymową i dalej leciałem drogą 966 i daslsza trasa do Tymowej bez historii, lekkie poagórki czyli raz w górę a raz w dół, jednak nie takie strome jak wcześniej. Widok na oddalone góry w kierunku Limanowej fajny, wiatr aż zbytnio nie przeszkadzał, ruch też nie był taki duży, więc do przeżycia, jak na razie żadnego kapcia odpukać, jednak inne opony inna jazda, nie to co jechałem na innej wyprawie że w jeden dzien 4 kapcie! Teren piękny tu a do Lipnicy Murowanej było trochę z górki a za Lipnica znów hopki nieduże i tak dojechałem do Tymowej , tu nie stawałem i zjechałem z głownej drogi na Czchów,było co dymać bo znów było trochę zmarszczek, dopiero w Czchowie mała pauza i patrzyłem jak jechać, fajnie tu mieli w mieście, urokliwie, musiałem ruszać dalej i pózniej dopiero stanąłem na promie
Sympatycznie się rozmawiało z chłopakiem który obsługiwał prom i tu przewózka za darmo przez Dunajec, szybko się przeprawiłem i wjechałem po około kilometrze na szlak Velo Dunajec
Blisko rozbicia namiotu, strumyk.
Super się jechało ,jednak pora pózna i trza było szukać miejsca do rozbicia namiotu a miejsce znalazłem , gdzie był taki przejazd przez wodę, niedaleko szlaku i byłem na widoku, trudno, jednak wioska Filipowice była oddalona od miejsca noclegu mojego a do Zakliczyna z 8km było a miejsce biwaku wyglądało tak
Fajno że miałem kuchenkę to od razu po rozbiciu namiotu zrobiłem sobię zupę, podziwiając piękny wieczór
Pyszna była zupa, no dziś to dostałem wycisk na tych pagórkach, ale dojechałem do kolejnego noclegu bezpiecznie o tej porze mało kto się kręcił jak już to chwilę popatrzyli i jechali dalej, więc luz, a w namiocie miałem tak, jak zawsze bajzel mam. Tego dnia wyszło mi 150km, Łola Boga, oszalał ty jakby powiedziała Kargulowa, a tak oczadział ja. Fajne miejsce wybrałem bo woda szumiała do tego żaby i Świerszcze czasem, pełna natura a co,
zasnąłem jakoś po 22.
4 dzień wyprawy 9.06.2023 Filipowice- Grabownica Starzenska 135km Wstałem jakoś o 6tej, spodziewałem sie ładnej pogody dziś , a po otwarciu namiotu ukazała się......mgła!
W sumie to przy wodzie nocowałem więc nic dziwnego, dziś też mnie czeka etap troszkę pagórkowaty, zjadłem sobie śniadanko w namiocie a potem zwinąłem mandżur i poszedłem umyć kubek pózniej w strumyku
a miejsce gdzie przeniosłem cały mandżur by się lepiej pakować wygladało tak W sumie w tej okolicy lepszego miejsca niż to bym nie znalazł, bo wokoło jakieś wioski, lasów mało i pola a tak miejsce oki. O 7 postanowiłem ruszyć, wiatru nie było mocnego więc git, jechałem szlakiem Velo Dunajec kawałek
Jak widzicie było pusto na szlaku, po kilku km skręciłem do wioski- Stróże, jednak żadnych Strózy nie widziałem, spokój cisza, tylko krowy były.
Fajnie się jechało tu jeszcze płasko i minałem wioskę Wesołów i potem wjechałem do Zakliczyna Fajne miasteczko z fajna zabudową w centrum w sumie tu mogłem poszukać noclegu wczoraj, ale trudno przeżyłem a ta zabudowa wyglądała tak, Rynek też spoko.
Nie siedziałem tu długo i pojechałem dalej, przy wyjezdzie z miasta był fajny równy chodnik Fajnie się jechało, za miejscowością Faściszowa postanowiłem zjechać z głównej drogi i jechać spokojniejszą drogą i to był dobry pomysł bo krajobrazy sielskie były
Fajna chata była co nie, może sobie kupie😁 póki jeszcze stoi, trasa jak na razie bez dużych wzniesien i można jechać bez zmęczenia zbytniego i dojechałem sobie do Brzozowej i tu na przystanku koło Kościoła Św Mikołaja zrobiłem sobiew pauze i zdjąłem długie łachy bo robiło się ciepło
Sympatycznie się rozmawiało z chłopakiem który obsługiwał prom i tu przewózka za darmo przez Dunajec, szybko się przeprawiłem i wjechałem po około kilometrze na szlak Velo Dunajec
Blisko rozbicia namiotu, strumyk.
Super się jechało ,jednak pora pózna i trza było szukać miejsca do rozbicia namiotu a miejsce znalazłem , gdzie był taki przejazd przez wodę, niedaleko szlaku i byłem na widoku, trudno, jednak wioska Filipowice była oddalona od miejsca noclegu mojego a do Zakliczyna z 8km było a miejsce biwaku wyglądało tak
Fajno że miałem kuchenkę to od razu po rozbiciu namiotu zrobiłem sobię zupę, podziwiając piękny wieczór
Pyszna była zupa, no dziś to dostałem wycisk na tych pagórkach, ale dojechałem do kolejnego noclegu bezpiecznie o tej porze mało kto się kręcił jak już to chwilę popatrzyli i jechali dalej, więc luz, a w namiocie miałem tak, jak zawsze bajzel mam. Tego dnia wyszło mi 150km, Łola Boga, oszalał ty jakby powiedziała Kargulowa, a tak oczadział ja. Fajne miejsce wybrałem bo woda szumiała do tego żaby i Świerszcze czasem, pełna natura a co,
zasnąłem jakoś po 22.
4 dzień wyprawy 9.06.2023 Filipowice- Grabownica Starzenska 135km Wstałem jakoś o 6tej, spodziewałem sie ładnej pogody dziś , a po otwarciu namiotu ukazała się......mgła!
W sumie to przy wodzie nocowałem więc nic dziwnego, dziś też mnie czeka etap troszkę pagórkowaty, zjadłem sobie śniadanko w namiocie a potem zwinąłem mandżur i poszedłem umyć kubek pózniej w strumyku
a miejsce gdzie przeniosłem cały mandżur by się lepiej pakować wygladało tak W sumie w tej okolicy lepszego miejsca niż to bym nie znalazł, bo wokoło jakieś wioski, lasów mało i pola a tak miejsce oki. O 7 postanowiłem ruszyć, wiatru nie było mocnego więc git, jechałem szlakiem Velo Dunajec kawałek
Jak widzicie było pusto na szlaku, po kilku km skręciłem do wioski- Stróże, jednak żadnych Strózy nie widziałem, spokój cisza, tylko krowy były.
Fajnie się jechało tu jeszcze płasko i minałem wioskę Wesołów i potem wjechałem do Zakliczyna Fajne miasteczko z fajna zabudową w centrum w sumie tu mogłem poszukać noclegu wczoraj, ale trudno przeżyłem a ta zabudowa wyglądała tak, Rynek też spoko.
Nie siedziałem tu długo i pojechałem dalej, przy wyjezdzie z miasta był fajny równy chodnik Fajnie się jechało, za miejscowością Faściszowa postanowiłem zjechać z głównej drogi i jechać spokojniejszą drogą i to był dobry pomysł bo krajobrazy sielskie były
Fajna chata była co nie, może sobie kupie😁 póki jeszcze stoi, trasa jak na razie bez dużych wzniesien i można jechać bez zmęczenia zbytniego i dojechałem sobie do Brzozowej i tu na przystanku koło Kościoła Św Mikołaja zrobiłem sobiew pauze i zdjąłem długie łachy bo robiło się ciepło
Tu był taki wiejski spokój, czasem miejscowi szli lub jechali rowerami, lubie taki spokój ,no ale trza było ruszyć dalej ,teraz jechałem na Gromnik, fajnym asfaltem No Panie i Pany tu już robiło się pagórkowato, koniec luzu, ale do Gromnika jakoś dojechałem na luzie, choć początki na starcie mam powolne, tak do 30km cięzko, potem już idą kilosy, po dojechaniu do Gromnika tu rozkmina czy jechać na Cięzkowice czy prosto
Tu na fotce wyżej jechałem na Golankę i Rzepiennik Strzyżewski , jak widać było trochę ruchu, jednak do przeżycia i tak sobie leciałem do Biecza, chciałem też odbić do Gorlic, jednak potem sobie mowie...eeeee nie chce mi sie a jak widać na fotkach niżej, było i kilka zjazdów
W Rzepienniku Suchym opuściłem główną drog nr 980 i leciałem na miejscowość Bugaj a w Sitnicy był fajny kosciół Taki dość nietypowy kościół, tu fotka w locie była i jadę dalej, widoczki na górki już były, chyba już na Bieszczady bo Gorlice blisko i do Krosna też aż tak daleko nie było, następną pauzę zrobiłem sobie w miejscoweości Bugaj przy sklepie bo czas na loda itd a towarzyszył mi też kot.
Powąchał moje buty i padoch🙂, jednak szybko otrzeźwiał bo mu kupiłem łiskacza.
Z dobre 40 minut tu posiedziałem, gdybym wiedział ze pózniej mnie deszcz spotka to bym przyspieszył jedzenie ha ha, ale po kolei bo po pysznym jedzonku z trudem ruszyłem dalej podziwiając widoczki i dalej miałem nawet zjazdy i czasem hopki i tak dojechałem do Biecza i tu z daleka było widać taki zameczek
Miasto chyba będzie ciekawe tak sobie myślałem no i nie zawiodłem sie bo było ciekawe.
Fajniue było, więc zwiedziłem co było do zwiedzenia i ruszyłem dalej, najpierw szerokim chodnikiem a potem węższym chodnikiem czy scieżką No to więc tak opuszczałem miasto i teraz kierowałem sie na Harklową, kawałek jechałem 980tka i następnie zjechałem na miejscowosc Głęboka, przekroczyłem most gdzie płynęła Ropa! ale spokojnie to nazwa rzeki ha ha,😀😀 tak więc jechałem dalej i nawet zjazd mi się trafił do miejscowości Głeboka jak już o niej wspoominałem i tak dojechałem do Harklowej i zmiana Województwa w sumie 2 raz byłem w tym Województwie. Typowa Podkarpacka miejscowość, tu jeszcze w miarę płasko było a nawet lekko w dół o dziwo, dopiero potem lekki Rollercoaster, tereny piękne, najpierw było trochę lasów i łąk a potem pola do miejscowości Osobnica w tej miejscowości nie stawałem bo nie było nic ciekawego tu więc jechałem dalej na Łazy Dębowieckie i tu w oddali już mi majaczyły większe pagórki i w Łazach też nie stawałem a w tej miejscowości nawet był zjazd, no no na razie Podkarpackie jest dla mnie łaskawe. Niespodzianka miła czekała mnie przed miejscowością Dębowiec bo tu miałem meeeega zjazd, elegancko się zjeżdżało a w Dębowcu pauza pod sklepem na jedzenie spore i nie tylko to co na fotce bo część zjadłem! A po przerwie czekał na mnie pewien Łysy! czyli Łysy dział, ech zachciało mi sie.... z resztą co bede pisał sami zobaczcie, miejscami prowadziłem bo spore nachylenie było i było kolejne pchanie. A tak to nie wiedziałem że pomiędzy Dębowcem a Zarzeczem płynie Wisłoka.
Kto mi kazał ha ha, sam chciałem Górki to mam, chyba dobre 4km prowadziłem ,mordęga była, powoli się też chmurzyło i wiało trochę, to niedobry znak był! Tu na górkach pięknie było zielono i pojedyncze domy były. Gdy już byłem na szczycie tej górki to lekko się wypłaszczało i mogłem wreszcie jechać, uff jak fajnie, choć pózniej były z 2 hopki też , chmurzyło sie coraz bardziej, oj żeby mnie w lesie nie złapało, jechałem więc dalej i dopiero sie zatrzymałem na przystanku koło skrętu na miejscowosc Zalas Od Jasła szła burza i wolałem się zatrzymać, choć najwięcej dudniło własnie tam i chyba mnie tylko poświęci i tak było na szczęście bo szła burza lewą stroną i po 15 minutach ruszyłem więc dalej i tu kolejny hopek z 354 na 369mnpm, ale tu jechałem bo nie było tak stropmo, kawałek dalej było widać krajobrazy koło Jedlicze, a potem nagroda meeeega zjazd do Łajsic i tu pauza na przystanku bo lało z kilkanascie minut tu link z miejscem przystanku. A po pauzie troche zmarznięty dojechałem do Łubna Schlacheckiego a potem następna pauza pomiędzy miejscowościami Wygoda i Żeglce na przystanku a jakże ,chyba z pół godzinna tu była pauza.
Muszę sobie kupić nakrycie na buty to wtedy mogę jechać a wtedy nie miałem, pisząc to teraz czyli 1 maja 2024 Dobrze że długo nie padało i mogłem ruszyć, choć było pochmurno i już nigdzie nie stawałem, dopiero po dojechaniu do Krosna na chweile stanąłem by popatrzeć jak jechać bo było jakieś lotnisko a potem po ścieżce pojechałem do miasta, zahaczając o sklep......... budowlany by kupic folie malarską.... a po co? by w razie ulew dac folie odmierzoną nad namiot i wtedy namiot suchy rano, ot co.
Po zakupie folii pojechałem na rynek czy Starówke i tu się pokręciłem trochę a potem przejechałem koło stadionu żużlowego
Mokro było więc nie siedziałem tu długo i postanowiłem jechać dalej, po scieżkach do granic miasta a scieżki z polbruku, jeszcze jakiś cep dostawczakiem mi nie ustąpił, wogóle kierowcy jeżdżą tu tragicznie! Teraz jechałem na Krościenko Wyżne, niezbyt stromą drogą bo tylko małe hopeczki, więc git był i po około 2km dojechałem tu tylko fota tablicy i dalej jazdaA pózniej ju ż było płasko minąłem Krościenko a potem wjechałem chyba przypadkiem na główna drogę E371
Jednak po 2km skręciłem na miejscowość Iskrzynia i potem wjechałem do miejscowości Haczów i tu jechałem po takiej ścieżce wąskiej na szczęscie z asfaltu i ścieżka szła z lewej strony, dobre i to, choć ruch tu był niezbyt duży. Ciągnęła się ta miejscowość aż wyjechałem wkońcu ,choć pojedyncze domy się zdarzały, teren dookoła ładny, sielski, po kilku km dojechałem do Trześniowa i postanowiłem zatrzymać się przy sklepie bo było gorąco po tych deszczach bo wyszło słonko, więc było piwko zero i lodzik Posiedziałem tu troszkę na werandzie ha ha, szedł chłopak z dziewczyną i się pytał skąd jadę i dokąd to w szoku był że tak można a no można, pożyczyli mi szerokiej drogi a ja wychlałem piwko i ruszyłem , aha ja jechałem do Grabownicy Starzeńskiej bo miałem nocleg u bardzo fajnej kolezanki Aliny, tak więc ruszyłem dalej a w Bukowie spotkałem rowerzystę i kawałek z nim jechałem i się pytałem jak najbliżej do tej Grabownicy a on że przez Brzozów lub lasem no to poleciałem tym lasem,ale to pózniej jak trafiłem.
Zanim jednak trafiłem na szlak to pojechałem asfaltem w kierunku na Strachocine a to trochę naokoło, tak więc zerknąłem na mapy.cz i znalazłem tą drogę, w Górkach, takiej miejscowości zjechałem na szlak.
dużego piachu nie było, tylko jak to w górach było troche kamyków i korzeni czasem , po około 3km dojechałem do Grabownicy a tam czekał mnie mega podjazd i tu.....prowadziłem rower, dobrze że tylko kawałek i dojechałem do głównej szosy, ta miejscowośc jest polożona na wzgórzach i domy są polożone na wzgórzach po obu stronach szosy, odpaliłem nawigacje i tak trafiłem do koleżanki, która mieszkała po 2 stronie szosy za wzgórzem, ładnie położona okolica, wreszcie mogłem odpocząć, umyłem się, przebrałem i tu postanowiłem zostać 1 dzien, by odpocząć bo było co dymać.
Pózniej posiedzieliśmy i gadaliśmy długo, fajnego syna ma Alina i bardzo grzeczny i tak zleciał wieczór, poglądałem trochę tv i spać a spało się super bo cisza i spokój tak jak lubie. Poniżej mapka z trasa.
5 dzien wyprawy, Grabownica Starzenska i blisko. 10.06.2023 Przebudziłem się wczesnie na chwile i tu widok z łazienki i na wzgórza okoliczne
A tu fotka z podwórza z przodu, podobało mi się tu, dlatego zostałem jeszcze.Koło 7mej zjadłem śniadanko kanapki z sałatą i pomidorkiem tak jak lubie , fajnie sie tu czułem no jak u siebie wręcz, wypiłem herbatę i pojechałem z synem Aliny do Biedry na małe zakupy a Biedra z niecałe 2km od jej domu , więc rowerami pojechaliśmy
A ludzi było w tej Biedrze przy kasie, po zakupach wróciliśmy do domku, zostawilismy torby i postanowiliśmy przejechać sie po okolicy w sumie miałem w planach pojechać na Sanok czy Soline i wrócic, ale co tam tu też fajnie. O 10.58 pojechaliśmy, pogoda super, słoneczko, zjechaliśmy z górki przez łąkę
i byliśmy na asfalcie koło wsi Lalin, ruch tu zerowy praktycznie, okolica piękna
Dojechaliśmy do Lalina tu fotka Cerkwii bo była ładna a pózniej pojechaliśmy jeszcze asfaltem kawałek i zobaczyłem wzniesienie góry która mnie zainteresowało. Tu jeszcze kawałek asfaltem
A pózniej już do lasu pod góreczke, tu jeszcze droga była a wczesniej była chałupa a koło niej było to
Tu jeszcze na fotce była ścieżka a potem się skończyła i było pole a potem trawy i brak ścieżek i trzeba było kluczyć i tu było widać tą górę o nazwie Wroczeń 498,mnpm
Im dalej do podnóża góry tym gorzej a na zboczach masakra bo jezdziły wczesniej tam traktory i rozwaliły niektóre scieżki i było błoto, to czasem szliśmy na skróty po krzaczorach
Dobrze ze miałem mapy.cz to wiedziałem gdzie iśc bo i tak nie dało się tam jechać i w myślach sobie mówiłem, gdzie ja kurw pojechałem tu mogłem pojechać koło Sanu ha ha, tak więc mieliśmy zaprawę, pózniej wyjechaliśmy bo już kawałek się dało jechać na pola i koło tego domu gdzie stało te zdezelowane auto i wreszcie cywilizacja. hurra , tak więc rowerem na tą góre nie polecam a na asfalcie jaka ulga a zmęczeni byliśmy masakrycznie bo było też parno A w domu wziąłem prysznic a potem czekało to Pyszne piwko a potem odpoczynek i obiad pózniej, jeszcze w planach spacer będzie o 17tej a w międzyczasie sobie buty wyczyściłem bo trochę były brudne po tych błotach a póznie obejrzelismy razem tv i zleciało do 17tej , pogoda ładna jeszcze więc spacer był Poszliśmy tyłami, znów przez łakę a potem do głównej szosy tu zaszliśmy na chwilę do sklepu, młody wziął rower ze soba, łądna ta Grabownica i dość spora, zrobiliśmy takie spore kółeczko wokół wsi i wróciliśmy, słonko prażyło niezle
A po spacerku chwilę posiedziałem na dworze bo jeszcze było fajnie
A pózniej trochę ogladaliśmy tv, oczywiście też rozmawialiśmy i fajnie się rozmawiało jakbyśmy się znali kupę lat, potem kolacja była i kolo 19tej zaczęło lać i burza przyszła i lało dość długo chyba do póznych godzin nocnych i tak minał fajnie dzionek, przydał mi się taki jeden dzień łodpocynku. 6 Dzien wyprawy 11.06.2023 Grabownica Starzeńska- Przemyśl 101km Wstałem jakoś koło 6tej, oczywiście jeszcze leżałem, potem zajrzałem za okno a tam troche mglisto, dopiero potem było troszkę lepiej, plus że nie padało
Chmurki jednak nie wyglądały za ciekawie, po obserwacji zrobiłem sobie kawy i śniadanko bo Alina i syn też już wstali, po śniadanku zacząłem się niestety pakować i trzeba było jechać dalej z Żalem bo fajnie tu było, jeszcze tu zawitam, była i fotka z gospodyniaZ tej strony pozdrowionka dla ciebie, koło 7.46 wystartowałem a tak się nie chciało, jeszcze fotka na miejsce gdzie mieszka Alina i droga wyjazdowa na główną drogę
Dojechałem do szosy na Sanok, jeszcze mokrej od deszczu, kurna gdybym wiedział ze Sanok tak blisko to bym wczoraj poleciał bo to tylko 15km bo w planach miałem jechać na Lalin i w stronę Sanu i przez most wiszący a poleciałem na Sanok, no trudno, ruch był mały
Niestety było lekko pod wiatr jak na razie, mimo to do Sanoka dojechałem szybko bo o dziwo było sporo zjazdów, zapomniałem dodać że to była niedziela dlatego pustki, w Sanoku także pustki a miasto ładne
Do centrum prowadziła mnie ścieżka rowerowa, nad Solinę też mi się nie chciało jechać ,choc w sumie mogłem bo urlopu miałem sporo, po kilkunastu metracch dotarłem do centrum, tu kilka fot, tam też zrobiłem małą pauzę i rundkę przy rynku i punkcie widokowym
Tutaj tez mi sie podobało, długo tu nie zabawiłem i ruszyłem dalej i akurat ludzie wychodzili z kosciola i mama jeszcze dzwonila wiec na chwile stanąłem no i pozniej pojechalem w kierunku Sanu, ktory przekroczyłem
i bylo Muzeum Etnograficzne , jednak nie wchodzilem tam tylko wjechalem przed kasy i posiedzialem tu troszke, brr zmarzłem troszke tu do tego cos zaczęło kropic.
Po zakupie folii pojechałem na rynek czy Starówke i tu się pokręciłem trochę a potem przejechałem koło stadionu żużlowego
Mokro było więc nie siedziałem tu długo i postanowiłem jechać dalej, po scieżkach do granic miasta a scieżki z polbruku, jeszcze jakiś cep dostawczakiem mi nie ustąpił, wogóle kierowcy jeżdżą tu tragicznie! Teraz jechałem na Krościenko Wyżne, niezbyt stromą drogą bo tylko małe hopeczki, więc git był i po około 2km dojechałem tu tylko fota tablicy i dalej jazdaA pózniej ju ż było płasko minąłem Krościenko a potem wjechałem chyba przypadkiem na główna drogę E371
Jednak po 2km skręciłem na miejscowość Iskrzynia i potem wjechałem do miejscowości Haczów i tu jechałem po takiej ścieżce wąskiej na szczęscie z asfaltu i ścieżka szła z lewej strony, dobre i to, choć ruch tu był niezbyt duży. Ciągnęła się ta miejscowość aż wyjechałem wkońcu ,choć pojedyncze domy się zdarzały, teren dookoła ładny, sielski, po kilku km dojechałem do Trześniowa i postanowiłem zatrzymać się przy sklepie bo było gorąco po tych deszczach bo wyszło słonko, więc było piwko zero i lodzik Posiedziałem tu troszkę na werandzie ha ha, szedł chłopak z dziewczyną i się pytał skąd jadę i dokąd to w szoku był że tak można a no można, pożyczyli mi szerokiej drogi a ja wychlałem piwko i ruszyłem , aha ja jechałem do Grabownicy Starzeńskiej bo miałem nocleg u bardzo fajnej kolezanki Aliny, tak więc ruszyłem dalej a w Bukowie spotkałem rowerzystę i kawałek z nim jechałem i się pytałem jak najbliżej do tej Grabownicy a on że przez Brzozów lub lasem no to poleciałem tym lasem,ale to pózniej jak trafiłem.
Zanim jednak trafiłem na szlak to pojechałem asfaltem w kierunku na Strachocine a to trochę naokoło, tak więc zerknąłem na mapy.cz i znalazłem tą drogę, w Górkach, takiej miejscowości zjechałem na szlak.
dużego piachu nie było, tylko jak to w górach było troche kamyków i korzeni czasem , po około 3km dojechałem do Grabownicy a tam czekał mnie mega podjazd i tu.....prowadziłem rower, dobrze że tylko kawałek i dojechałem do głównej szosy, ta miejscowośc jest polożona na wzgórzach i domy są polożone na wzgórzach po obu stronach szosy, odpaliłem nawigacje i tak trafiłem do koleżanki, która mieszkała po 2 stronie szosy za wzgórzem, ładnie położona okolica, wreszcie mogłem odpocząć, umyłem się, przebrałem i tu postanowiłem zostać 1 dzien, by odpocząć bo było co dymać.
Pózniej posiedzieliśmy i gadaliśmy długo, fajnego syna ma Alina i bardzo grzeczny i tak zleciał wieczór, poglądałem trochę tv i spać a spało się super bo cisza i spokój tak jak lubie. Poniżej mapka z trasa.
5 dzien wyprawy, Grabownica Starzenska i blisko. 10.06.2023 Przebudziłem się wczesnie na chwile i tu widok z łazienki i na wzgórza okoliczne
A tu fotka z podwórza z przodu, podobało mi się tu, dlatego zostałem jeszcze.Koło 7mej zjadłem śniadanko kanapki z sałatą i pomidorkiem tak jak lubie , fajnie sie tu czułem no jak u siebie wręcz, wypiłem herbatę i pojechałem z synem Aliny do Biedry na małe zakupy a Biedra z niecałe 2km od jej domu , więc rowerami pojechaliśmy
A ludzi było w tej Biedrze przy kasie, po zakupach wróciliśmy do domku, zostawilismy torby i postanowiliśmy przejechać sie po okolicy w sumie miałem w planach pojechać na Sanok czy Soline i wrócic, ale co tam tu też fajnie. O 10.58 pojechaliśmy, pogoda super, słoneczko, zjechaliśmy z górki przez łąkę
i byliśmy na asfalcie koło wsi Lalin, ruch tu zerowy praktycznie, okolica piękna
Dojechaliśmy do Lalina tu fotka Cerkwii bo była ładna a pózniej pojechaliśmy jeszcze asfaltem kawałek i zobaczyłem wzniesienie góry która mnie zainteresowało. Tu jeszcze kawałek asfaltem
A pózniej już do lasu pod góreczke, tu jeszcze droga była a wczesniej była chałupa a koło niej było to
Tu jeszcze na fotce była ścieżka a potem się skończyła i było pole a potem trawy i brak ścieżek i trzeba było kluczyć i tu było widać tą górę o nazwie Wroczeń 498,mnpm
Im dalej do podnóża góry tym gorzej a na zboczach masakra bo jezdziły wczesniej tam traktory i rozwaliły niektóre scieżki i było błoto, to czasem szliśmy na skróty po krzaczorach
Dobrze ze miałem mapy.cz to wiedziałem gdzie iśc bo i tak nie dało się tam jechać i w myślach sobie mówiłem, gdzie ja kurw pojechałem tu mogłem pojechać koło Sanu ha ha, tak więc mieliśmy zaprawę, pózniej wyjechaliśmy bo już kawałek się dało jechać na pola i koło tego domu gdzie stało te zdezelowane auto i wreszcie cywilizacja. hurra , tak więc rowerem na tą góre nie polecam a na asfalcie jaka ulga a zmęczeni byliśmy masakrycznie bo było też parno A w domu wziąłem prysznic a potem czekało to Pyszne piwko a potem odpoczynek i obiad pózniej, jeszcze w planach spacer będzie o 17tej a w międzyczasie sobie buty wyczyściłem bo trochę były brudne po tych błotach a póznie obejrzelismy razem tv i zleciało do 17tej , pogoda ładna jeszcze więc spacer był Poszliśmy tyłami, znów przez łakę a potem do głównej szosy tu zaszliśmy na chwilę do sklepu, młody wziął rower ze soba, łądna ta Grabownica i dość spora, zrobiliśmy takie spore kółeczko wokół wsi i wróciliśmy, słonko prażyło niezle
A po spacerku chwilę posiedziałem na dworze bo jeszcze było fajnie
A pózniej trochę ogladaliśmy tv, oczywiście też rozmawialiśmy i fajnie się rozmawiało jakbyśmy się znali kupę lat, potem kolacja była i kolo 19tej zaczęło lać i burza przyszła i lało dość długo chyba do póznych godzin nocnych i tak minał fajnie dzionek, przydał mi się taki jeden dzień łodpocynku. 6 Dzien wyprawy 11.06.2023 Grabownica Starzeńska- Przemyśl 101km Wstałem jakoś koło 6tej, oczywiście jeszcze leżałem, potem zajrzałem za okno a tam troche mglisto, dopiero potem było troszkę lepiej, plus że nie padało
Chmurki jednak nie wyglądały za ciekawie, po obserwacji zrobiłem sobie kawy i śniadanko bo Alina i syn też już wstali, po śniadanku zacząłem się niestety pakować i trzeba było jechać dalej z Żalem bo fajnie tu było, jeszcze tu zawitam, była i fotka z gospodyniaZ tej strony pozdrowionka dla ciebie, koło 7.46 wystartowałem a tak się nie chciało, jeszcze fotka na miejsce gdzie mieszka Alina i droga wyjazdowa na główną drogę
Dojechałem do szosy na Sanok, jeszcze mokrej od deszczu, kurna gdybym wiedział ze Sanok tak blisko to bym wczoraj poleciał bo to tylko 15km bo w planach miałem jechać na Lalin i w stronę Sanu i przez most wiszący a poleciałem na Sanok, no trudno, ruch był mały
Niestety było lekko pod wiatr jak na razie, mimo to do Sanoka dojechałem szybko bo o dziwo było sporo zjazdów, zapomniałem dodać że to była niedziela dlatego pustki, w Sanoku także pustki a miasto ładneDo centrum prowadziła mnie ścieżka rowerowa, nad Solinę też mi się nie chciało jechać ,choc w sumie mogłem bo urlopu miałem sporo, po kilkunastu metracch dotarłem do centrum, tu kilka fot, tam też zrobiłem małą pauzę i rundkę przy rynku i punkcie widokowym
Tutaj tez mi sie podobało, długo tu nie zabawiłem i ruszyłem dalej i akurat ludzie wychodzili z kosciola i mama jeszcze dzwonila wiec na chwile stanąłem no i pozniej pojechalem w kierunku Sanu, ktory przekroczyłem
i bylo Muzeum Etnograficzne , jednak nie wchodzilem tam tylko wjechalem przed kasy i posiedzialem tu troszke, brr zmarzłem troszke tu do tego cos zaczęło kropic.
Długo tu nie zabalowałem bo po kupieniu pamiątek ruszyłem dalej, ale nie bezpośrednio na Przemyśl ,tylko wzdłuż Sanu najpierw i tym sposobem ominąłem wzgóza i górki np wzgórze Przysłup 658mnpm i słynne serpentynki, powoli opuściłem Sanok i kierowałem się na wsie Trepcza i Międzybrodzie
A za Międzybrodziem spotkałem jakiegoś Ultrasa który jechał do Janowa Lubelskiego, chyba z Cisnej i teraz miał cały czas pod wiatr bo wiało z północnego wschodu, jechaliśmy spory kawałek aż sie rozdzieliliśmy przy moście w miejscowości Mrżygłod ja pojechałem w prawo a on prostoWjechałem tuż za mostem do Tyrawy Solnej a potem przez wsie Siemuszowa, HołuczkówPotem na mapie zobaczyłem że był skrót z Siemuszowej przez Kreczów no trudno, dojechałem więc do innej Tyrawy, tym razem Wołoskiej i tu dotarłem do głównej drogi, gdzie wcześniej były wspomniane serpentynki słynne które ominąłem, patrzyłem na street view byłoby co dymać ha ha a przy 13 stopniach bo taka była temperatura to by bylo nieciekawie bo pod góre gorąco a na zjazdach byłbym mokry, ale jeszcze bede pózniej. Na głównej troszkę ruch większy i pod wiatr, ciężko mi się jechało bo było też lekko pod górę
A tam dalej zatrzymałem się w byłej smażalni ryb bo było pozamykane w 3 dupy, ale było miejsce żeby sie skitrać i zrobiłem sobie kawy bo trochę zmarzłem i to w czerwcu!! z godzine tu byłem. a tu miejsce https://www.google.pl/maps/@49.6016688,22.3916141,3a,75y,2.42h,72.86t/data=!3m6!1e1!3m4!1syd4xzVj47t7JkhzfM3X0QA!2e0!7i16384!8i8192?entry=ttu
Po wypiciu herbatki ruszyłem dalej, trochę ogrzany, dalej było lekko pod górę do tego ruch czasem i byłem już w Gminie Bircza
i tak dojechałem do Kuzminy pod sklep, zrobiłem małe zakupy, był też Strażak
W sklepie pogadałem z sympatycznym włascicielem i jego żoną a na zewnątrz z 2 gościami też, pytałem o jakiś skrót do Przemyśla a oni że będzie dalej za serpentynkami i mówili że bedzie pod góreczke sporo no i było i od razu gorąco a na szczyciew wiało i było brrrr, ale za to widoczki były fajne
Na chwilę tu stanąłem a potem m miałem mega zjazd aż do BirczyTu jakby chwilowo się zrobiło cieplej, dobrze że było trochę zjazdu bo potem znó serpentynka a na góze taki widoczek
Miejsce fajne tylko znów tu powiało i pojechałem dalej do wsi Olszany i tu szukałem skrótu do Przemyśla by nie jechać naokoło przez Krasiczyn bo mi się nie chciało, skręciłem więc w prawo i potem na dzień dobry podjazd i oczywiście prowadzenie roweru, potem następny mniejszy i dopiero pózniej już zjazdy do Prałkowic do przedmieść Przemyśla i tu wjechałem na ścieżkę wzdłuż Sanu i nią dojechałem do mostu, pieszo rowerowego nad Sanem.
Na chwilę tu stanąłem a potem m miałem mega zjazd aż do BirczyTu jakby chwilowo się zrobiło cieplej, dobrze że było trochę zjazdu bo potem znó serpentynka a na góze taki widoczek
Miejsce fajne tylko znów tu powiało i pojechałem dalej do wsi Olszany i tu szukałem skrótu do Przemyśla by nie jechać naokoło przez Krasiczyn bo mi się nie chciało, skręciłem więc w prawo i potem na dzień dobry podjazd i oczywiście prowadzenie roweru, potem następny mniejszy i dopiero pózniej już zjazdy do Prałkowic do przedmieść Przemyśla i tu wjechałem na ścieżkę wzdłuż Sanu i nią dojechałem do mostu, pieszo rowerowego nad Sanem.
Przy moście sobie usiadłem przy wiacie na szlaku Green Velo
Tak sobie siedze a potem podjezdza jakis kolarz a to kolega z Facebooka Dawid, pogadaliśmy trochę a potem kawałek jechal ze mną bo szukalismy noclegu dla mnie bo on tu obeznany, pierwszy niewypał w centrum bo chcieli 300zl za noc! masakra, pózniej on pojechał a ja wyczaiłem jakiś hostel w wieżowcu niedużym na Puławskiego i tam doń ruszyłem, wczesniej zrobiłem kilka fot w centrum, przejezdzałem tez koło dworca pkp takim zabytkowym mostem gdzie można jezdzić rowerem a jakiś stary dziad cos pyszczył gdzie ja jeżdże! normalnie głupi. A było to tu....https://www.google.pl/maps/@49.7841953,22.7723385,3a,80.6y,2.2h,91.25t/data=!3m7!1e1!3m5!1sEX2Ub5kDSNgBhh7zPrC78A!2e0!6shttps:%2F%2Fstreetviewpixels-pa.googleapis.com%2Fv1%2Fthumbnail%3Fpanoid%3DEX2Ub5kDSNgBhh7zPrC78A%26cb_client%3Dmaps_sv.tactile.gps%26w%3D203%26h%3D100%26yaw%3D33.08832%26pitch%3D0%26thumbfov%3D100!7i13312!8i6656?entry=ttu
Pierwszy raz tu byłem i przyznam centrum bardzo ładne i oczywiście sporo ludzi, dojechałem do tego miejsca noclegu i był na zewnątrz jakiś Ukrainiec i się pytam gdzie tu recepcja a on że to przez Booking trzeba płacić i coś pokazuje w tel, tak więc zalozyłem apke i sie loguje i płacę a tam jakiś bład a kasa wpłynęla 50zł, trochę byłem wkurw...y, pózniej przyszła dziewczyna do recepcji bo o dziwo była i pokazuje że zapłaciłem im ona patrzy nie ma a ja dowód miałem że poszło, potem mi tą kasę booking na szczescie zwrócił na konto, masakra jakaś, tak więc zapłaciłem normalnie i poszedłem do pokoju na 2 piętrze a tam byłem z 3 Ukraincami w pokoju, no trudno będą chrapać ha ha, rozpakowałem się i poszedłem się umyć, przebrałem się w cywilniaki, coś zjadłem i potem poszedłem na pieszo do miasta. Połaziłem najpierw wzdłuż Sanu kawałek a potem po starówceMoże się powtórze, ale miasto piękne i ludzi dużo też było, na fotach tego nie widać, ale było ludzi.
Pół godz chyba obszedłem starówke i bliskie okolice, dalej mi się nie chciało, wróciłem więc do Ptsmu , rzeczy były na swoim miejscu, poszedłem się umyć a potem kolacja a kuchnia była na samym dole a tam już było kilku Ukrainców, też cos jedli lub gadali, jeden chciał żebym mu poszedł po wódkę i daje mi 200zł, ja udawałem że nie rozumiem a potem że nie pójdę bo nie i dalej robiłem kolacje aż za dużo, jakoś umęczyłem jedzenie i poszedłem do łóżka i myślałem że bedzie koncert życzeń, jednak można było zasnąć ha ha. Poniżej kilometraż .
Jak widzicie pogoda była, tylko wiatr lekko przeszkadzał, teren pagórkowaty a jechałem z prawej strony Sanu i czemu ja nie pomyślałem żeby jechać wzdłuż Sanu przy korycie bo były drogi, no trudno, widoki super
, tylko ruch mnie wkurzał a w miejscowości Korytniki
czekał mnie srogi podjazd, masakra była i na górze zrobiłem pauze na przystanku
bo trochę się zmachałem, bo jak już pisałem do 30go km, cieżko mi idzie jazda bo dopiero potem się rozgrzewam i mogę jechac i jechać a po przerwie w nagrode miałem mega zjazd 10 procentowy
Normalnie tak to można jechać, rower sam idzie i tak mijałem miejscowości i za Reczpolem następny zjazd też 10 procent, normalnie jestem rozpieszczany no i potem było raz w dół i lekkie hopki i dopiero pauza na punkcie widokowym w miejscowości Babice
Miejsce fajne, weięc odpocząłem tu w cudzysłowiu z 10 minut i dopiero się zatrzymałem na zakupach w markecie z popularnym owadem w miejscowości Nienadowa Po zakupach ruszyłem dalej, kawałek ścieżką
i przerwe na jedzenie zrobiłem w Dubiecku, wypatrzyłem jakiiś pałac, ale był ogrodzony częsciowo i chyba prywatny, ciężko powiedzieć
opuściłem więc to miejsce, więc zjadłem śniadanie drugie na ławce niedaleko głównej drogi, niedaleko była fajna cerkwia Ruszyłem dalej po przerwie i dalej drogą 884, tu było na razie płasko jakiś czas, dojechałem do Dynowa od północy bo do centrum nie wjeżdżałem, przekroczyłem skrzyżowanie dróg i za krzyżówką skręciłem w mniej ruchliwą drogę w kierunku już na Rzeszów i tu ruch był o wiele mniejszy. mijałem miejscowości Harta i Piątkowa, był lekkie hopki, po drodze nawet był remont drogi, około 1km, potem jechałem nowiutkim asfaltem. Nieco dłuższą pauze zrobiłem w miejscowości Błażowa przy Mor Green Velo, bo szedł tu szlak. Przydała sie ta pauza bo potem najpierw było w miarę bo tylko małe hopki no i w Nowych Borkach czekała mnie ostatnia duża zmarszczka którą podjechałem W sumie i tak pojechałem inaczej jak chciałem bo miałem jechać przez Matysówkę i taki punkt widokowy a poleciałem tędy no i po paru km byłem już w Tyczynie a tu już płasko tu zrobiłem fotki
i poleciałem na Rzeszów bo już rzut beretem i dojechałem do głównej Arterii a tu na szczęsćie była ścieżka rowerowa w kierunku centrum, jeden minus, trochę hałasu i ciągnęła się.
Tak to wyglądało, potem było trochę polbruku i pózniej dojechałem do Wisłoka i tam też była ścieżka
Tu miałem trochę spokoju od ruchu aut. Ścieżka szła lewą stroną a Wisłok płynął z prawej, sporo tu było studentek bo był taki park też, ogólnie fajne miejsce, był też jakiś stadion niedaleko.Dojechałem do mostu koło spoooorego wieżowca i potem już kręciłem się przy centrum i jak widać pogoda się psuła
Na miesćie obmysliłem plan by w razie jakby padało to żeby podjechać pociągiem do Tarnobrzega i tak też zrobiłem, pojechałem kupić bilet bo widziałem na radarach że jakieś opady szły, na dworcu i w pobliżu remonty a bilety sprzedawali w takiej budzie, kupiłem szybko i pojechałem coś zjeść do baru, zamówiłem bigos, ale był niedobry, masakra. Jedyny plus to że podładowałem sobie telefon bo z godzinke tu siedziałem no a potem pośmigałem po rynku Rzeszowskim i okolicach, łapcie fotki
Jeszcze pustawo bylo na rynku.
Piękny rynek, tylko ta kostka to nie na moje bagaże i cięzki rower, pózniej jednak wyjechałem z Rynku i śmigałem po miescie w tym koło największej ci...y w regionie by udać się znów w kierunku dworca.Tu też koszmarki na ściezce, czyli lampa
I tu też wyżej.
Nice pussy. Dojechałem znów do dworca i tu tunelem, przeszedłem do pociągu a pociąg spoko bo było miejsce na rower a ja siedziałem obok i to w środku pociągu, pociąg najpierw jechał wolniej bo były jakieś remonty torów dopiero za Rzeszowem szybciej jechał i fajno się jechało. W Tarnobrzegu byłem o 15 .55, więc trza było jechać bo dziś nocuje u kolegi koło Ostrowca Świętokrzyskiego czyli w Kunowie a to stąd jeszcze koooopę km i będą hopki a poniżej kilka fot Tarnobrzega co fajne, sporo tu było ścieżek rowerowych, polbruk, ale dobrze sfrezowany i dobrze się jechało.
Teraz szukałem drogi do promu na Wiśle tym razem i pytanie czy chodził, po dojechaniu okazało się że pływa ufff tak bym musiał lecieć na Sandomierz a tak przepłynałem Wisłe
Przed Koprzywnicą musiałem stanąć by ściągnąć długie łachy bo było ciepło i po chwili dojechałem do miejscowości, jednak nie stawałem tu bo znów się chmurzyło na szczęscie deszcz poszedł bokiem. Minąłem miejscowość i dalej jechałem kawałek główną drogą 79, choć mogłem i przez miejscowośc dojechać czyli ul 11 listopada i wyjechać niedaleko zalewu, długo jednak nie jechałem tą główną i zjechałem na miejscowości Gnieszowice i Trzy Kosy a w Koprzywnicy już raz przejeżdżałem podczas innej wyprawy jak leciałem na Sandomierz więc teraz na Zalew nie zajeżdżałem, a dalsza droga spoko, troche pól i sadów
ruch mały no i wiało dalej i tu jeszcze płasko było. W Zbigniewicach kolonia chwilowo zle pojechałem bo do Zbigniewic, po 1km sie cofnałem i było ok i dojechałem do drogi głównej na Opatów tu była mordega w Borku Klimontowskim nawet było lekko pod górkę, dopiero w Klimontowie na chwilę zjechałem z głównej drogi
, sam nie wiem po co, chyba żeby zobaczyć miejscowość , wjęc zajechałem na Rynek
Po przerwie jadę dalej, więc znów na główna drogę i walka z bocznym wiatrem, czasem czołowym i dopiero zjechałem z głównej drogi przy miejscowości Gozlice i tu już miałem spokój bo skręciłem w lewo i ....wiatr w plecy dłuższy czas no i okolica piękna i pogoda! Tak wyglądała dalsza droga, teren piękny, choć dłużyła mi się tui droga i Szymon pisał że bedzie jechał w moim kierunku więc spox, pozniej przekroczyłem szosę Opatów , Łagów i dalej jechałem klimatycznymi wioskami i polami, piękny letni czas z resztą zobaczcie fotki i było widać Góry Swiętokrzyskie.
Jakbym tu mieszkał to bym śmigał często, rozkoszowałem się krajobrazami i spokojem bo auta jechały tu moze 2 lub 3 na krzyż, pózniej zrobiłem małe koło znów bo nie popatrzyłem dobrze na mapę. Dobrze że dalej nie jechałem naokoło tylko kawałek, dalsza droga to lekkie hopki, choć tu już byłem trochę zmęczony, dalej w Kosowicach przejechałem główną drogę i dalej mniej ruchliwą drogą jechałem na Kunów i koło Mychowa spotkałem Szymona który jechał na elektryku Fat Bikiem i tu pierwszy raz jechgałem tym rowerem już do końca do domu jego, tylko że pojechaliśmy lekko naokoło bo prawie do Ostrowca Świętokrzyskiego wjechaliśmy, szkoda że było pózno bo zwiedziłoby sie miasto i poznało innego kolegę z Fejsa. W domu byliśmy chyba po 20ej a tam powitała mnie żona Szymka Kasia, jej mama i uroczy Piesek, który mnie polubił bo szczekał cały czas a jak chciałem pogłaskać go to uciekała bo to suczka a cwana bestia ha ha, poszedłem się wykąpać a potem kolacja i gadalismy sobie wszyscy a potem poszliśmy do innego pokoju, obejrzeliśmy film i po północy nyny no i tak zleciał wieczór i dzień wyprawy kolejny zaliczony 8 dzien wyprawy- Kunów i okolice 13.06.2023 Wstałem jakoś po 7, Szymek pojechał do pracy a Kasia też już wstała, ja po jakimś czasie też wstałem, pózniej śniadanko aaaaa fotka z rynku w Kunowie gdzie byłem goszczony Jak widzicie pogoda nie była tak fajna jak poprzedniego dnia, jednak nie padało jeszcze, więc po jakims czasie wybrałem si ę z Kaśka w małą traskę po okolicy między innymi w takim małym Wąwozie i koło takiego mini wodospadu, prawie jak w górach było, naprawdę fajna okolica i wczoraj fajna była i dziś też.
Po godzince wróciliśmy z powrotem, choć w sumie mogłem jeszcze polecieć do Ostrowca, nie pomyślałem, jeszcze jednak potem pośmigam z Szymkiem, jak wróciliśmy to wypiłem kawę, pogaadaliśmy , piesek czasem poszczekał ha ha no i tak zleciało do 14tej, przyjechał Szymek z pracy, zjedliśmy obiad no i po jakiejs chwili, jadymy na rowerki, trochę dłużej bo około 30km, lekko wiało, ale do przeżycia, polecieliśmy na fajne wąwozy i był tam fajny podjezdzik a potem polecieliśmy na bezdroża i znó na mini wodospad, zobaczcie fotypiękny teren
fajne skałki
tu wyżej wcale nie było płasko
Szymek to fajny kolega i fajnie się gadało, pośmigaliśmy jeszcze, potem pojechaliśmyu przez pola i tu zaczęło mocniej padać a Szymkowi coś się stało z hakiem i naprawiał w tym deszczu, na szczęscie udało się ogarnac
padało dalej , więc musieliśmy wracać przez mokre łaki, polną drogą, buty mokre a potem był zjazd wąwozem, trochę niebezpieczny na mokrym i musiałem mocno hamować w niektórych miejscach tak jak na fotce poniżej Nawet jak hamowałem to musiałem uwazać bo mnie zarzucało na prawo , ale jakoś zjechałem a Szymek to szybko zjechał, pojechaliśmy szybko do domu bo padało dalej, przydała się jednak ta pauza w wyprawie bo jechac w deszczu takim, masakra by była😂 A w domu się wykąpałem, ciuchy do prania i potem kawucha i zleciało popołudnie, piesek dalej mnie obszczekiwał , ale to nic, pogadaliśmy potem wszyscy razem zjedliśmy kolacje i potem lulu po 22. 9 dzien wyprawy 14.06.2023 Kunów- Chęciny 90km Wstałem po 5tej bo Szymon do pracy w sumie pasowało mi to bo będe miał czas na dłuższą jazdę, wyjrzałem na podwórko zobaczyć jaka pogoda, było pochmurno, ale na razie bez deszczu, pożegnałem się z Kasią i jej mamą i wcześniej z Szymkiem no i ruszyłem w stronę Kielc, wiaterek na razie słaby i oby tak zostało, minałem kościółek w Kunowie, jak widać było pochmurno. Za Kunowem jeszcze był fajny wąwóz
Prawa że fajny? może nie tak stromy jak wczorajszy, ale też spox Po opuszczeniu wąwozu już było normalnie i wypłaszczyło się a w Kunowie Kolonii był widoczek na wzgórza
No i ten spokój tu, mało aut, normalnie tak jak lubię , mijałem wioseczki no i dojechałem skrótem do szutrowej drogi, tu fotki i potem miałem podjazd spory też szutrowy a była to miejscowość Wojteczki
Niedaleko był Zalew Wióry, jednak nie chciało mi się tam zbaczać, zalew jak zalew, pojechałem więc dalej w Kotarszynie był kościółek i fota w locie Fajnie się jechało i za Boleszynem zobaczyłem 2 psiaki a potem przybiegł 3 no i jak tu nie pogadać z nimi, więc się zatrzymałem
Po tej nieoczekiwanej, ale fajnej pauzie ruszyłem dalej w kierunku na Wieloborowice a tam zaczeło mocniej padać, więc musiałem schować się pod......drzewem, bo przystanku tam nie było w poblizu
Czekałem tak z pół godzinki i jak zelżało to ruszyłem dalej i po kilku km stanąłem na przystanku we Starych Wawrzencach bo..... kawy mi się zachciało no i gdzie mi się spieszyło?
Nie ma to jak kawusia na powietrzu, fajno się siedziało aż nie chciało mi się ruszać, no ale jak cza to cza ha ha, teraz jechałem na Bodzentyn i tam się chwilkę pokręciłem po miasteczku
Całkiem ładne miasteczko, tu jednak nie stawałem i pojechałem dalej, najpierw drogą 752 z pasem awaryjnym Byłem na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego i tu były po bokach pagórki po 400mnpm , po jakimś czasie skończył się pas awaryjny i zaczęła się fajna ścieżka rowerowa
Scieżka zaprowadziła mnie do Katarzyny i na dodatek Świętej! oj co to będzie a ja taki Antychryst , ale spokojnie to tylko taka miejscowość
Nawet ścieżki porzadne dalej prowadziły, noooo Kieleckie na plus pod względem ścieżek a w tej miejscowości prowadziły szlaki na Łysice, jednak z sakwami nie właziłem na góre, tylko koło Odido sklepu stanąłem i wnet zakupy małe zrobiłem, zjechałem z głównej drogi i jechałem teraz mniej ruchliwą drogą
Szerokie, fajne i wygodne, można tak śmigać, po zakupach, następną pauze na chwilę, czyli na Papierzaka itd zrobiłem na przystanku a wlasciwie za, przed wsią Machocice Kapitulne i pózniej juz bez postojów i dopiero pózniej nad Zalewem Cedzyna zrobiłem postój a dojechałem tam o taką drogą
Fajna odmiana od asfaltów, po około 1,5km byłem nad wodą i dojechałem do małej pażyczki zarośniętej A za mną była mała architektura
Może jakby była pózna poraa to bym tu przenocował a tak to ciąłem dalej przez wioski Wola Kopcowa i Domaszowice, dojechałem na przedmiescia Kielc i fotka musiała by ć potem przy tablicySzybka fotka i pojechałem dalej bo coś zaczynało padać i ujechałem z 3km i przerwa była na ul Żniwnej na przystanku
A skąd wiem że ul Żniwna? z aplikacji Geo Setter, tak więc posiedziałem tu troszkę, nawet pojadłem i po opadach ruszyłem do centrum ul Domaszowską a pózniej Leszczynską i Aleją Solidarności
Tymi ulicami dotarłem do Kieleckiego rynku, nie będe się rozpisywał jak tam jest, łapcie fotki
A pózniej podjechałem koło teatru gdzie był napis I love Kielce, no wiadomo że fota musi być Po zrobieniu foty pojechałem do Śródmieścia, tam się pokręciłem no i był fajny dzień bo dzień odebrania wypłaty z pracy ,więc do banku też zajechałem a troszkę tam posiedziałem.
Po pauzie pokręciłem się po Śródmiesciu i poleciałem na Planty i tu pojechałem do Zalewu Kieleckiego i w tył wzrotPo zobaczeniu zalewu, wróciłem się z powrotem i teraz czas na atrakcje Kielc, czyli kadzielnie a dojechałem tam ścieżką, naprawde fajne miejcena fotce wyżej Aleja l JP2
Posmigałem tu dookoła troszkę, fajne miejsce, poczułem też że cos mi kropi, zobaczyłem na radar i faktycznie fronty jakies szły no i popsuły mi plany bo miałem jeszcze pojechac na punkt widokowy na Ślichowicach a tak trzeba było uciekać w kierunku na Chęciny
Ulicą Krakowską powoli opuszczałem Kielce a szkoda bo widziałem na mapy. cz że sporo fajnych miejsc było do zwiedzania, jechałem też takim fajnym leśnym odcinkiem
Dojechałem do miejscowości Zalesie i tu zrobiłem zakupy w pobliskim sklepie, już padało, na razie nie mocno a jednak i byłem w innej gminie
Trochę było tych zakupów i nie wiedziałem gdzie będe spał czy pod namiotem czy pod dachem, ale o tym pomyslałem pózniej w miejscowości Zagrody zjechałem z głównej drogi, choć niepotrzebnie bo by było bliżej do Chęcin a tak to poleciałem jak na fotce
Trudno tu chociaż było spokojniej i nawet ścieżki były gdzieniegdzie
Spoko sie jechało, zatrzymałem się na przystanku na chwilę by zobaczyc noclegi w Chęcinach i tak patrze i jest nocleg i to Ptsm! Ruszyłem więc dalej, choć nie dzwoniłem tam, jadąc z duszą na ramieniu i nie wiedziałem jak duży to obiekt, ale ryzyk fizyk i po kilku km dojechałem do Chęcin, fotka przy znaku i jadę do tego Ptsm. Po dojechaniu, okazało się ze to szkoła a więc miejsca powinny być, idę do recepcji a tam fajna dziunia i się pytam czy są miejsca a ona że tak, ufff jestem uratowany, poszedłem więc z bagażami na 1 piętro do pokoju się rozpakować a lokum jak na fotkach wyglądaPrzebrałem się też w cywilne ciouchy, zjadłem coś też, aaaa jeszcze widok z okna miałem fajowy bo taki Tak sobie siedze i słysze coś a tu leje mega i sobie myśle, ale mi się udało a lało dość długo, dopiero po 2 godz mogłem iść do dyskontu z popularnym owadem i też zrobiłem zakupy, nawet słonko wyszło
czyli coś na kolacje plus truskawki, pewnie powiecie a na zamek nie szedłeś na wzgorzu? a nie bo mi się nie chciało ha ha, miałem widok na niego z okna.
Po powrocie właczyłem muzyke, poczytałem gazety, posiedziałem na facezbuku i wieczór zleciał no i kolacja była spora.Tak ogólnie to na piętrze chyba byłem sam i na korytarzu była łazienka i kuchnia, nie robiłem fot pomieszczen, po kolacji umyłem sie i do łózeczka, poprzeglądałem zbuczka i nyny, to był ciekawy dzien i udało mi się z tą ulewa.
10 dzien wyprawy- 15.06.2023 Chęciny- Podłęże Szlacheckie-159km Wstałem po 6rano, to chyba z przyzwyczajenia, patrze za okno a tam jakoś mglisto
, jakb już jesien, trudno, ważne że nie leje, poszedłem się umyć i potem śniadanko bo to podstawa, nawet już sie przebrałem w strój Spakowałem dobytek, patrzyłem czy wszystko mam i powoli mogłem schodzic na dół a na dworze, niezbyt ciepło, ale na krótko można było jechać i rower już czekoł na rajzeWięc długo nie czekałem i ruszyłem w kierunku ryneczku i potem do mini parku czy jak to się nazywa, aaaaaaa Błonia👴 macie kilka fotUrokliwy ten ryneczek był, szkoda że było trochę mglisto, no cóż, ludzi mało coś tu było, dziwne. Z tego ryneczku poleciałem na te pobliskie Błonia i objechałem dookoła i tu też było pustawo.
Opuszczałem powoli Chęciny i po drodze był krzyż i cmentarz i w tej mgle wygglądał tajemniczo
Sami przyznacie co nie, po przerwie wjechałem na super ścieżke asfaltową przy drodze 762 i jechało się legancko tego i tak mogłem jechać i jechać.
Pierwszą krótką pauze zrobiłem sobie przed miejscowością Bocheniec, przy strumieniu o nazwie Wierna rzeka nooooo ciekawa nazwa.
Spodobało mi się tu więc sobie na chwilę stanąłem i po paru minutach pojechałem dalej po fajnej ścieżce i dalej było pochmurno , co to za czerwiec ha ha, masakra. Minąłem miejscowość Małogoszcz a pózniej musiałem jechać i patrzeć na mapę bo nie było prostej drogi tylko trzeba było kluczyć po wioskach z resztą zobaczcieCiężko mi się tu jakoś jechało bo było i lekko pod wiatr i sporo pól, byłem też w gminie Oksa, tylko bez oksów bo nie kupiłem he he
Dojechałem do Węglewa i zobaczyłem przystanek i tu sobie stanąłem na prawie godzinkę, jak widzicie bagaż spory i sam rower stalowy to trochę ważył, tak więc to nie jazda leciutko że z tyłu lekki bagażyk i spanie w hotelikach.Po przerwie ruszyłem dalej, troszkę odpocząłem i super, teraz jechałem w kierunku na Włoszczową, jednak do miejscowości nie zajezdzałem , tylko przez wioski, bo ona mi trochę nie po drodze, więc jechałem spokojnymi drogami np mijając fajny kościółek w Bebelnie Wsi Było sielsko i cicho i za wioską pauza plus filmik krótki i tu niespodzianka, słonko wyszło!!
A po przerwie dalsza jazda sielskim krajobrazem i tak dojechałem do drogi koło linii kolejowej co jezdzi Pendolino, a do torowiska musiałem dojechać polnymi i leśnymi drózkami
Dotarłem wreszcie do torowiska i były skarpy a z bagażem było cięzkawo i z ledwością wniosłem rower a 1 minute pózniej przejechało pendolino, uffff to mi się udało i nie musiałem jechać naokoło przez Ropocice. Po tych emocjach byłem juz koło Secymina, i tam też się udawałem i dość szybko tam dojechałem, ot udał mi się rym, nie było też daleko do miasteczka, tam też zrobiłem sobie przerwe na jedzonko, jakąś Jagodziankę wciągłem i loda sobie kupiłem a ruch tu był na rynku że szok.
Fajno się siedziało aż nie chciało się ruszać, teraz jechałem w kierunku Koniecpola, tak więc drodzy Państwo opusciłem Secymin i wsród lasów jechałem na Koniecpol, fajnym asfaltem równiutkim. Sielanka nie trwała długo bo tam dalej za zakrętem zaczął się remont drogi, ja rowerem jednak mogłem jechać, choć łatwo się nie jechało, byłem już w Województwie Sląskim
Dojechałem do Koniecpola koło galerii i tu zajechałem do sklepu wielobranżowego bo musiałem coś kupić a potem pod Dino i tu nasiadówka na jedzenie i z pół godz posiedziałem a potem do centrum
Nie stawałem tu za bardzo bo tylko czasami by spojrzec na mapy.cz jak jechać, więc szybko opuściłem miasto i na Czewę jechałem, nawet minąłem Św Anne, tu jednak nie stawałem.Dopiero stanąłem kawałek dalej za miejscowością koło jakichś stawów , była wiata i fotel, jakby dla mnie uszykowany, no nie spodziewał się ja, dziekuje ha ha.Fotel nie był zbyt czysty więc siadłem przy stole i się posiliłem, musiałem bluzę ubrać na chwilę bo wiało tu i po kilkunastu minutach ruszyłem dalej i już jechałem na Częstochowe, wioskami a dłużyła się droga niemiłosiernie, pierwotni miałem jechać zobaczyc zamki koło Olsztyna, jednak jakoś zapomniałem o tym pózniej, byłem na wysokości powyzej 300 mnpm Mijałem wioski, jedna np trochę się dłużyła i się jechało i jechało, masakra, pózniej inne wioski i na chwilę musiałem stanąc bo robiło się za ciepło i wody musiałem się napić i się polać a było to w Woli Mokrzeskiej.
Po przerwie ruszyłem dalej, nawet cienia nie było żenby się trochę schować przed słonkiem, następną pauzę troszke dłuższą zrobiłem w Mstowie i tu pauza na jedzonko na takim mini rynku
Całkiem sympatyczny ryneczek i tu też ruch spory był, dobrze że usiadłem trochę w cieniu, pojadłem troszku no i trzeba było pyndalić daliji, dobrze że do Czewy już niedaleko i szybko dojechałem na przedmiescia i jechałem po takiej ścieżce i pózniej miałem zjazd już do cywilizacji ha ha
Kierowałem się w miejsce wiadome, które było widać z daleka, czyli Sanktuarium, nie chodzę do kościoła, ale chciałem podjechać tam a po drodze mnóstwo świateł no i ludzi dużo i fajnych kobiet
Pokręciłem się tu i tam no i dotarłem na górkę słynną tu trochę połaziłem w tą i z powrotem.
Po tym mini zwiedzanku pojechałem znów tą długą Aleją do skrzyżowania z ul Kościuszki,
choć niepotrzebnie bo mogłem za Sanktuariu,m poleciec na zachód i też bym wyjechał, ale co tam
Tak to przynajmiej poznałem pół miasta, dalsza droga to przebijanie się arterjami przez Czewe. Po wyjechaniu z miasta dojechałem do ulicy Wręczyckiej i drogi nr 494 a tu ruch jak w Rzymie bo trasa prowadziła na Oleśno i Kluczbork, najpierw miałem lekki podjazd a pózniej zjazdy i tak mijałem Nową Gorzelnie i Wręczyce Wielką i tu kawałek jechałem chodnikiem, dziwne opony miałem bo jadąc to czułem jak mnie spychają w lewo, zaprawdę to dziwne uczucie, a czemu jechałem chodnikiem? bo był znak scieżka rowerowa! przerwe zrobiłem w Truskolasach przy sklepie o nazwie......Wafelek, tu się obkupiłem na kolacje troszkę. Ruszyłem dalej, musiałem sie polać wodą , niby pora robiła się pózna, ale dalej było gorąco, mijałem wioski i dojechałem do miejscowości Bagna koło miasteczka Przystajn, tu szukałem miejsca na nocleg, był fajny stawik, jednak domostwa niedaleko mnie zniechęciły
Miejsce ładne no cóż, poleciałem więc dalej i małą przerwe zrobiłem w Przystajnie a tu był fajny pałacyk,czyli Sukiennice według Google nie zabawiłem jednak tu długo. Pustawo jakoś tu było, więc jadę dalej i już myślałem że same pola będą a tu trochę lasu się zaczeło przed miejscowością Podłęże Szlacheckie i tak jadę szosą i patrze jest skręt w lewo w leśną drogę i sobie mówię a jadę i to był dobry pomysł, trochę niedaleko drogi, ale co tam, ważne że można się rozbić, jadąc dalej to szybko bym nie znalazł takiego miejsca jak tu.Miałem lekkie obawy czy to dobre miejsce, jednak postanowiłem się rozbić, pewno zapytacie co to za folia? a tu odmierzałem by powiesic nad namiotem w razie deszczu, tu jednak nie było gdzie powiesić i patrzyłem w prognozach to deszczu nie zapowiadali a rozbiłem się o tu w sumie las był długiA i ciekawostka przy tej rzece już było Woj, Opolskie , tak więc rozbiłem się i musiałem się schować bo komarów było w chu, podobijałem niedobitki i miałem spokój w namiocie, kolacje zjadłem, przeglądłem zbuka, umyłem się i luluW namiocie jak zwykle musze mieć bajzel, potem sobie układam, buciory przy wyjsciu, żarełko pośrodku a ciuchy i sakwy koło głowy, czasem ciuchy robią za poduszke👨
16.06.2023 Podłęże Szlacheckie- Namysłów, ostatni dzień wyprawy 84km Jeśli to czytacie to żyje ha ha a spało się całkiem fajnie, ptoszki spiewały i słychać było tylko psy i czasami przejeżdżające auta a miejsce po złożeniu namiotu wyglądało tak
Oczywiscie wczesniej zjadłem śniadanko w namiocie a potem się zwinąłem i miejsce zostawiłem czyste, mogłem więc jechać dalej, wyjechałem z lasu na szosę i po chwili byłem juz w Podłężu Szlacheckim i w Opolskim Województwie tu chwila pauzy bo patrzyłem jak jechać i postanowiłem ominąć Oleśno i jazdę główną i polecieć bocznymi drogami przez Bodzanowice i Radłów, było też trochę pól ale i pózniej lasów, super się tu jechało, było sielsko i spookojnie
Był pewien odcinek drogi fatalnej, na szczęscie tylko kawałek ,akurat tu się zaczęło jak na fotce i tak przez około 3km.Pózniej już było oki, dojechałem do Boroszowa i tu nawet ścieżka jechałem asfaltową kawałek która prowadziła do Gorzowa Śląskiego.
A poniżej fotki już za miejscowością Jamy, gdzie zjechałem już z głównej drogi i znów był spokój.
Fotki robiłem za miejscowością Jamy no i poleciasłem dalej w kierunku kluczborka, zobaczyłem na mapie że jest tam zalew no i tam też się udałem pposiedzieć trochę.
Miejsce extra, do tego pogoda super, lekko wiało, pojechałem kawałek dalej na ławkę i tam zrobiłem sobie kawę i zrobiłem inwenteryzacje co mam w sakwie a pózniej pogadałem z taką starszą kobietą która szła z kijkami, całkiem sympatyczna rozmowa była, fajno się tu siedziało i nie spieszyło mi się a siedziałem o tu na fotce poniżej. Po tej nasiadówce, ruszyłem do miasta a że nie było daleko to po paru minutach dojechałem, całkiem sympatyczne
Pojezdziłem po centrum, kupiłem też magnez na lodówkę u nie sympatycznej kobiety no i pozwiedzałem jeszcze park
trochę jeszcze posmigałem w kółko
i wyjeżdżałem z miasta powoli
Minąłem wiadukt i ul Wołczynska, ruch tu był spory już, więc nie czekało mnie nic dobrego do Namysłowa.Dojechałem koło ronda i skręciłem na Ligotę Dolną to odnoga głównej drogi na Wołczyń i pózniej na nią wjechałem na tą główną, jednak zanim to to zrobiłem małe kółko i odpocząłem przy ruinach jakiegoś budynku przy schodach, było niemiłosiernie gorąco i chmury się kłębiły
Po przerwie wróciłem do głównej drogi i tak dojechałem do Wołczynia a tu był znak na Byczynę, ale nie ta gdzie mieszka znakomity turysta rowerowy Janusz też z Byczyny, ale z pod Jaworzna, pozdro Byku! Po fotce pojechałem dalej i w miescie tym tez pojechałem trochę bokami by pózniej znów właczyć się do głównej drogi.
Znó wjechałem na główną i tu orka pod Namysłów szosą a od wioski Domaszowice i kawałek za nią była ścieżka rowerowa do Namysłowa oooo takaDojechałem wreszcie do miasta lekko zmęczony a w samym miescie jakby zmęczenie odeszło i porobiłem kilka fotek
Bardzo ładne miasteczko z lokalnym słynnym browarem, pośmigałem tu i tam i postanowiłem pojechać na dworzec pkp bo już mi się nie chciało jechać do Wrocka 80km bo mocno zaczęło wiać i patrzyłem na radarach że burze idą, więc na jedno wyszło a na dworcu poczekałem z 40minut na tgv, chociaż sobie odpocząłem i pózniej dojechałem do Wrocka i tu też na pociąg i jak dojechałem to kupiłem bilet do domu i chwilę posmigałem po okolicy dworca i potem powrót do domu.Było gorąco jak w piekarniku, jadąc do Wrocka pociągiem to padało nawet, tak samo padało jak wracałem do domu, dopiero za Brzegiem nie padało a poniżej statystyki wyprawy, pozdrawiam wszystkich czytających, sorka że miejscami nie składnie napisane, ale dla mnie liczy się że napisane i można poczytać.


































































.png)














































.png)

















































































.png)








































































































.png)
.png)


































































.png)





































































































































.png)






































































































































































































.png)




























.png)












































































































.png)

Komentarze
Prześlij komentarz